Szymon Muszyński – architekt, współwłaściciel pracowni GM Architekci. Ma na swoim koncie realizacje m.in. w Londynie, Toruniu, Gdańsku, Bydgoszczy, Warszawie i Łodzi

ALEKSANDRA LEWIŃSKA: Jakie będą domy naszych dzieci, wnuków, prawnuków?

SZYMON MUSZYŃSKI: Przede wszystkim szyte na miarę. Jeszcze niedawno, gdy ktoś budował dom, miał być wielopokoleniowy, dobry dla wszystkich – dla mnie, w przyszłości dla moich dzieci, może i wnuków. A dziś dom ma być dopasowany do mnie takiego, jaki jestem tu i teraz. Jeśli pracuję zawodowo, jadam na mieście, wychodzę o ósmej na śniadanie w kawiarni i wracam wieczorem, po kolacji, będę mieć kuchnię ograniczoną do minimum. Powstaną domy bez sypialni, jedynie z hamakiem w living roomie, domy bez pralni.

Jeśli pracuję zawodowo, jadam na mieście, wychodzę o ósmej i wracam wieczorem, będę mieć kuchnię ograniczoną do minimumJeśli pracuję zawodowo, jadam na mieście, wychodzę o ósmej i wracam wieczorem, będę mieć kuchnię ograniczoną do minimum Fot. materiały prasowe

Ale wszystkie naszpikowane technologią?

Wchodzącą w każdy kąt zupełnie naturalnie. Bo o ile jeszcze niedawno trzeba było zapłacić kilkadziesiąt tysięcy, by uczynić dom inteligentnym, o tyle dziś już możemy kupić w sklepie żarówkę z mikroprocesorem za 80 zł, którą skomunikujemy z telefonem. To dostępne dla każdego, więc z czasem pewnie stanie się powszechne. Większością domowych sprzętów możemy już sterować dzięki aplikacjom. Ba! Można już nawet kupić roboty do kuchni, które przygotują dla nas cały posiłek. Roboty podobne do tych, które produkują samochody w fabrykach, przygotują nam spaghetti, jeśli zechcemy. To nie jest przyszłość. To dziś. Są produkowane seryjnie, choć oczywiście jeszcze bardzo drogie. Ta automatyzacja będzie postępowała, a wyposażenie naszych pokoi i kuchni będzie pełnić pewnie inne funkcje niż dzisiaj. Dla dzisiejszego 30-latka telewizor już jest zupełnie innym sprzętem niż był dla jego rodzica. Ojciec ślęczał nad programem TV, gromadził rodzinę na wspólne oglądanie. Syn ma telewizję na życzenie, niekoniecznie w telewizorze. A na jego ekranie korzysta np. z internetu. Może w przyszłości telewizor czy dekoder będzie miał jeszcze inne funkcje, na przykład związane z bezpieczeństwem. Wyobrażam sobie, że cała domowa elektronika mogłaby działać jak prywatny „Big Brother”, gdy wychodzimy z domu. Nagrywać wszystko, a obraz przesyłać do agencji ochrony.

Ale nie tylko technologia zmieni nasze domy w przyszłości. W wielu miejscach na świecie zadecyduje o tym kurcząca się przestrzeń.

To doskonale widać już dziś w wielkich metropoliach.

Doświadczyłem tego już kilkanaście lat temu, gdy zakładałem biuro w Londynie. Ceny wynajmu mnie przerastały. Jeden z klientów zaoferował mi wnękę między jedną a drugą ścianą swojej kamienicy. Miała 130 cm szerokości, ale było tam dość wysoko, może ze 4 m. Razem około 11 m kw. Z konieczności zaprojektowałem tam w pełni funkcjonalną pracownię z miejscem, w którym trzy osoby mogły spać, a cztery – zjeść kolację. Przypominało to trochę rozwiązania jachtowe, ale gdy jechałem na trzy tygodnie do Londynu, mieszkałem tam i pracowałem. W ścisłym centrum, gdzie ceny są astronomiczne. To była konieczność. Ale nauczyłem się szacunku dla przestrzeni.

Myślę, że tę lekcję będziemy w przyszłości odrabiać coraz częściej. W Londynie na przykład standardem już dziś jest, że buduje się w dół.

Czyli?

W najbardziej atrakcyjnych, najdroższych miejscach, jeśli już w górę nie można, buduje się apartamenty poniżej parteru. Brak okien nie jest dziś problemem. Mamy technologie, dzięki którym doprowadzamy światło do takich mieszkań.

Umiem też wyobrazić sobie, że w przyszłości powstaną domy pod wodą albo osiedla domków w powietrzu, rozwieszonych na gigantycznym słupie. Albo mieszkania ograniczone do jednego pokoju.

Fot. materiały prasowe

Bez kuchni i łazienki?

To byłoby pomieszczenie na tyle zautomatyzowane, by pełnić wszystkie funkcje, których potrzebujemy. Będzie megawygodną łazienką, bardzo komfortową sypialnią, jadalnią, kuchnią i pokojem dziennym.

W zależności od tego, jaki guzik naciśniemy.

Jaki program mu wpiszemy. Prototypy takich domów już powstają. Jest wiele mebli, które już dziś są multifunkcyjne. Z wyspy kuchennej, na której jest kuchenka i umywalka, robi się nagle piękny stół czy bar. A bateria wysuwa się, gdy chcemy. To technologie określane dziś technologiami przyszłości, ale są już teraz osiągalne. Czy to będzie moda, fanaberia, czy standard, to zależy od tego, na ile człowiek uzna, że jest to mu niezbędne. Ich wprowadzenie może wymusić ograniczona przestrzeń.

Mianem technologii przyszłości określa się często właśnie to, co dziś wygląda na fanaberię i modę…

Bo trochę tak jest, że one kreują przyszłość. Powodują, że przekraczamy kolejne granice. Dziś na przykład dla ludzi o zasobnych portfelach podstawa to atrakcyjna lokalizacja domu. Chcą mieć na jednej ścianie telewizor, na drugiej – wielkie okno, a za nim urwisko, ocean albo widok na całe miasto. Chcą budować w miejscach trudno dostępnych. Spełnienie ich „fanaberii” wymaga naszpikowania domu technologiami, często stworzenia nowych. W domach przyszłości być może też je zastosujemy – ale z innych powodów. Dziś, mając do dyspozycji te technologie, jeszcze pytamy: czy to się opłaca? Moglibyśmy zbudować dom na pustyni, który „łapie wodę” na przykład za pomocą ogromnych ekranów, na których skrapla się wilgoć. Tylko po co? A może kiedyś wody będzie na tyle mało, że tego pytania już nie zadamy?

Wszystko zależy od tego, jaką przyjmiemy perspektywę i punkt odniesienia. Możemy myśleć o domu przyszłości z perspektywy zmieniającego się stylu życia, naszych nawyków. Wtedy przyszłość wyobrazimy sobie tak daleko, na ile możemy sobie wyobrazić własną zmianę. Perspektywa znacznie się wydłuży, jeśli pomyślimy o możliwym rozwoju myśli technologicznej. Trzeci aspekt to środowisko i natura. Według mnie to właśnie one będą kształtowały domy przyszłości.

Już dziś kształtują.

Jasne. Coraz bardziej liczy się dla nas to, by żyć w zgodzie z naturą. Choć, oczywiście, te wszystkie koncepcje wynikają również z chęci wygodnego życia. Bo przecież tylko ci najbardziej ortodoksyjni godzą się na to, by mieć np. szambo kompostujące, a nie toaletę z kanalizacją.

Dziś, mówiąc „domy przyszłości”, myślimy o zeroenergetycznych, ekologicznych. Ale myślę o czym innym, mówiąc o domach przyszłości uwarunkowanych przez środowisko – o tym, że będziemy musieli stawić czoło różnym groźnym zjawiskom przyrodniczym. I to zadecyduje o kształcie, formie, funkcjonalności naszej architektury, naszych domów.

W Alei Tornad już dziś myśli się o architekturze w starciu z żywiołem. I po każdej trąbie powietrznej słyszymy o stratach rzędu nawet miliarda dolarów. Jednak skala groźnych zjawisk przyrodniczych rośnie i można sobie wyobrazić, że w przyszłości będzie ich na tyle dużo, że będziemy zmuszeni przemodelować nasze domy i miasta.

Na takie, które przetrwają huragany?

Albo przed nimi uciekną.

?

Nie mówię o mobilnym domu przypinanym do haka samochodu w chwili zagrożenia, ale o rozwiązaniu systemowym. Jednym z możliwych, jakie przychodzi mi do głowy, jest na przykład wyposażenie niepodpiwniczonych domów w wielką poduszkę pneumatyczną na poziomie przyziemia. Dzięki niej mogłyby wszystkie naraz podnieść się i przesunąć o kilometr.

Bardzo futurystyczna wizja.

30 lat temu takim science fiction były panele fotowoltaiczne. Jasne, ta wizja jest trudna do zrealizowania – wymaga rewolucji w przyłączach, urbanistyce, bo przecież domy musiałyby mieć możliwość przesuwania się w jednej linii, bez przeszkód. Ale nie jest to wizja niemożliwa. Przy dzisiejszym zaawansowaniu technologicznym bylibyśmy w stanie już teraz skonstruować dom, który ucieknie przed żywiołem – huraganem czy tsunami.

Poduszki pneumatyczne już dziś są przecież wykorzystywane w architekturze do innych celów. Najwyższe wieżowce na nich stoją. Mają specjalne systemy stabilizujące konstrukcję budynku pracującą pod naporem wiatru. Bo przecież kilometrowa pionowa konstrukcja pracuje, wieżowiec może odchylać się o kilka metrów.

Fot. materiały prasowe

Zabezpieczamy się w ten sposób przed żywiołem, ale nie dlatego, że musimy, tylko po to, by nie „przeszkadzał nam” w zaspokajaniu własnych ambicji.

A wydaje mi się, że w przyszłości takich rozwiązań będziemy szukać z konieczności. Natura nas do tego zmusi.

Jak nasze nawyki, styl życia zmienią nasze domy?

Zwracamy coraz większą uwagę na zdrowy styl życia. Ten trend już zmienia nasze domy. A jeśli się nasili przy jednoczesnym postępującym zanieczyszczeniu środowiska – znacznie je zmieni. Dziś większość z nas ma w domu filtr do wody. W przyszłości każdy z nas pewnie będzie miał też filtr do powietrza. Już teraz powstają komory, w których jest obniżone ciśnienie, a powietrze wzbogacone, co powoduje lepszą regenerację organizmu.

W przyszłości możemy tak chcieć myśleć o swoim domu – jako o miejscu terapeutycznym, zdrowszym niż otoczenie. To się już powoli dzieje. Coraz więcej osób dba o to, z czego buduje. Używamy materiałów ekologicznych, ale jednocześnie zdrowszych dla nas. Jednak dziś to natura jest dla nas „lepsza”, zdrowsza, jest punktem odniesienia. Ale umiem wyobrazić sobie świat, w którym rozwój myśli i technologii spowodował, że dla człowieka zdrowsze jest to, co sam wyprodukował, niż natura. Już potrafimy regulować wilgotność i temperaturę powietrza w pomieszczeniach, możemy filtrować je z nieczystości, chroniąc się przed smogiem. Ale może z czasem nauczymy się też je wzbogacać, sterować jego ciśnieniem. I tworzyć optymalne warunki dla człowieka w jego własnym domu, biorąc pod uwagę, że właśnie w zamkniętych pomieszczeniach spędzamy większość życia.

W przyszłości będziemy myśleć o domu jako o miejscu terapeutycznym. I zdrowszym niż otoczenieW przyszłości będziemy myśleć o domu jako o miejscu terapeutycznym. I zdrowszym niż otoczenie Fot. materiały prasowe

W pana wizji przyszłości świat niemal zamyka się w domu.

Nierealne? Przecież żyjemy w świecie, w którym coraz więcej ludzi nie wyjdzie z pomieszczenia bez maski na twarzy. A dotyczy to stref najbardziej zurbanizowanych, z których ludzie z wielu powodów wyprowadzić się nie chcą bądź nie mogą. Będą więc robili wszystko, by stworzyć tu jak najbardziej korzystne warunki w pracy i domu. Jak już to opanujemy, to najpewniej zaczniemy się zastanawiać, jak połączyć ten dom z pracą, by... ominąć naturę. Mogę wyobrazić sobie taką sytuację: autonomiczny samochód podjeżdża do śluzy przy moim domu, wsiadam, jadę, a wysiadam dopiero w następnej śluzie. Cały czas jestem w zamknięciu – w domu, samochodzie, pracy.

Koszmarna wizja. Skróćmy dystans. Spróbujmy wyobrazić sobie domy przyszłości w perspektywie dwóch, trzech dekad.

To porozmawiamy głównie o technologii.

A może o prostych domkach z ekologicznych materiałów, stawianych najchętniej wśród pól i lasów?

Ekologia to silny trend. Ale przyszłość to podążanie za rozwojem myśli technologicznej. Raczej panele słoneczne niż prostota, lepienie ekodomków z gliny. Nie ma powrotu. Bo wyobraźmy sobie: smartfony jeszcze mogłyby zniknąć, jeszcze jakoś nauczylibyśmy się na nowo żyć bez nich, ale co by się stało, gdybyśmy zabrali energię elektryczną? Tę ze ściany, z gniazdka? Zapanowałby totalny chaos. Runąłby cały system. Dzisiejszy człowiek nie ma już umiejętności i wiedzy, by w takim świecie funkcjonować. Ekologia wyznaczy nam kierunki rozwoju architektury na najbliższe dekady, ale będziemy o nią dbać, podpierając się technologią.

Dużo strachu w tych wszystkich wizjach.

Ludzie dlatego rozwijali cywilizację, że czegoś się obawiali. Wiele technologii, z których korzystamy, bazuje na tych pozyskanych w czasie wojny bądź zimnej wojny. Historycznie przecież cały rozwój myśli technologicznej jest podszyty strachem.

Ale też chęcią dominacji.

Dominacji nad naturą koniecznej po to, by obronić się przed ewentualnym zagrożeniem. Nasze domy od zarania dziejów miały być schronieniem. Dziś o tej funkcji niewiele myślimy, jest zupełnie naturalna. Ale w przyszłości, jeśli gwałtowne zjawiska przyrodnicze będą się nasilać, być może znów wróci na pierwszy plan.