Dzieciństwo w latach 90. to bajki Disneya na VHS i japońskie kreskówki z włoskim dubbingiem na kablówce. Tamagotchi, Amiga i Game Boy na kartridże, których zawsze zazdrościłem kolegom.

Analogowa zabawa zyskiwała właśnie cyfrową konkurentkę. Jeszcze brzydką, dwuwymiarową i rozpikselowaną – ale do naszego świata wkroczyły „Tetris”, „Contra” i „Mortal Kombat”. Skutecznie rzucały wyzwanie ołowianym żołnierzykiem, jojo, resorakom i lalkom Barbie.

Jednak pewnego dnia ojciec przyniósł na urodziny statek piracki Lego. Razem go złożyliśmy. Szukający skarbów ludzik z opaską na oku i czapką kapitana pozwalał odpłynąć daleko poza betonowe osiedle, wyjść poza siebie i poprowadzić setki inscenizacji na krawędzi wanny.

Porzucony na podłodze bywał bolesnym zagrożeniem dla naszych stóp, sam mógł paść ofiarą bezwzględnego odkurzacza, ale na długo posłał w odstawkę animowanego „Kapitana Tsubasę” i konsolę Pegasusa.

Poznaję świat przez szybkę

Czy jakaś zabawka bardziej kształtowała wyobraźnię nas, urodzonych w okolicach transformacji ustrojowej? Wtedy jeszcze nie rozumiałem, że nie wszystkich było stać na Lego. Że to dlatego sąsiad z góry przychodził się ze mną bawić i za każdym razem wynosił po kilka klocków.

Gdybym teraz, po latach banicji, wyjął swoje ludziki Lego, to czy ożyłyby w nieskończonych scenariuszach, czy – w wytartych koleinach dorosłego myślenia – najwyżej nostalgicznie zamachałyby szabelkami? A może są już tylko kawałkami plastiku, który niszczy planetę? Dzisiaj muszą zawierać sojusze i jednoczyć się ponad zestawami, żeby konkurować o uwagę przebodźcowanego dziecka przyklejonego do ekranów smartfona i iPada. Wychowanego przez gadżety i algorytmy YouTube’a podsuwające kolejne bajki.

Współczesne dzieci najchętniej spędzają czas na zabawach cyfrowych – wynika z raportu „Lego Play Well 2018” podsumowującego badanie z udziałem blisko 13 tys. rodziców i dzieci w wieku 5-12 lat z dziewięciu krajów (niestety, nie objęło Polski). Od odgrywania ról, kolorowanek, gry w klasy i biegania za piłką dzieci wolą filmiki, aplikacje czy robienie zdjęć smartfonem. To za ich pośrednictwem uczą się rozwiązywania problemów, testowania założeń dotyczących otaczającej rzeczywistości i rozwijania umiejętności poznawczych. Przyklejone do ekranów uczą się też – na odległość – współpracy z innymi.

Dzisiejsi rodzice – jak pokazuje badanie – mogą mieć problem w kontaktach z dziećmi, bo sami w okresie rozwojowym mieli zupełnie inną hierarchię aktywności: wybierali raczej gry angażujące wyobraźnię i wymagające bezpośredniego kontaktu. Muszą jednak szukać wspólnego języka, bo – i tutaj raport Lego jest jednoznaczny – wspólna zabawa jest źródłem szczęścia wszystkich zaangażowanych. 88 proc. badanych rodzin, które bawią się razem ponad pięć godzin tygodniowo, uważa się za szczęśliwe.

embed

Widzisz grafikę niewyraźnie? Otwórz ją w nowym oknie

Majsterkuj w zerach i jedynkach

Autorzy raportu wskazują na pozorną sprzeczność: mimo że prawie dwie trzecie rodziców obawia się, że zabawy z ekranem hamują samodzielne myślenie ich dzieci, to ponad połowa wykorzystuje technologię we wspólnych zabawach. Do tego aż ośmioro na dziesięcioro rodziców uważa, że wspólne nurkowanie w świat cyfrowy może uczyć dzieci kreatywności. Większość badanych deklaruje, że to źródło przyjemności i zbliża członków ich rodziny.

Czy każdy kontakt z ekranem formatuje naturalną ciekawość dziecka i ogranicza jego zdolność do wyrażania siebie? Powinniśmy się starać, żeby dzieci wracały do realnego świata, czy bardziej dbać o to – skoro płynnie poruszają się pomiędzy nimi – żeby twórczo i bezpiecznie korzystały z cyfrowego? Czy więź z dzieckiem może być też cyfrowa?

– Z sześcioletnią córką oglądamy razem bajki w sieci. Kiedy robi się to wspólnie, a później o nich rozmawia, efekty edukacyjne są świetne. Córka ma też kolorowankę na iPadzie, uczy się programowania w Scratchu [wizualny język programowania zaprojektowany przez Mitchela Resnicka, twórcę m.in. serii zabawek Lego Mindstorms, łączących klocki z czujnikami i komputerami, co pozwala na konstruowanie robotów i ich programowania] – mówi Aleksandra Przegalińska, filozofka i badaczka sztucznej inteligencji. – Chcę po prostu zaszczepić młodemu człowiekowi sprawcze podejście do technologii, świadomość, że można w niej pomajsterkować, coś z nią zrobić. Że fajnie jest wymyślić jakiś świat i zasymulować kawałek rzeczywistości. Że nie trzeba się w technologię tylko wkręcać, tkwić w niej i szukać poklasku. Na razie córka nie wykazuje żadnych oznak nałogowego korzystania z ekranów – dodaje Przegalińska.

Później się pobawimy

Podstawową przeszkodą dla wspólnej – jakościowej i rozwijającej dziecko – zabawy jest nie tyle elektronika, czyli odmienne doświadczenie, ile zwyczajny brak czasu. 36 proc. badanych rodziców wskazuje, że po prostu nie ma go wystarczająco dużo w ciągu dnia.

Ponad jedna trzecia twierdzi też, że nie mogą się bawić z powodu nadmiaru pracy, podobna liczba przekonuje, że barierą są obowiązki domowe. W Polsce te wartości mogą być jeszcze wyższe, biorąc pod uwagę dane Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, z których wynika, że jesteśmy na siódmym miejscu wśród najdłużej pracujących narodów, po m.in. Korei Południowej, Grecji, Rosji i Chile.

Ponad połowa badanych dzieci narzeka, że ich rodzice są zbyt zajęci, by mieć czas na wspólną zabawę, a niemal co piąte przyznaje, że samo ma zbyt napięty harmonogram – przez nadmiar nauki i pozaszkolnych aktywności.

Przyczyny autorzy raportu upatrują w obawach rodziców o przyszłość – materialną i zawodową – ich dzieci. Postęp technologiczny ze swoją obietnicą robotyzacji kolejnych zawodów pogłębia typowe dla klasy średniej lęki. Przykład ucieleśnienia tych lęków? W internetowych reklamach Lego sztuczna inteligencja wyszukiwarek podpowiada nam dopasowany do naszych zainteresowań zestaw klocków. Odbierając chleb sporemu gronu prekariuszy z branży reklamowej i modelując rodzicielsko-dziecięce wybory w myśl zasady „lubimy te piosenki, które znamy”.

I jednocześnie to właśnie umiejętności wykształcone przy nieskrępowanej, twórczej – i najczęściej analogowej – zabawie mogą dać dzieciom przewagę na rynku pracy w przyszłości, w którym powtarzalne i schematyczne czynności przypadną algorytmom.

embed

Widzisz grafikę niewyraźnie? Otwórz ją w nowym oknie

Tata, telefon telas nie!

Wielu rodziców uważa, że technologia bywa barierą dla wspólnej zabawy. 21 proc. ankietowanych zgodziło się, że ich dziecko spędza zbyt dużo czasu z telefonem, internetem i grami wideo. Czasu na zabawę z rodzicem nie zostaje. A i rodzice lubią posiedzieć z ekranem – prawie jedna piąta przyznała, że zbyt długo gapi się w gadżety kosztem czasu poświęcanego dzieciom. Innymi słowy, chodzi nie tyle o samą technologię, ile o brak umiejętności korzystania z niej – ponad połowa rodziców przyznaje się, że gdy już próbują zanurzyć się w zabawę z dzieckiem, rozpraszają ich ciągłe powiadomienia i wiadomości. Większość badanych zgadza się co do tego, że gdyby nie media społecznościowe i aplikacje, mogłaby poświęcić więcej czasu na zabawę.

– Twórcy celowo projektują aplikacje tak, aby jak najmocniej i najdłużej przyciągały uwagę – mówi Szymon Szymczyk, konsultant PR i autor bloga o technologii Edgerunner.pl. – Dlatego w obecności naszego dwuipółletniego syna staramy się w ogóle nie sięgać po telefony i zwracamy sobie uwagę, jeśli któreś się zapomni. Czasem także syn woła: „Tata, telefon telas nie!”. Nie dajemy mu go też do samodzielnej zabawy. Jeśli puszczamy bajki, to tylko na telewizorze. Przeraża mnie, jak YouTube traktuje dzieci – przy bajkach treść i liczba reklam oraz automatycznie polecane filmy są często zupełnie nieodpowiednie dla kilkuletnich dzieci. Nie jesteśmy jednak święci – czasem syn obserwuje, gdy gram na konsoli.

Klocki Lego czy tablet? Czym powinno bawić się dziecko?Klocki Lego czy tablet? Czym powinno bawić się dziecko? Instalacja: Katarzyna Korzeniowska.

Niektórzy rodzice dbają również o cyfrowy detoks. – Nie działamy zakazowo, nie wprowadzamy limitów czasu z ekranami. Zawarliśmy jednak z synami pewną transakcję – wymagamy aktywności fizycznej kilka razy w tygodniu, konstruktywnie spędzonego czasu z książką i wykrojonej chwili na zabawy analogowe: planszówki, szachy czy łamigłówkę. Za formę regeneracji od technologii traktujemy też weekendowe wypady, spacery i obowiązkowe rowery – opowiada Michał Brański, przedsiębiorca i współwłaściciel Wirtualnej Polski.

Lepsze dzieciństwo w smartfonie

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w kwietniu wydała wytyczne, zgodnie z którymi dzieci poniżej trzeciego roku życia nie powinny w ogóle spędzać czasu przed ekranami. Trzy- i czterolatki – najwyżej godzinę dziennie. Zdaniem ekspertów WHO do prawidłowego rozwoju ważne są przede wszystkim bezpośrednie interakcje z drugim człowiekiem, analogowe gry i fizyczne aktywności.

Kanadyjscy naukowcy w tym roku przeprowadzili niezależne badanie na dzieciach pomiędzy drugim a piątym rokiem życia. To okres, w którym mózg kształtuje się najszybciej. Wynik? Te, które spędzały więcej czasu przed ekranem, rozwijały się wolniej od rówieśników przebywających dłużej w realu. Przy czym zarówno wytyczne WHO, jak i kanadyjskie badania niektórzy psycholodzy krytykowali za brak zróżnicowania w korzystaniu z ekranów przez dzieci – jak udowodniono wyżej, nie każda aktywność w świecie cyfrowym musi być szkodliwa.

Kanadyjczycy nie wzięli pod uwagę także innych czynników, jak dochód rodzin, jak długo dzieci sypiają albo czy rodzice im czytają. Przy postępującej zmianie stylu życia coraz bardziej zagonionych rodziców (tak samo, choć w inny sposób, w korporacjach, w klasie kreatywnej i w najprostszych, najgorzej opłacanych zawodach), malejących powierzchniach mieszkań w metropoliach, kurczącej się nie tylko w Polsce ofercie bezpłatnych aktywności (kluby osiedlowe itd.) oraz znikających publicznych placach zabaw w biednych dzielnicach czasem to ekran może pozwolić dziecku natychmiast przenosić się do lepszych światów.

Multimedia dla biedaków, nauczyciel dla bogatych

Jeszcze dekadę temu technologia miała na sztandarach wyrównywanie szans. Dzięki niej dzieci miały uzyskiwać ten sam – na każdej szerokości geograficznej – dostęp do informacji. Niewielu zwracało uwagę na to, że bogaci wcześniej będą mieli dostęp do sieci, ich dzieci szybciej nabędą zaawansowane umiejętności, którymi prześcigną gorzej sytuowanych rówieśników, dzięki kompetencjom kulturowym rodziców nauczą się krytycznego podejścia do technologii i odpowiedzialnego korzystania z niej.

Ledwie zaczęto mówić o nierównych szansach czy wręcz przyspieszeniu podziałów przez cyfrowe urządzenia, gdy klasy wyższe przeskoczyły na kolejny level.

Dzisiaj elity z Doliny Krzemowej – tworzące media społecznościowe, aplikacje i gadżety – wychowują własne dzieci z dala od ekranów. Już Steve Jobs nie pozwalał swoim dzieciom korzystać z zaprojektowanego przez siebie iPada. Bill i Melinda Gates pozwolili potomstwu korzystać ze smartfonów dopiero po 14. urodzinach. A Evan Spiegel, założyciel Snapchata – najbardziej popularnego komunikatora wśród najmłodszych – nakłada swoim dzieciom dzienny limit godzin na gadżety. W Dolinie Krzemowej coraz częściej w kontrakt z nianią wpisuje się też zakaz korzystania ze smartfonów w czasie spędzanym z podopiecznymi.

embed

Podział technologiczno-klasowy pogłębia się też w edukacji – Nellie Bowles na łamach „New York Timesa” pisze, że w publicznych szkołach i przedszkolach w USA jest coraz więcej ekranów i urządzeń, które coraz częściej zastępują wykwalifikowanego nauczyciela. Z kolei lepiej sytuowane rodziny posyłają dzieci do prywatnych szkół z restrykcyjnymi zakazami korzystania ze smartfonów.

Amerykańskie nastolatki z rodzin o niższych dochodach już spędzają średnio 8 godz. i 7 min dziennie, korzystając z ekranów, a ich rówieśnicy z wyższym dochodem – 5 godz. i 42 min – wynika z badania organizacji Common Sense Media.

Możliwe więc, że dzieci biednych i zapracowanych będą w przyszłości wychowywane przez ekrany, a bogate – pod okiem żywych opiekunów – będą się bawić drewnianymi i biodegradowalnymi zabawkami.

A pomiędzy nimi na poziomie wyobraźni, w odpowiedzi na pytanie: „Kim mogę być, kiedy dorosnę?”, będzie coraz głębsza przepaść.

Pełny raport Lego można przeczytać tutaj (pdf).

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl