W swoją najnowszą wyprawę dookoła świata podróżnik Marek Kamiński zabierze ze sobą robota. Maszyna ma na imię Noa. – Jestem podróżnikiem, moim celem jest przekraczanie granic ludzkich możliwości. Nadszedł czas, żeby zwrócić naszą uwagę na nową granicę: relację między ludźmi i sztuczną inteligencją – tłumaczył Kamiński w wywiadzie dla „Wyborczej”. Ma nadzieję, że technologia pomoże ludziom stawić czoło takim problemom jak np. ocieplenie klimatu

O Noa na razie wiadomo tyle, że została wyprodukowana przez chińską firmę Sanbot. Prace nad jej duszą, czyli oprogramowaniem, trwają i przyszła „osobowość” robota jest na razie tajemnicą. Wiadomo tylko, że to będzie robot kobieta. Jednak już dziś można założyć, że między podróżnikiem a robotem powstanie więź, choć trudna do nazwania i zdefiniowania.

„Symulowane myślenie może być myśleniem, lecz symulowane uczucie nie jest uczuciem. Symulowana miłość nie jest miłością – pisze Sherry Turkle w książce „Alone Together”.

Roboty są odbiciem naszego człowieczeństwa

Takie więzi bada na Massachusetts Institute of Technology Kate Darling, która specjalizuje się w etyce robotów. Problemy wynikające z interakcji człowiek – maszyna od dziesięcioleci poruszane są w literaturze fantastyczno-naukowej, jednak dziś w dobie rozwoju sztucznej inteligencji zyskują coraz bardziej praktyczny charakter.

Według Darling punktem zwrotnym w jej karierze zawodowej było doświadczenie z małym dinozaurem zabawką sprzed dziesięciu lat. Trzymana do góry nogami zabawka zaczynała się wić i płakać. Widok płaczącego rozpaczliwie, machającego nogami małego dinozaura sprawił, że „odstawiła go i pogłaskała”. – To było dość dziwne doświadczenie – wspomniała badaczka podczas wykładu TED. Dziwiło ją to tym bardziej, że doskonale zdawała sobie sprawę z mechanizmu zabawki.

Badaczka szybko odkryła, że nie tylko ona współczuje maszynom. W 2007 r. „Washington Post” opisał testy robota do rozbrajania min lądowych prowadzone w amerykańskim wojsku. Nadzorujący projekt pułkownik wniósł o ich przerwanie, bo uznał widok wlokącego się przez pole minowe, uszkodzonego po kolejnych eksplozjach robota za „zbyt nieludzki”.

– Okazuje się, że jesteśmy biologicznie uwarunkowani, by widzieć celowość i życie w każdym ruchu w naszym otoczeniu, który wydaje się niezależny od nas – tłumaczy Darling. Oznacza to, że jeśli roboty pojawią się w biurach i przejmą część prac, możemy mieć wobec nich poczucie winy, wychodząc na przerwę obiadową.

Uświadomienie sobie tego mechanizmu może nam pomóc na wiele sposobów. Już teraz roboty współpracują z autystycznymi dziećmi albo zastępują terapię z udziałem zwierząt w geriatrii. Badaczka zaznacza – właściwe pytanie brzmi: „Jak roboty wpłyną na ludzką empatię?”. Może np. jeśli zabronimy dziecku kopania psa robota, będzie odnosić się z większym szacunkiem do zwierząt? – Roboty nie są już tylko silnikami, trybikami i algorytmami. Są odbiciem naszego człowieczeństwa – zaznacza Darling.

Jeśli nauczymy dzieci dziękować robotom, będą bardziej uprzejme wobec ludzi.

Robot – członek rodziny czy „awatar pusty w środku"?

Pokazuje to film dokumentalny pt. „A to mój przyjaciel robot” Isabelli Willinger, pokazany podczas 16. Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity. Jego bohaterowie – Sakurai w Japonii oraz Chuck w USA – mieszkają z robotami. Chuck, poraniony przez życie czterdziestoparolatek, ma za partnerkę robota o imieniu Harmony. Wyrusza z nią w podróż po USA, podczas której wyznaje jej swoje słabe strony i próbuje dyskutować o filmach i książkach. Z kolei Sakurai, samotna starsza kobieta w pustym domu, otrzymuje Peppera od swojego syna jako towarzysza rozmów. Wraz z siostrą Sakurai śpiewa piosenkę i trzymają Peppera za ręce.

 

Osią filmu są pytania: na ile roboty i sztuczna inteligencja zmienią nasze życie? Co zyskamy, a co stracimy? Kto – roboty czy ludzie – będzie grał pierwsze skrzypce w świecie przyszłości? I przede wszystkim: czego w relacji z robotami możemy dowiedzieć się o sobie?

Maszyny, które wzięły udział w filmie, są niedoskonałe. Gadają od rzeczy, zbywają pytania milczeniem albo zatrzymują się w pół zdania. – Pepper był pokazany niemal jak członek rodziny, ale było widać, że „nie lubi” być dotykany i od razu to komunikuje – podkreślał kognitywista Leon Ciechanowski podczas dyskusji w warszawskim kinie Luna, która odbywała się w ramach cyklu „Jutronauci” pod patronatem „Gazety Wyborczej”.

Paradoksalnie ta niedoskonałość potrafi angażować. „W przypadku robotów nasze zaangażowanie bardziej niż kiedykolwiek nie wynika z iluzji, lecz z chęci wypełnienia luk” – pisze Sherry Turkle w książce „Alone Together”.

W naszych domach są dziś obecne tzw. czatboty, np. Amazon Echo, które możemy pytać o pogodę czy ceny. Jednak dopiero maszyny podobne do człowieka, które swobodnie poruszają się po naszym mieszkaniu, budzą emocje. – Nasz mózg jest nastawiony na rozpoznawanie istot podobnych do nas. Zatem idealnym interfejsem dla człowieka jest człowiek – mówi w filmie prof. Hiroshi Ishiguro, szef Intelligent Robotics Laboratory w Osace. Robot wyglądający i zachowujący się jak człowiek, ale nie do końca, wywołuje w nas efekt „doliny niesamowitości”. – Zdajemy sobie sprawę z delikatnych różnic między robotem a nami i odczuwamy z tego powodu dyskomfort. Co może mieć związek z tym, że uświadamiamy sobie własną śmiertelność – wyjaśnia Ciechanowski badający interakcje człowieka z maszynami.

Petros Psyllos, programista i popularyzator nauki zaliczony przez „MIT Technology Review” do dziesięciu najzdolniejszych młodych wynalazców w Polsce, uważa, że mechatronika robi postępy i roboty stają się coraz bardziej podobne do ludzi. – Cały czas jednak mamy problem z tym, co robot ma w środku – dodał Psyllos i zaznaczył, że maszyny wciąż bazują na algorytmach z lat 90. – Dlatego na pytanie zawierające słowo klucz „marzenia” robot Sophia udziela ogólnej, „coachingowej” odpowiedzi w rodzaju: „Podążaj za swoimi marzeniami”.

Czy sztuczna inteligencja zastąpi artystów?

Na razie roboty pracują w fabrykach, ale powoli wkraczają także do recepcji hotelowych czy na lotniska. Czy będą zdolne do wykonywania twórczych zadań? – Fundamentalne pytanie brzmi: co można algorytmizować – mówił Mariusz Gromada z Banku Millennium, specjalizujący się w budowaniu relacji z klientami przy wykorzystaniu pogłębionej analizy danych. – Czym tak naprawdę jest kreatywność? Znalezieniem jakiegoś rzadkiego rozwiązania albo rozwiązania w nietypowej sytuacji. Szukanie jest dla komputera stosunkowo prostą czynnością, dlatego na bazie stylów różnych malarzy można dzisiaj tworzyć nowe obrazy, a na bazie stylów muzycznych – nowe utwory – przekonywał Gromada.

Nie zgadzał się z nim reżyser filmowy Michał Marczak, który pracuje obecnie nad filmem o sztucznej inteligencji i jej relacji z człowiekiem. – Kreatywność, sztuka jest chaosem. To będzie ostatnia rzecz, która da się tego zalgorytmizować – mówił.

Zalgorytmizować chaos może być trudno. Wyeliminować – znacznie łatwiej.