Piotr Szostak: Polacy przejmują się recyklingiem?

Marta Krawczyk*: Ruszają nas słomki w nozdrzach żółwi, ale nie rusza nas zostawianie śmieci piknikowych w lesie, wrzucanie butelek i kubków ze słomką do rzeki podczas imprezy, wyrzucanie baterii byle gdzie czy zlewanie oleju samochodowego w nielegalnym miejscu. Ale o recyklingu chcemy wiedzieć coraz więcej.

Powinniśmy w ogóle zakazać stosowania plastiku?

Nie, w wielu branżach jest on kluczowy. W medycynie też mielibyśmy go zakazać? Przegłosowana właśnie dyrektywa unijna zakazuje wprowadzania na rynek m.in. jednorazowych sztućców, plastikowych patyczków do uszu i do balonów. Chodzi o produkty z papierowymi i biodegradowalnymi odpowiednikami. Komisja Europejska chce też, żeby do 2030 r. wszystkie opakowania z tworzyw sztucznych nadawały się do recyklingu.

Doradzasz wielu firmom na temat ekodesignu – czym on jest?

To zasady projektowania opakowań uwzględniające aspekty środowiskowe. Czyli projektowania ich tak, żeby były zgodne z wymaganiami gospodarki o obiegu zamkniętym, w tym aby można je było później łatwo recyklingować, zmniejszyć ich masę i liczbę.

Czy ekodesign to też np. torebka z grzybów, plastik z ziemniaków – fajne i ideowe rozwiązania?

Pomysły świetne, ale raczej na skalę mikro. My skupiamy się na masowej produkcji – przede wszystkim żywności i kosmetyków. Czy dane opakowanie ochroni towar w transporcie, czy utrzyma się na półce. Jeśli jakieś ekologiczne opakowanie zapewnia mi trwałość na trzy dni zamiast trzech tygodni, to się nie nada. Na tym też polega ekodesign, że podejmując decyzję, muszę brać pod uwagę cały łańcuch dostaw, analizować, z czego opakowanie jest zrobione, czy nie jest np. za cienkie – bo jak będzie za cienkie i się wyleje, to obciążenie środowiska będzie jeszcze większe.

Co nie może znaleźć się w opakowaniach?

Jest cała lista takich substancji, w tym metale ciężkie, bo opakowania nie mogą stwarzać zagrożenia dla zdrowia człowieka i środowiska. Dobrym przykładem jest szkło, do którego trafia ołów z kryształów. Dodaje się go, żeby nadać im połysk. Jeśli ludzie nie będą edukowani, że nie wolno wyrzucać np. kieliszków i zastawy kryształowej do pojemników ze szkłem, to później to szkło i pierwiastki będą nam trafiać do kolejnych opakowań. Takie szkło najpierw trafia do stacji sortowania, gdzie sortery mogą je wyłapać, ale nie muszą. I później trafi do nowych butelek.

To jak należy projektować opakowania?

Trzeba projektować już z myślą o przyszłym recyklingu i nie dodawać pewnych substancji, nawet jeśli ładnie wyglądają. Przykład: ekskluzywna whisky w czarnej butelce. Huta produkuje takie szkło, bo ma na nie zamówienie. Ale później nie może przyjąć czarnego szkła do recyklingu, bo jego kolor uniemożliwia uzyskanie innych podstawowych kolorów szkła (bursztyn, zieleń, bezbarwne). Takie szkło trafi na składowisko albo pod drogi.

Z papierem też mogą być podobne problemy?

Jeśli papier jest zanieczyszczony, np. jedzeniem, nie nadaje się do recyklingu. Makulatura z materiałem organicznym szybko degraduje. Ogromnym problemem są też zanieczyszczenia z farb i lakierów.

A potem kupujesz pizzę z małej pizzerii, która ma najtańszy karton z makulatury. Taki bez wymaganych badań do kontaktu z żywnością. I to przenika później do jedzenia. Producenci powinni poddawać wszystkie opakowania badaniom. W makulaturze może być wszystko. Różne substancje toksyczne, które nie powinny mieć żadnego kontaktu z żywnością. Jako konsument tego nie sprawdzisz. Pizza powinna być co najmniej na warstwie izolującej, a nie bezpośrednio na kartonie. Stąd małe firmy bezwzględnie powinny wymagać od dostawców opakowań wszelkich badań i deklaracji.

Prawo tego nie reguluje?

Minimalne wymagania względem opakowań oraz do kontaktu z żywnością już obowiązują. Przedsiębiorcy różnie to respektują. Teraz nowe prawo unijne – pakiet gospodarki o obiegu zamkniętym – nałoży dodatkowo wiele nowych obowiązków. Producenci będą musieli ponosić co najmniej 50 proc. kosztów późniejszej zbiórki i recyklingu odpadów opakowaniowych. To nowość w polskim prawie.

 Co w takim razie kupować, a czego nie?

Szkło, więc produkty w słoikach i butelkach. Metale, czyli najczęściej puszki. Papier i tekturę, szczególnie niepowlekaną. Unikaj cienkich czy wielowarstwowych folii, bo nie nadają się do recyklingu. Unikaj produktów nadmiernie opakowanych. Jeśli masz do wyboru produkt w tubce lub w tubce i w kartoniku, to bierz ten pierwszy. Nie musisz kupować każdej cytryny w osobnym woreczku. Ani sera żółtego i szynki po pięć plasterków w osobnym opakowaniu z otwieranym wieczkiem – ono też nie nadaje się do recyklingu. Możesz chodzić ze swoim pojemnikiem i kupować na wagę. Dużo rzeczy możesz kupować luzem lub większe porcje.

Zdjęcie jest interaktywne, najedź na znaczniki, żeby zobaczyć więcej

Jeśli kupujemy produkty, które nie nadają się do recyklingu, to one później trafią na składowisko odpadów lub do spalenia, np. w cementowniach jako paliwo alternatywne. A w Polsce ilości odpadów do spalenia jest już tak dużo, że cementownie nie chcą odbierać wszystkiego.

Które plastikowe opakowania można recyklingować?

Np. opakowania środków do czyszczenia toalet albo innej twardej chemii gospodarczej. Nieprzezroczyste, z grubego plastiku HDPE (polietylen dużej gęstości). To dobry materiał do nowych produktów, można go kilkakrotnie odzyskiwać. To samo dotyczy np. plastiku, z którego tworzone są butelki na wodę. To PET-y (politereftalan etylenu), jeden z najczęściej spotykanych materiałów stosowanych na dużą skalę. Takie opakowanie jest cienkie, bezbarwne i najczęściej pod spodem ma taki twardy guziczek albo napis PET. Można go przetworzyć 4 do 6 razy, np. na opakowania do żywności albo geowłókninę do zastosowania przy budowie dróg albo chodników. Mogą być też wypełnieniem do poduszek czy kurtek.

Zdjęcie jest interaktywne, najedź na znaczniki, żeby zobaczyć więcej

 

Kosmetyki?

Coraz więcej polskich marek wprowadza linie w szkle: kremy, żele pod prysznic, szampony itd. Ale już pojemnik na żel pod prysznic z cienkiego plastiku PET nie nadaje się do recyklingu.

Można też kupować produkty bez opakowań. Ja na przykład dezodorant robię sama z oleju, sody, skrobi i olejków eterycznych. Mydła staram się używać w kostce. Do czyszczenia używam kwasku cytrynowego w słoiku z drogerii ekologicznej, octu i proszku do prania z zaprzyjaźnionej firmy, która robi je z ekologicznych składników. Można też zrobić go samemu w domu. Z tradycyjnej chemii gospodarczej używam płynu do mycia naczyń, ale zamiast gąbek mam myjki konopne. Co do leków, absolutnie nie namawiam do rezygnacji, mimo że ich opakowania nie nadają się do recyklingu. Najważniejsze – żeby zmiany w życiu wprowadzać stopniowo i z przekonaniem.

Jakie błędy popełniamy przy wyrzucaniu odpadów?

Przede wszystkim nie wolno niczego wrzucać do toalet. Np. patyczków do uszu. Proszę to napisać. Mnóstwo ludzi to robi. Tak samo nitek do zębów, które powodują mechaniczne uszkodzenia instalacji w zakładach oczyszczania. Jedzenie wyrzucane do toalety powoduje nadmierne obciążanie ścieków, zarastanie rur tłuszczem i rozrost szkodników w instalacjach. Nie wolno też gum, tamponów, rajstop czy wacików. Nawet chusteczek, one obrastają tłuszczem i przy przechodzeniu przez kanalizację tworzą się z nich takie kule zatorowe.

Wielu Polaków nie segreguje śmieci.

Tutaj obowiązek edukacyjny ciąży na gminach, które powinny prowadzić akcje edukacyjne i tłumaczyć mieszkańcom, dlaczego to ważne. Czechy tak robią – i mają fenomenalne poziomy zbiórek. Ale inwestują ogromne środki w edukację i infrastrukturę. Pojemniki powinny być blisko mieszkańców, mieć odpowiedni kształt. Powinny być też wszędzie informacje, co konsumenci mogą robić, czego nie, tablice, naklejki, organizowane spotkania i pikniki.

Pokutuje też mit jednego pojemnika. Wiele osób uważa, że segregowane odpady trafiają na jedną śmieciarkę, a potem na pewno nie trafią do recyklingu.

Tak się utarło jeszcze przed nowelizacją ustawy z 2013 r., kiedy każda spółdzielnia czy wspólnota zawierała sama umowę na odbiór odpadów i najczęściej robiła to z firmami, którym najtaniej było wszystko zeskładować. Dzisiaj prawo zakazuje mieszania odpadów. Jeżeli ktoś zobaczy takie działanie, powinien to zgłosić do gminy. A firma za nielegalne działania może dostać karę. Śmieciarka może też mieć w środku trzy boksy, na różne rodzaje odpadów, ale ludzie tego przeważnie nie widzą. Mieszanie dobrze posortowanych odpadów byłoby po prostu nieopłacalne.

Trzeba pamiętać, że wszystkie odpady jadą potem na sortownię. Jednak żeby trafiły do recyklingu, muszą być dobrej jakości. Po to jest właśnie wstępna segregacja przez mieszkańców.

Czy nasze śmieci mogą trafić do oceanu?

Jeśli wyrzucisz je do pojemnika, to zostaną przetworzone. Do Pacyfiku nie trafią. Prędzej mogą trafić do naszych rzek, jezior czy Bałtyku, jeśli wyrzucimy nasz odpad byle gdzie. W oceanach najwięcej śmieci jest z państw nadbrzeżnych, z USA, z Azji, gdzie jest niefrasobliwa gospodarka odpadami i ekstremalne zużycie plastiku – w niektórych krajach ze względów higienicznych produkty są oddzielnie zapakowane, a konsumenci podchodzą bezrefleksyjnie do opakowań jednorazowych. Kiedyś statki legalnie mogły mielić śmieci na swoich pokładach i wyrzucać je za burtę, jeśli były określoną odległość od linii brzegowej. Platformy wiertnicze też mają swoje na sumieniu. Jednak jeśli pojedziesz na wakacje do krajów wyspiarskich czy południowych, które nie mają gospodarki odpadami – twoje odpady mogą zanieczyścić lokalne środowisko. Turystyka niestety negatywnie odbija się na przyrodzie.

Nasza branża recyklingu jest całkiem OK! Dużo lepiej sobie radzimy niż np. Wielka Brytania, która eksportuje swoje odpady. Oni tam praktycznie nie mają recyklingu tworzyw sztucznych; albo składują, albo spalają, albo eksportują. Wywozili je głównie do Chin, ale europejskie śmieci już tam nie mogą trafiać. Więc próbują np. do Polski czy krajów azjatyckich, ale one też już starają się nie być składowiskami świata.

*Marta Krawczyk jest  specjalistką od recyklingu i ekodesignu w firmie Rekopol Organizacja Odzysku Opakowań S.A.