Patrząc powierzchownie, polscy przewoźnicy wypadają w tym biegu całkiem nieźle. Niemal trzy czwarte z nich posiada własną witrynę internetową, połowa pokusiła się o konto na Facebooku, prawie co trzeci respondent współpracuje z internetowymi wyszukiwarkami przejazdów, takimi jak Busradar.pl czy e-podróżnik, a 44 proc. wykorzystuje reklamy Google’a. Ale już tylko 11 proc. z nich umożliwia zakup biletów online.

Wi-fi jest, gniazdek brak

Raport „Kondycja firm przewozowych w Polsce” przygotowany przez wyszukiwarkę i porównywarkę Busradar.pl wydatnie pokazuje, jak biznes próbuje się żenić z cyfryzacją w kraju. Zamiast inwestycji i innowacji firmy stawiają głównie na wydźwięk informacyjno-wizytówkowy.

– Bardzo niewielu przewoźników decyduje się na sprzedaż online w czasach, gdy prawie każdy wykorzystuje internet do wyszukiwania potrzebnych dla niego informacji, produktów czy usług. W Polsce aż połowa osób to e-konsumenci przyzwyczajeni do robienia zakupów online. Zakup e-biletu nie jest już przecież szczególną nowinką. Wprowadzenie możliwości zakupu biletów przez internet dałoby wiele korzyści samym przewoźnikom – chociażby w postaci informacji, ilu pasażerów będzie obecnych na pokładzie, a dla klientów to po prostu wygoda, której oczekują – komentuje Martin Rammensee z Busradar.pl.

Gorzej, że nic nie zwiastuje poprawy, bo ponad 80 proc. przewoźników nie planuje sprzedaży biletów w sieci. Warto dodać, że w badaniu udział wzięły firmy jeżdżące nie tylko w kraju, ale również za granicą. Czy wynika to z niewielkiej wiedzy na temat potrzeb pasażerów, a może nieznajomości rynku? Tego badanie nie wyjaśnia. Ale pokazuje również, że jako główną konkurencję przewoźnicy wskazują oprócz innych firm również samochody osobowe oraz wspólne przejazdy typu BlaBlaCar. Osobną kwestią jest odpowiedź „na rynku, na którym działam, nie mam konkurencji”, którą zaznaczyło 21 proc. respondentów.

Pocieszające jest, że powoli standardem staje się chociaż dostęp do sieci wi-fi, który oferuje połowa z nich, ale gniazd USB czy zwykłych kontaktów już nie uświadczymy.

Co zrobić, żeby się ucyfrowić?

Kiedy zapytamy ekspertów, odpowiedź na powyższe pytanie będzie niemal w każdym przypadku taka sama – trzeba się szkolić. Bez tego biznes – niezależnie od branży – zostanie w tyle. Zwłaszcza że firmy z innych krajów nie śpią.

– Problemem polskiego rynku wcale nie jest brak pieniędzy czy odpowiedniego finansowania. Problem to brak wysokiej jakości edukacji. Nasz rynek jest wciąż mało otwarty na współpracę czy wymianę nie tylko wiedzy, ale i talentów. Nasi przedsiębiorcy i eksperci muszą pokonać wiele barier, aby dotrzeć do prawdziwie innowacyjnego know-how, który rozwinie ich biznes – mówi Jowita Michalska, założycielka fundacji Digital University oraz organizatorka konferencji „Masters and Robots” w Warszawie, która odbędzie w dniach 13-15 listopada.

Wśród gości znalazła się m.in. Andra Keay, jedna z najbardziej wpływowych kobiet z zakresu robotyki na świecie. Założycielka Silicon Valley Robotics zajmującej się rozwojem rynku i komercjalizacją robotów. Mentor, inwestor, doradca. Zdeklarowana feministka. W przeszłości członkini australijskich zespołów punkowych.

Do Warszawy przyjedzie również György Lévay, nazywany cyborgiem uzależnionym od gamingu. W młodości stracił prawą dłoń i lewą rękę, ale nie pozwolił, aby przeszkodziło mu to w jego pasji do gier. Jako inżynier biomedycyny wykorzystał algorytmy oparte na uczeniu maszynowym i zbudował bioniczną protezę. Obecnie popularyzuje osiągnięcia technologiczne w tym obszarze. Podczas „Masters & Robots” zademonstruje zarówno potencjał protetyki, jak i jej przyszłość.

Nie zabraknie też czegoś dla smakoszy. O pierwszym hamburgerze in vitro opowie Mark Post, założyciel MosaMeat, specjalista od rolnictwa molekularnego, który sprawia, że marzenie Winstona Churchilla o produkcji mięsa bez uboju zwierząt się spełnia. Pieniądze w jego wizję zainwestowali m.in. Sergey Brin (współtwórca Google’a) i Merck (globalny koncern chemiczny). Dziś MosaMeat jest jednym z globalnych pionierów w produkcji tzw. czystego mięsa. Na „Masters & Robots” opowie, dlaczego mięso in vitro zmieni przyszłość jedzenia.

Chiny na pomoc

Lukę w edukacji zamierza wykorzystać grupa Alibaba, która chce promować transformację cyfrową w Europie Środkowo-Wschodniej. Chiński holding oraz ABC Data właśnie podpisały umowę o współpracy. Cel? Dostarczanie efektywnych kosztowo produktów i usług cloudowych po to, by pomagać firmom w wykorzystaniu szans, jakie daje transformacja cyfrowa. Warto przy tym dodać, że według prognoz IDC w 2021 r. firmy i instytucje publiczne z Europy Środkowo-Wschodniej wydadzą na usługi chmury publicznej 2,5 mld dol.

– Nieustannie rozwijamy nasze portfolio, wzbogacając je o rozwiązania wiodących dostawców usług chmurowych. Dzięki współpracy z Alibaba Cloud będziemy oferować technologie tego dostawcy za pośrednictwem naszych partnerów w Polsce i w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Liczymy, że coraz więcej polskich firm będzie decydować się na przeniesienie zasobów IT do chmury – mówi Ilona Weiss, prezes ABC Data.

W ramach zawartej umowy firma została wyłącznym dystrybutorem rozwiązań Alibaba Cloud w Polsce i w siedmiu innych krajach regionu: w Czechach, Estonii, Rumunii, na Litwie, Łotwie, Słowacji oraz Węgrzech. Firmy będą miały dostęp do wsparcia technicznego w języku polskim. Ich informacje przechowywane będą w data center we Frankfurcie lub, w zależności od preferencji klienta, w dowolnym innym spośród 17 centrów danych Alibaba Cloud na całym świecie. Współpraca między Alibabą i ABC umożliwi chętnym tworzenie szytych na miarę rozwiązań dla firm, które chcą rozwijać swój biznes w Chinach i w regionie Azji i Pacyfiku. Teraz będą mogły z nich skorzystać również przedsiębiorstwa z Polski i z pozostałych krajów regionu.