Kamil Matuszczyk, doktorant polityki publicznej na Uniwersytecie Warszawskim przygotował raport „Blaski i cienie kariery w start-upach - przełomowe zmiany na rynku pracy w Polsce” na potrzeby programu mentorskiego InCredibles Sebastiana Kulczyka. Sprawdził, jak pracuje się w polskich start-upach i czy rzeczywiście zrewolucjonizowały one rynek pracy. Według raportu Matuszczyka startupowiec jest przede wszystkim młody - ma od 25 do 35 lat. Ma wyższe wykształcenie, cechuje się ekstrawersją, stabilnością emocjonalną, sumiennością i ambicją. Opracowanie powstało na potrzeby programu mentorskiego InCredibles Sebastiana Kulczyka i to właśnie te badania były punktem wyjścia do dyskusji podczas ESD.

- Co powoduje, że ta grupa osób decyduje się na zaangażowanie w start-upy? Czy można nazwać to w ogóle karierą? Wiele osób narzeka przecież na brak wyraźnie rozrysowanej ścieżki kariery i niestabilność finansową pracy w takim miejscu - rozpoczął dyskusję Vadim Makarenko, wydawca serwisów poświęconych danym i technologiom "Gazety Wyborczej".

Łukasz Szpaderski, szef Vertical Axis Wind Technologies, przyznał, że dla pracowników jego start-upu dużą motywacją działania jest możliwość przeżycia przygody. - Jest ona obarczona ogromnym ryzykiem, ale i możliwością „wielkiej nagrody”. Jeżeli nasz projekt się powiedzie, pójdą za nim duże pieniądze. Dodatkową motywacją i nobilitacją dla pracowników jest fakt, że akurat nasz start-up jest ściśle powiązany ze światem nauki - mówił Szpaderski.

Zdaniem Macieja K. Króla, szefa rozwoju sprzedaży i standardu obsługi klienta w Business Link, głównym czynnikiem przyciągającym młodych ludzi do start-upów jest poczucie sprawczości. - Start-upy dają wolność. W korporacjach trudno o ten element. Tam nie ma zbyt wielu obszarów, w których można kreować rzeczywistość. Startupowcy mają większe poczucie swobody i kreatywności. Fakt, że często pracują w święta i po godzinach, jest dowodem na to, że to nie jest dla nich wyłącznie praca. 

- Dla wielu osób jedną z motywacji do zaangażowania się w start-upy jest chęć zmieniania świata. Ja sam ciągle w to wierzę. Rozumiem to jako zaspokajanie konkretnych potrzeb ludzi - dodał Michał Kramarz z Google'a, odpowiedzialny za wspieranie polskich firm i start-upów w ekspansji na globalne rynki. - Znam też takich ludzi, którym wydaje się, że pójście do start-upu wiąże się przede wszystkim z luzem i fajną atmosferą. Po fakcie podkreślają jednak, że nigdy tak ciężko nie pracowali.

Uczestnicy dyskusji wspólnie doszli do wniosku, że nastąpiło już pewne przesycenie mitem założycielskim start-upu jako organizacji, która skazana jest na sukces.

- W ostatnich latach w USA dwukrotnie zmalała liczba start-upow. Być może był to rodzaj crash-testu. To dowód na to, że trzeba spełnić wiele warunków, by odnieść sukces - przyznał Maciej K. Król - Z jednej strony mówi się o unicornach, czyli start-upach wycenianych na ponad miliard dolarów. To działa na wyobraźnię, ale dojść do takiego miejsca udaje się nielicznym.

- Większość startupowców brutalnie zderza się z rzeczywistością. Można odnieść wrażenie, że mamy dzisiaj bardziej realistyczne podejście do start-upów niż jeszcze kilka lat temu - zauważył Michał Kramarz.

Jak przyznał Kamil Matuszczyk, autor raportu, mamy dziś do czynienia nawet z pewnego rodzaju nadmuchaniem wizerunku start-upów. - Doszło do tego, że niemal każda młoda osoba, która zakłada działalność, nazywa siebie startupowcem - ironizował Matuszczyk.

Paneliści zauważyli też, że start-upy zmieniają polski rynek pracy.

- Mamy rekordowo niskie bezrobocie, a miejsc pracy przybywa. Młodzi pracownicy mogą dzisiaj wybierać spośród różnych ofert. A trzeba podkreślić, że z badań wynika, iż przywiązanie polskich pracowników do stabilizacji jest bardzo duże. Bardziej niż w innych krajach zwracamy uwagę na umowę o pracę i pakiety socjalne. Start-upy nie zawsze dają bezpieczeństwo - tłumaczył Kamil Matuszczyk.

Uczestnicy debaty zastanawiali się także, czy osoba, która ma w CV kilka nieudanych projektów startupowych, byłaby dobrym kandydatem dla polskich pracodawców.

- Moim zdaniem tak. Porażki uczą dużo bardziej niż odnoszenie sukcesów. Gdy ktoś cały czas wygrywa, pierwsza wpadka może znacznie zaburzyć jego karierę. Ważne jest też, jak taka osoba umie się odnaleźć w nowym środowisku i jak szybko się uczy - odparł Michał Kramarz.

Zdaniem Iwony Suchomskiej, szefowej szefowa Keystone Consulting, wielu pracodawców w Polsce nie zaprosiłoby takiej osoby na rozmowę kwalifikacyjną - Warto uświadamiać, ze najważniejsze jest wyciąganie lekcji z porażek i umiejętność refleksji pt. „Co dziś zrobiłbym inaczej". Niestety, mało osób zdaje sobie z tego sprawę - podsumowała.