Paula Bruszewska - urodzona w 1988 r. ekonomistka, jedna z założycielek platformy edukacyjnej Zwolnieni z Teorii, która uczy kompetencji miękkich, takich jak praca w zespole, przedsiębiorczość, przywództwo i mentoring.

Mariusz Kania: Czym jest dla ciebie edukacja?

Paula Bruszewska: Edukacja przygotowuje młodych ludzi do życia. Dzięki niej mogą się zdefiniować, odnaleźć swoje pasje. Daje zrozumienie zarówno od strony fizycznej, materialnej, jak i kulturalnej. I pomaga młodemu człowiekowi odnaleźć się zawodowo.

I tak możemy płynnie przejść do Zwolnionych z Teorii. Co to właściwie jest?

– To olimpiada dla uczniów i studentów, która pozwala im nie tylko nabyć praktycznych umiejętności, takich jak zarządzanie zespołem, współpraca, pozyskiwanie sponsorów, komunikacja, przywództwo, ale przede wszystkim uczy, jak tworzyć projekt społeczny. Młodzi ludzie rejestrują się na platformie edukacyjnej, dzięki której zespołowo realizują własne pomysły. Najlepsze projekty zdobywają nagrody, Złote Wilki, a wszyscy finaliści otrzymują certyfikaty.

Masz szansę poznać Paulę oraz innych jutronautów 19 października o godz. 16.00 w Warszawie. Zapraszamy do Hali Koszyki (biurowiec Mindspace), ul. Koszykowa 61.

Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny, obowiązuje rejestracja na stronie: jutronauciwaw.evenea.pl

Paula BruszewskaPaula Bruszewska Paula Bruszewska

Kilka lat temu postanowiliśmy zaproponować młodym ludziom w Polsce alternatywną edukację. A to dlatego, że świat wokół nas bardzo się zmienia, co jakiś czas przechodzimy rewolucję w gospodarce, a system edukacji wolno ewoluuje. Teraz jesteśmy świadkami cyfrowej rewolucji. Bardzo wiele rzeczy podlega automatyzacji, sporą część z tego, co robiliśmy my, zaczynają wykonywać roboty. Historia pokazuje, że z każdą rewolucją w gospodarce miał miejsce przewrót w edukacji, tyle że następował nieco później. Nauczeni tym doświadczeniem postanowiliśmy przygotować się na wyzwania przyszłości.

Automatyzacja i cyfryzacja sprawią, że będzie coraz większe zapotrzebowanie na rozwój kompetencji społecznych. Coraz mniej istotne będą wąskie specjalizacje. W przyszłości zabraknie miejsca dla księgowych czy prawników, będzie się liczyć praca z ludźmi, przywództwo lub współpraca. Błędem jest myślenie, że automatyzacja dotknie tylko kurierów, których w niedalekiej przyszłości zastąpią drony, czy kierowców, których wyeliminują z rynku autonomiczne ciężarówki.

Zagrożone są także inne zawody, choćby prawnicy. Amerykański bank JP Morgan pracuje nad programem „Coin”, inwestując gigantyczne pieniądze, aby zautomatyzować ich pracę. Mimo to studia prawnicze są oblegane. To dowodzi, że zmiany jeszcze nie dotarły na poziom edukacji. A przecież w perspektywie 10 czy 20 lat uderzą bardzo mocno w absolwentów większości kierunków, które obecnie uważamy za opłacalne.

W bliskiej przyszłości praca będzie się opierać na miękkich kompetencjach. Dlatego stworzyliśmy Zwolnionych z Teorii, skupionych w 100 proc. na umiejętnościach przyszłości.

Czyli to jest szkoła przyszłości?

– Zdecydowanie. Choć chciałabym zaznaczyć, że nasza platforma nie ma zapewnić całego wachlarza edukacji. W czasach rewolucji przemysłowej edukacja podstawowa stała się powszechna, ponieważ ludzie musieli się zaznajomić z matematyką, nabyć umiejętności czytania i pisania komunikatów. Kolejna rewolucja wymusiła przeniesienie się z fabryk do biurowców, pojawiło się zapotrzebowanie na masową edukację w szkołach wyższych. To kolejne poziomy, które za każdym razem wymuszają stworzenie wartości dodanej. Właśnie w tym momencie musimy do niej dorzucić takie miękkie kompetencje, jak współpraca, przywództwo, negocjacje, prezentacja, komunikacja.

W najbliższych latach kluczowym projektem w Finlandii jest program „Edukacja przyszłości”, który ma wykształcić społeczeństwo właśnie w zakresie miękkich kompetencji. Gdy człowiek pierwszy raz słyszy te hasła, to puka się w czoło i myśli sobie: „Co? Ja nie potrafię się komunikować?”. To może się wydawać proste, ale w praktyce jest zupełnie inaczej. Chcąc występować publicznie, zrobić prezentację dla sponsora, musimy posiąść pewną wiedzę i doświadczenie, bo jest to zupełnie odmienna komunikacja od tej codziennej. Problem jest taki, że tych kompetencji nie sposób się nauczyć z książek.

Dzisiejszy model czerpania wiedzy od nauczyciela czy z książki okazuje się niewystarczający. Miękkie kompetencje trzeba wyćwiczyć, warto znaleźć swój styl i swoje metody w praktyce. Większość osób uczy się tego dopiero w pracy, a wymagania pracodawców zakładają posiadanie tych kwalifikacji już na starcie. To także kluczowe kompetencje do zakładania start-upów. Skąd licealiści czy studenci mają się tego nauczyć? Uważam, że przez własne projekty społeczne.

 Nauka przez robienie projektów społecznych. Skąd ten pomysł?

– Poruszyło nas, jak mało ludzi się w nie angażuje. Jesteśmy na szarym końcu w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o poziom zaangażowania obywatelskiego. Jako ekonomistka wiem, że na samym kapitale ludzkim i finansowym w pewnym momencie jako społeczeństwo dojdziemy do muru.

Potrzeba nam kapitału społecznego, w którym ludzie są otwarci, widzą problemy wokół siebie i szukają sposobów na ich rozwiązanie. Nie mówię już o tym, że przyjemnie się żyje w kraju, w którym wszyscy rozglądają się dookoła i chętnie pomagają innym. Mieszkałam dwa lata w Szwajcarii, w kraju z bardzo rozwiniętym społeczeństwem obywatelskim, i widziałam, że to jest zupełnie inna jakość życia.

Tendencja globalna też jest taka, że studenci nie mają szans dostać się na Harvard, Oksford czy inne najlepsze uczelnie bez zrobienia projektów społecznych. Na Zachodzie wiedzą od dawna, że to szansa na profesjonalne doświadczenie, zanim młody człowiek zakończy proces edukacji. W Polsce to temat zupełnie nieodkryty. Ludzie, chcąc się rozwijać, stawiają na edukację i najczęściej nie mają czasu, by zrobić coś dla innych. A projekty społeczne w rzeczywistości łączą te dwa elementy: z jednej strony działamy dla innych, a z drugiej - zyskujemy sporo dla siebie.

Projekt: Bieg BohaterówProjekt: Bieg Bohaterów Paula Bruszewska

Jak reaguje na was środowisko edukacji?

– Na początku zakładaliśmy, że pójdziemy prosto do studentów i uczniów, pomijając system, który wydawał się bardzo skostniały i ustrukturyzowany. Nie wiedzieliśmy właściwie, od której strony zacząć. Środowisko bardzo pozytywnie nas zaskoczyło, okazało się, że wykładowcy i nauczyciele mają silną potrzebę, by zaangażować podopiecznych w realne działania. Bardzo wspierają nas i naszą inicjatywę. Są szkoły, które bez naszego udziału włączyły Zwolnionych z Teorii do programu nauczania. Na niektórych wykładach nasza praktyczna olimpiada stała się elementem zajęć, np. na studiach zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim. Udało się, jest chemia.

Użyczacie metodę zainteresowanym, zaszczepiacie w ludziach, którzy realizują ją na własnym podwórku, czy też działacie w ramach waszej platformy, wysyłając do zainteresowanych ludzi z fundacji?

– Zwolnieni z Teorii to nie tylko platforma internetowa, która prowadzi młodych ludzi krok po kroku, ale cały system wsparcia starszych finalistów, instytucji wspierających oraz wypracowanych ścieżek rozwoju - kursów czy przebytych studiów przypadku. Każdy, kto ukończy Zwolnionych z Teorii, otrzymuje międzynarodowe certyfikaty: z Project Management Institute R.E.P., stworzony z Google’em certyfikat z kompetencji cyfrowych oraz z Coca-Coli, dotyczący marketingu.

Nauczyciele również mogą animować zespoły, zostać mentorami, ale co istotne, pomysł na projekt, inicjatywa mają wychodzić bezpośrednio od młodych ludzi. Narzucając pomysł, trudno będzie uczestnikom nauczyć się samodzielności.

Kim są założyciele Zwolnionych z Teorii?

– Nasza trójka – ja, Rafał Flis i Marcin Bruszewski – jeszcze w trakcie studiów rozpoczęliśmy kariery w korporacjach. Ja pracowałam w Genewie, Rafał był kierownikiem projektów w biurze strategii największej firmy paliwowej w Polsce, a Marcin szykował się do kariery naukowej na Uniwersytecie St. Gallen w Szwajcarii. Łączyło nas doświadczenie prowadzenia projektów społecznych już na wczesnym etapie i zauważyliśmy, że to niezwykle pomogło nam w naszych karierach. A także rozumieliśmy, że postawa obywatelska to pięta achillesowa polskiego społeczeństwa. I wtedy wpadliśmy na pomysł wypromowania projektów społecznych jako takiego „2 w 1” – działasz dla innych, uczysz się dla siebie. W 2013 r. rzuciliśmy nasze kariery i zaangażowaliśmy się w realizację tego pomysłu na 100 proc.

Twój pierwszy projekt?

– To było w trzeciej klasie podstawówki na moim blokowisku. Wakacje, wszystkim się nudzi, więc zorganizowałam turniej w śpiewaniu, zawody na torze przeszkód oraz konkurs fikołków na trzepaku. Tak banalny, a jednak mój pierwszy projekt społeczny! Zrobiłam to, nie wiedząc, że coś takiego jak projekt społeczny istnieje.

Udało się?

– Pewnie. Zaangażowało się dużo dzieciaków, wsparli mnie rodzice.

Na studiach zauważyliśmy, że wiele osób nie miało takich doświadczeń na etapie edukacji szkolnej. Chcieliśmy się podzielić z innymi studentami przyjemnością realizacji projektów społecznych. Szybko się przekonaliśmy, że sam fakt, że coś jest fajne, to zbyt mało. Musiała się pojawić jakaś konkretna korzyść, coś, co również ich rozwinie.

Na początku zrobiliśmy konkurs na stypendium dla 30 osób w Warszawie, w którym uczestnicy wyłącznie planowali projekty społeczne, a my nagradzaliśmy zwycięzców grantami.

Wtedy zauważyliśmy, że same pieniądze i pomysły też są niewystarczające. Pojawiła się potrzeba prowadzenia młodych ludzi w trakcie realizacji. Nie mając doświadczenia, popełniali masę małych błędów, które można wyeliminować dzięki radom doświadczonych kolegów i koleżanek. Zmieniliśmy formułę: nadal było to 30 osób, ale trzeba było zrealizować swój pomysł. To był strzał w dziesiątkę. Uczniowie zaczęli nam mówić, że więcej nauczyli się w trakcie realizacji takich projektów niż przez całe liceum. Niektórzy zrozumieli, co chcą robić w życiu.

Widząc, jaki mamy wpływ na losy młodych, postanowiliśmy rozszerzyć program. Mieliśmy 10 chętnych na jedno miejsce. Chcieliśmy dotrzeć do mniejszych miejscowości, gdzie się zdecydowanie mniej dzieje i jest mniej możliwości. Nie mieliśmy wielkiego budżetu i armii pracowników, więc sięgnęliśmy po technologię. Stworzyliśmy platformę internetową, na której uczestnicy opisują swoje postępy w realizacji, kontaktują się z mentorami. Tak zaangażowaliśmy we własne projekty społeczne już ponad 30 tys. młodych ludzi w ciągu trzech lat.

Kim są mentorzy?

– To doświadczeni finaliści, którzy niedawno ukończyli własne projekty. Nie istnieje między nimi a uczestnikami żadna bariera wiekowa, bez problemu mogą się z nimi kontaktować i udzielać rad.

Dzięki naszej platformie poznają się ludzie z całej Polski. Po zakończeniu projektów można się zaangażować w prace Zwolnionych z Teorii jako mentor lub ambasador. Wiele osób przyjeżdża na nasze zjazdy, łączy się w grupy, które podróżują po świecie, zakładają organizacje, firmy. Powstała już społeczność finalistów, których łączą wartości i doświadczenia.

Jaki jest realny wpływ tych projektów na życie uczestników?

– Okazało się, że zaczynają o trzy i pół roku wcześniej wymarzoną pracę zawodową. Młodzi ludzie bardzo często zaczynają w gastronomii czy też wykonują inne proste prace. Musi upłynąć sporo czasu, by zaczęli się realizować w docelowej branży. Nasi finaliści nie przechodzą przez ten okres przejściowy. Już na drugim roku studiów dostają się na dobre staże dostępne dla starszych kandydatów. Właśnie dlatego, że są o duży krok do przodu.

Cieszy nas też ich zaangażowanie społeczne. Z naszych badań wynika, że przed rozpoczęciem projektu udziela się zazwyczaj 30 proc. użytkowników platformy, a po zakończeniu - już 90 proc. Działają w fundacjach i innych rozmaitych organizacjach, głosują w wyborach, angażują się w przedsięwzięcia obywatelskie.

Kto ciebie zainspirował w młodości?

– Wydaje mi się, że motywację do działania rozbudził we mnie ksiądz, drużynowy w zuchach, do których należałam w podstawówce. Jestem z małej miejscowości, w której niewiele się działo. Ksiądz bardzo prężnie prowadził drużynę, był bardzo zaangażowany i włączał nas w wiele inicjatyw. Co istotne, robił to w mądry sposób, zachęcał nas, motywował, ale nie zmuszał.

Myślałam, że to będzie moja ścieżka zawodowa. Chciałam pracować w ONZ, dlatego wyjechałam do Szwajcarii na studia. Zaczęłam szukać pracy w strukturach Narodów Zjednoczonych, ale zrozumiałam, że to nie jest miejsce, dzięki któremu mogę mieć największy wpływ na życie innych. 

Projekt: Serce Twojego samochoduProjekt: Serce Twojego samochodu Paula Bruszewska

Jakie najciekawsze projekty były realizowane za pośrednictwem waszej platformy?

– Mamy ich na koncie już ponad tysiąc, realizowanych w 300 różnych miastach, więc są bardzo różne. To na przykład warsztaty z obsługi komputerów dla seniorów, by mogli robić zakupy i załatwiać sprawy urzędowe online. Albo kampania przeciwko reklamom wielkoformatowym, w ramach której młodzi ludzie przelecieli dronem nad Warszawą i usunęli w postprodukcji wielkie reklamy. Powstał z tego film pokazujący, jak piękne byłoby miasto bez reklam. Było bardzo głośno o tym projekcie, toczyła się wówczas debata na temat ustawy krajobrazowej, więc mieli w nią swój wkład.

Była też kampania przeciw wandalizmowi. Uczniowie zorganizowali koncert hiphopowy, w trakcie którego nakłaniali, by sztuka uliczna powstawała tylko w legalnych miejscach. Albo „Nie studiuj bezrobocia”, projekt, który poruszał ważny problem młodych ludzi – niepewną przyszłość. Był to fanpage na Facebooku, na którym w bardzo przystępny sposób pokazano ścieżki kariery po wybranych kierunkach studiów, wysokość pensji, miejsca pracy. Było dużo projektów ekologicznych zachęcających do segregacji odpadów, dokarmiania pszczół, walki ze smogiem.

Jakie problemy pojawiają się najczęściej w trakcie realizacji?

– Najtrudniejsza okazuje się praca w zespole. W każdym jest osoba, która deklaruje zrobienie zadania i go nie wykonuje. Młodzi ludzie nie wiedzą wówczas, jak sobie z tym poradzić, jak kogoś zmotywować. Nie potrafią też mądrze podzielić się zadaniami. Tutaj dotykamy problemu przywództwa. Trzeba dobrać odpowiednie zadania dla odpowiednich osób, trzeba umieć zachęcić do działania.

Praca zespołowa jest teraz bardzo ważna, świat jest zbyt skomplikowany, by działać w pojedynkę. Wystarczy spojrzeć na nagrody Nobla – naukowcy pracują w wielkich zespołach, nikt już nie jest w stanie osiągnąć wielkich rzeczy sam.

Dużym problemem jest też komunikacja ze światem zewnętrznym, z partnerami. Pierwszy kontakt to z reguły długie na kilka stron maile, których zapewne nikt nie ma czasu przeczytać. Najczęściej w odpowiedzi przychodzi wówczas informacja, że cel jest świetny, ale najlepiej byłoby napisać w jednym zdaniu, czego właściwie oczekują od partnera.

A ty jak się rozwijasz? Masz jakiegoś mentora?

– Oczywiście, cały zespół Social Wolves ma mentorów. Czytam dużo książek, a zdobytą wiedzę staram się wdrażać w życie.

Social Wolves?

– To organizacja non profit, której głównym projektem jest olimpiada Zwolnieni z Teorii. Jesteśmy „wilkami”, bo my i nasi alumni jesteśmy ambitni i działamy w zespołach. Ale „społecznymi” – wykorzystujemy nasz talent, by mieć pozytywny wpływ na nasze otoczenie.

Zostaliśmy docenieni na świecie, amerykański „Forbes” wpisał nas na europejską listę przedsiębiorców społecznych „30 under 30”. Dostaliśmy też tytuł społecznych innowatorów roku w ramach „Innovators under 35” „MIT Technology Review”. Takie nagrody bardzo nas motywują i zachęcają, żeby spróbować swoich sił również poza granicami. Pokazują, że przykłady z Polski można zaaplikować w innych krajach.

Ciekawi cię, jak będzie wyglądała przyszłość? Przyjdź i przekonaj się 9 grudnia podczas finałowego wydarzenia w Warszawie! Zapraszamy dorosłych, młodzież i dzieci na 38. piętro budynku Warsaw Spire przy Placu Europejskim 1.
Więcej o wydarzeniu: TUTAJ