– Korzystam z aplikacji, gdy mam uczucie ucisku w głowie, pędzące myśli i zastanawiam się: „O Boże, czy to już depresja, co się dzieje?”. Wtedy muszę dać sobie chwilę spokoju – opowiada Kajetan. W odróżnieniu od mężczyzny w siłowni szuka cichego miejsca, gdzie może się położyć. – Zaciskam zęby, uruchamiam aplikację i myślę: „Niech mi to pomoże, niech mi to pomoże”. I przeważnie pomaga.

Wyciszenie bez metafor

Kajetan ma 27 lat. Jest programistą i emerytowanym profesjonalnym pokerzystą. Dziś rozwija szkołę dla przyszłych graczy w pokera. Czy ta praca jest aż tak stresująca? Kajetan się uśmiecha - nie da się przed tym uciec.

- To analityczna gra, w której ciągle trzeba być skoncentrowanym – opowiada. W pokera grał zawodowo przez 11 lat, 150 godzin w miesiącu, pozostały czas spędzał na analizie i rozwijaniu strategii. Umysł to narzędzie pracy, stara się o niego dbać. – Jak w każdym sporcie w pokerze ważne są kwestie psychiczne: pewność siebie, koncentracja, zarządzanie sobą w czasie. Umiejętność wyciszenia jest dużo ważniejsza niż zdolności analityczne czy matematyczne. Gdy umysł jest przeciążony, dużo trudniej osiągnąć stan flow i dać z siebie wszystko w ciągu kolejnych godzin.

Najdłuższy w jego życiu mecz ciągnął się 12 godzin, ale to skrajność. Przeważnie trwa około czterech godzin.

O aplikacji do medytacji Headspace usłyszał sześć lat temu. Wypróbował ją z ciekawości, ale irytował go narrator i zachęcanie do medytowania dzień po dniu. Przerzucił się na Calma, bo nie ma w nim przebojowych animacji, chmurek ani metafor.

Wyciszenie za pieniądze

Według ADP, firmy zajmującej się usługami kadrowymi, w 2018 r. Polacy byli najbardziej zestresowaną nacją w Europie. 22 proc. z nas deklaruje, że stresuje się codziennie.

To stres spowodowany pracą często wywołuje zaburzenia psychiczneTo stres spowodowany pracą często wywołuje zaburzenia psychiczne fot: Shutterstock.com

Pieniądze szczęścia nie dają, ale kupić szczęście próbujemy od zawsze. Na liście bestsellerów Empiku za 2019 r. na drugim miejscu jest książka „Jak mniej myśleć” Christel Petitcollin. Na globalnej liście bestsellerów Amazona aż siedem z dziesięciu pozycji to książki o samopomocy.

Z danych Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że w XXI wieku panuje epidemia zaburzeń lękowych (cierpi na nie 275 mln osób), depresji, nadużywane są alkohol i narkotyki. To sprzyja przemysłowi szczęścia, który w ubiegłym roku był wart ponad 4,2 bln dol., czyli więcej niż połowę rocznych globalnych wydatków na służbę zdrowia (7,3 bln dol.).

Płacimy za urodę, zdrową żywność, ćwiczenia fizyczne, podróże w poszukiwaniu szczęścia, spa czy poprawę samopoczucia w miejscu pracy. W latach 2015-17 ten rynek rósł w tempie 6,4 proc. rocznie – szacuje Global Wellness Institute.

Wyciszenie offline

Calm, z którego korzysta Kajetan, to „najszczęśliwsza aplikacja na świecie”. Przynajmniej tak było w 2017 r., kiedy Center for Humane Technology sprawdzało, jak czas spędzany w jakiejś aplikacji wpływa na poczucie szczęścia użytkownika. Okazało się, że im mniej czasu spędzamy w programie, tym lepiej go oceniamy. Te, które wciągają nas na długo, pogarszają nasze samopoczucie – Grindr (randki dla gejów), Candy Crush Saga (popularna gra) czy Facebook.

Calm znalazł się na pierwszej pozycji – użytkownicy spędzali w tej aplikacji średnio 10 minut dziennie i 99 proc. z nich twierdziło, że czują się szczęśliwi.

Drugie miejsce zajął… kalendarz Google’a. Cóż, wygodne planowanie potrafi uszczęśliwić wielu, tym bardziej że zajmuje średnio zaledwie trzy minuty dziennie. Na trzecim miejscu znalazł się Headspace, uruchamiany każdego dnia na cztery minuty. Inne aplikacje do medytacji, takie jak Stop Breathe & Think, 10% Happier, Insight Timer czy Buddhify, nie znalazły się w rankingu.

Wyciszenie w abonamencie

Niczym Coca-Cola i Pepsi sprzedające radość w puszkach, Calm i Headspace są największymi dystrybutorami cyfrowego szczęścia. W Headspasie można je mieć już za 44,99 zł miesięcznie albo 354,99 zł rocznie. Calm uszczęśliwia za 169,99 zł rocznie.

Obie firmy oferują medytację kierowaną – narrator sugeruje, na czym powinniśmy skupić myśli i jak oddychać. Zapewnia, że jeśli nie udaje nam się pozbyć myśli, to nic się nie stało. Każda sesja trwa od 3 do 10 minut.

Calm puszcza w tle łagodną muzykę, pluskanie wody albo śpiew ptaków. Headspace stawia na ciszę przerywaną tylko głosem narratora. Obie aplikacje zaczynały od redukcji stresu, dziś oferują także sesje szczęścia i poprawy snu. Ten ostatni obszar jest dla nich szczególnie atrakcyjny, bo o ile medytacja kojarzy się z ezoterycznym rytuałem, o tyle spanie jest naturalne. W Calmie usypiać nas mogą Matthew McConaughey („Interstellar”, „Detektyw”) czy brytyjski komik i aktor Stephen John Fry.

 

Calm i Headspace mają ponad 50 mln dol. przychodu rocznie. W 2017 r. „Forbes” szacował, że Headspace jest wart ponad 250 mln dol. Wartość Calma w tym roku przekroczyła miliard dolarów.

Coraz częściej duże firmy udostępniają Calma lub Headspace’a pracownikom. W zeszłym roku z Headspace’a korzystało ponad 250 organizacji, w tym Google i LinkedIn. Calm dopiero stawia pierwsze kroki w biurowcach, ale już zdołał namówić do współpracy konsultingowego giganta PwC.

Wyciszenie bez protezy

– W psychologii wyróżniamy dwie koncepcje szczęścia – mówi Malwina Puchalska-Kamińska z Uniwersytetu SWPS, psycholog zajmująca się środowiskiem pracy. – Hedonistyczną, czyli poszukiwanie wrażeń i dążenie do pozytywnych emocji. I eudajmonistyczną, która jest związana z poczuciem sensu i postępowania zgodnie ze swoimi zasadami. Aplikacje mogą nas wspomagać w dążeniu do pozytywnych emocji, natomiast budowanie szczęścia eudajmonistycznego wymaga samoświadomości i większego wysiłku. Sens zbuduje się nie przez aplikacje, lecz przez działanie.

Wyciszenie pod chmurą światła.

Próbuję sama. Jestem zniecierpliwiona. Wybieram Headspace’a.

„Wyobraź sobie, że nad głową masz niewielką chmurę światła. Trudne? Pomyśl więc o miejscu, które lubisz, gdzie czujesz się bezpiecznie. Widzisz je? Czujesz jego zapachy, kształty, kolory? Nie skupiaj się na obrazie, skup się na uczuciu” – słyszę spokojny, niski męski głos. „Masz już to bezpieczne miejsce? To wróćmy do światła nad twoją głową. W jego środku jest uczucie spokoju i zadowolenia, do którego dążysz. Twoje ciało staje się lekkie. Obserwuj, jak światło przenika całe twoje ciało i zaczyna obejmować przestrzeń dookoła ciebie. W końcu nie widzisz, gdzie kończy się światło, a zaczyna otoczenie”.

Chyba działa. Czuję się, jakbym siedziała w kokonie, choć jestem w redakcji i otacza mnie gwar codzienności. Technika wykorzystana przez twórców aplikacji w tej sesji jest znana w buddyzmie jako tonglen. Chodzi w niej o świadome oddychanie, podczas którego wyobrażamy sobie „wdychanie cierpienia”, często w postaci czarnego dymu. Po wzięciu głębokiego wdechu cierpienie należy przekształcić w myślach w promienne światło symbolizujące ulgę i spokój.

Męski głos prowadzący mnie przez medytację to sam Andy Puddicombe, współtwórca Headspace’a. W młodości rzucił studia, wyjechał w Himalaje, przez wiele lat praktykował medytację, a potem wrócił do Londynu, gdzie został konsultantem uważności (mindfulness). Headspace’a założył w 2010 r. i na początku jego firma zajmowała się organizacją wydarzeń. Pierwsze sesje medytacji online opublikował w 2012 r., a trzy lata później Journal of Medical Internet Research uznał Headspace’a za najlepszą aplikację do mindfulness.

Wyciszenie z Doliny Krzemowej

Uważność odkrył Jon Kabat-Zinn. Syn immunologa i artystki, absolwent biologii molekularnej w Massachusetts Institute of Technology, w latach 70. był zafascynowany buddyzmem zen z jego medytacją ćwiczącą oddech i skupienie. Zauważył, że poza mistycyzmem te praktyki mają też doraźny wymiar w postaci spokoju i zapanowania nad natłokiem myśli.

Buddyjski mnich podczas medytacji w tajskiej świątyniBuddyjski mnich podczas medytacji w tajskiej świątyni fot. Esteban Chiner/ Flickr

Z całego buddyzmu zen Kabat-Zinn zostawił tylko ćwiczenia fizyczne, a zlaicyzowany i zagoniony Zachód dostał to, co najbardziej lubi: poprawę samopoczucia bez ideologii.

Uważność weszła do głównego nurtu medycyny i psychologii zachodniej w latach 80. Jej skuteczność jest dobrze przebadana. Wiadomo, że pozwala zredukować stres, poprawić funkcjonowanie układu odpornościowego, dobrze wpływa na ciśnienie krwi, zmniejsza odczuwanie chronicznego bólu.

Jeszcze bardziej zlaicyzował ją Chade Meng-Tan, pracownik Google’a nr 107. Jedną piątą czasu, który gigant dawał kiedyś swoim ludziom na rozwiązywanie dowolnych problemów, przeznaczył na osiągnięcie pokoju na świecie. Doszedł do wniosku, że rozwiązaniem miała być właśnie uważność, którą kilkakrotnie próbował zaszczepić w pracy. Bezskutecznie. Chwyciło w 2007 r., gdy uważność przemianował na „rozwijanie inteligencji emocjonalnej”.

Dziś kursy albo warsztaty mindfulness dostępne są dla pracowników Twittera, LinkedIn, General Motors, Facebooka. W Polsce wprowadziło je Allegro – dotąd mniej więcej raz w miesiącu ludzie mogli zapisać się na czterogodzinne warsztaty w kilkunastoosobowych grupach. Także należący do Agory Instytut Dobrego Życia prowadzi kursy uważności, w ich przypadku są to warsztaty online, na które każdy może się zapisać.

– Jako trener i konsultant biznesu widzę, jak rośnie zapotrzebowanie na szkolenia z redukcji stresu w polskich firmach – mówi Malwina Puchalska-Kamińska. – To nie znaczy, że wcześniej nie było takiej potrzeby, po prostu zmienia się świadomość firm. Coraz częściej mówi się o tym, że zdrowy i szczęśliwy pracownik jest bardziej efektywny. Firmy, które muszą zabiegać o pracowników, inwestują najwięcej w dobrostan swoich ludzi.

Z raportu Marketdata Enterprises wynika, że amerykański rynek medytacji w 2017 r. był wart 1,2 mld dol. Jednak dopiero aplikacje sprawiły, że chwila oddechu i spokoju dostępna jest wszędzie i dla każdego. Wystarczy wcisnąć przycisk.

McWyciszenie

Bobby Axelrod, bezwzględny szef funduszu inwestycyjnego w serialu „Miliardy”, przerywał pracę, uruchamiał Samsara Timer i medytował. Jednak nie zmieniało go to ani na jotę. Zależało mu tylko na wydajnej pracy przez kolejną godzinę, a nie trwałej zmianie w sobie.

Ron Purser, profesor zarządzania na stanowym uniwersytecie w San Francisco, i David Loy, nauczyciel zen, nazywają takie podejście McUważnością (McMindfulness). W artykule dla Huffington Post twierdzą, że żadna liczba warsztatów w firmach nie sprawi, że otoczenie pracownika stanie się lepsze. Korporacje jedynie przerzucą w ten sposób odpowiedzialność za zarządzanie stresem z siebie na pracowników. Stres stanie się problemem osobistym.

Puchalska-Kamińska widziała firmy, które chciały wprowadzić szkolenie z zarządzania stresem, ale nie zastanawiały się nad wyeliminowaniem jego przyczyn. – Często stres wynika z chaosu organizacyjnego, sposobu zarządzania ludźmi i presji czasowej. Tylko firma może to zmienić – mówi psycholog. A korzystający z aplikacji pracownik jest skłonny do przerzucenia odpowiedzialności za swój stan na gadżety.

Izabela Dziugieł, terapeutka, twierdzi, że aplikacje mogą być najwyżej dobrym wstępem dla kogoś, kto chce się zapoznać z metodami uważności i medytacji. – Jeśli ktoś coś słyszał o aplikacjach do medytacji i po nie sięga, gdy przeżywa trudne emocje, to może się rozczarować.

Wyciszenie w pakiecie medycznym

Jednocześnie narzędzia pomocy psychologicznej migrują do sieci i zastępują część sesji na kozetce. Australia od 2012 r. wdraża pomoc psychologiczną online. Od 2014 r. to samo robi Kanada. Oba państwa tworzą usługi e-pomocy psychologicznej albo je refundują. – Brytyjczycy i Szwedzi w ramach publicznej opieki zdrowotnej mogą korzystać z elementów terapii poznawczo-behawioralnej online – tłumaczy Agata Kozłowska, doktorantka psychologii z Uniwersytetu SWPS. Coraz więcej aplikacji otrzymuje certyfikat środków medycznych w USA. Za lek uznawana jest już aplikacja do leczenia koszmarów u osób cierpiących na zespół stresu pourazowego albo aplikacja pomagająca osobom uzależnionym od opioidów.

Buddhify i 10% Happier opracowały specjalne terapie psychologiczne dla chorych na raka. Headspace złożył wniosek do amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (FDA) o uznanie jego aplikacji za środek medyczny. Megan Jones Bell, szefowa zespołu naukowców w tej firmie, tłumaczyła w „Wall Street Journal”, że w planie jest stworzenie różnych zestawów medytacyjnych dla różnych chorób przewlekłych.

– Zapewne stworzą odrębną aplikację, która mogłaby być przepisywana „na receptę”, np. w przypadku zaburzeń związanych ze stresem – ocenia Agnieszka Gaczkowska, ekspertka zajmująca się zdrowiem publicznym, wykładowczyni w School of Ideas SWPS. – Może to być aplikacja stosowana samodzielnie lub jako część terapii ze specjalistą. Wówczas Headspace będzie rozwijać dwie aplikacje – konsumencką i medyczną, nad którą kontrolę będzie mieć amerykański resort zdrowia. Jeśli dostęp do tej drugiej wykupi dla pacjentów ubezpieczyciel, Headspace będzie miał przychody zagwarantowane na lata.

Wyciszenie kompleksowe w full opcji

Z jednej strony zatem pigułki cyfrowego szczęścia rodzą w nas pokusę pójścia na skróty, a z drugiej – zdaniem terapeutów – potrafią przyciągnąć tych, którzy sami nigdy w życiu nie zgłosiliby się do terapeuty.

Tajlandia, plażaTajlandia, plaża Fot. Shutterstock

Sprzedawcy myślą o budowie całych imperiów szczęścia. Calm wyprodukował już Senną Mgiełkę (pachnący olejek do stosowania podczas medytacji) i wydał książkę z sesjami medytacyjnymi. Jego twórcy zastanawiają się nad hotelem zaprojektowanym z myślą o komfortowym i odprężającym śnie oraz o serii ubrań i sieci kawiarni. Chodzi im po głowie także zakup wyspy Calm z „najbardziej relaksującym ośrodkiem na świecie”.

A analogowe szczęście stanie się dobrem premium. Luksusem dostępnym dla nielicznych.