Uroczysta gala – Finał projektu "Zaprojektowane po ludzku"
Od października 2018 r. w ramach akcji „Zaprojektowane po ludzku” promowaliśmy tych, którzy projektują tak, żeby w myśleniu o designie nie zgubić człowieka - pamiętając o jego potrzebach, zachowaniach, oczekiwaniach, marzeniach. Mówiliśmy o tych, którzy biorą pod uwagę nie tylko trendy społeczne i technologiczne ale wykorzystują też badania zwyczajów użytkowników i w ten sposób wprowadzają innowację na poziomie wartości. Zorganizowaliśmy konkurs skierowany do firm projektujących i produkujących wszystko, co tworzy DOM: meble, sprzęty, usługi i wiele innych rzeczy, których istnienia czasem nawet nie przeczuwamy. Podczas gali zwycięzcom konkursu wręczymy NAGRODY – będzie to specjalny znak jakości. O tym, kto ją dostanie, zdecyduje kapituła, złożona z wyjątkowych znawców tematu.

Zapraszamy na uroczystą galę, zwieńczającą pierwszą edycję akcji „Zaprojektowane po ludzku”
13 kwietnia, godz. 19.00-23.00, siedziba Agory, Czerska 8/10 Warszawa

W programie wieczoru:
- Panel dyskusyjny z udziałem wybitnych ekspertów z dziedziny designu i projektowania
- Ogłoszenie zwycięzców konkursu, wręczenie znaków jakości
- Występ artysty
- Bankiet 

Organizator: Agora
Partner: Amica
Partner merytoryczny: School of Form

***

ATELIER STARZAK STREBICKI – architekci i urbaniści. Pracowali w Holandii i Belgii. W 2012 r. otworzyli własną pracownię projektową. Zajmują się projektowaniem domów jednorodzinnych i wnętrz, budynków użyteczności publicznej oraz urbanistyką. W 2016 r. ich pracownia została zaproszona do udziału w 15. Biennale Architektury w Wenecji. Współpracują z magazynem „Zawód: Architekt”, fundacją Bęc Zmiana i poznańską School of Form, gdzie Jola Starzak jest wykładowczynią i opiekunem kierunku wzornictwo

Dawid Strębicki i Jola StarzakDawid Strębicki i Jola Starzak 

NATALIA MAZUR: O co was proszą klienci?

DAWID STRĘBICKI: Ostatnio przyszli do nas klienci i stwierdzili: „Cześć, zbudowaliśmy dom o sto metrów za duży”.

JOLA STARZAK: I zapytali: „Czy da się go pomniejszyć?”.

D.S.: Dom miał 350 m kw. Sam salon mierzył 80-90 m kw. W Polsce, jak zauważyłem, wiele decyzji podejmuje się pod wpływem emocji i w pośpiechu, zapominając, że mieszkanie to inwestycja na kilkadziesiąt lat.

J.S.: Dorastaliśmy często w ciasnych klitkach. Sama dobrze wiem, jak to jest dzielić pokój z siostrą i bratem. Pewnie stąd bierze się w nas potrzeba dużej przestrzeni, skali, oddechu. Budujemy pod miastem, bo dom na suburbiach jest tańszy niż mieszkanie w centrum. Inwestując w dom dla rodziny, nie uwzględniamy na etapie projektu architektonicznego i budowy, że dzieci jednak się od nas pewnego dnia wyprowadzą i zostaniemy sami z tymi wszystkimi metrami kwadratowymi, które trzeba ogrzać i utrzymać. Kiedy mieszkamy pod miastem, nie jesteśmy też w stanie wynająć pustych pokoi, a jeśli okolica nie jest wyjątkowo ładna, leśna, to trudno nam będzie tę nieruchomość sprzedać.

D.S.: Dlatego nam jako architektom coraz częściej zdarzają się zadania projektowe dotyczące przebudów domów katalogowych z przełomu wieków, wybudowanych na przedmieściach. Właściciele zwykle urządzali je i budowali sami. Mieliśmy przypadki domów, w których rury kanalizacji biegły najpierw w dół, a potem znowu w górę i mieszkańcy przez 10 lat rozkręcali je co jakiś czas i czyścili. Jest takie powiedzenie, które w Polsce słyszałem już wiele razy: pierwszy dom budujesz dla wroga, drugi dla przyjaciela, trzeci dla siebie. Najlepszym sposobem, by uniknąć takiej sytuacji, jest korzystanie z pomocy architekta już przy budowie pierwszego domu. Tym bardziej że większość z nas nigdy nie doczeka trzeciego.

Udało wam się spełnić życzenie i zmniejszyć tamten dom?

J.S.: Nie dosłownie, wyburzanie byłoby bardzo kosztowne. Zmieniliśmy jednak proporcje między kuchnią, jadalnią i dużym pokojem tak, by stworzyć wrażenie większej przytulności. Ale dzieci tej pary pewnego dnia przeniosą się do miasta i za parę lat właściciele zostaną w domu sami z psem. Może będą musieli ten dom sprzedać, tym bardziej że dojeżdżają do Poznania do pracy.

Podobne zadanie – przebudowy domu – realizowaliśmy też ostatnio na przedmieściach Poznania. Jego mieszkańcy bardzo lubią gotować. Wcześniej robili to w mikroskopijnej kuchni, podczas gdy cały stumetrowy parter stał pusty. W pokoju dziennym, nieco obniżonym względem całości, bezpośrednio połączonym z ogrodem, rodzina spotykała się tylko przy okazji wigilii i imprez urodzinowych. Nie był on miejscem ich codziennych rytuałów. Nie zdawali sobie sprawy, że to jest problem, z którym warto się zmierzyć. Zaproponowaliśmy: może wyburzcie ściany i zróbcie sobie kaskadowo schodzący duży pokój z aneksem kuchennym? Tak też się stało i teraz osoba siedząca w pokoju słyszy gotującego w kuchni, widzą się, mogą rozmawiać, wreszcie korzystają z domu w pełni. Rozwiązanie nie polegało na jakimś niesamowitym wystylizowaniu wnętrza, ale na zaobserwowaniu, w jaki sposób mieszkańcy używają przestrzeni, i dopasowaniu jej do ich zachowań, rytuałów i potrzeb.

Jako architekci wnętrz nie zajmujemy się dekoratorstwem, bliżej nam do psychologów czy socjologów, którzy na podstawie obserwacji zachowań ludzi poprawiają układ funkcjonalny przestrzeni.

Czym się różnią polskie mieszkania od mieszkań w innych krajach, w których pracujecie?

D.S.: Tym, że powstają w zupełnie innych warunkach. Na przykład Holendrzy średnio co siedem lat się przeprowadzają. W związku z tym cały rynek, łącznie z kredytami, jest do tego przystosowany.

J.S.: Kończysz edukację i zamieszkujesz w malutkim domku szeregowym. Za siedem lat masz już lepszą pracę, wyższe dochody i planujesz dziecko, więc przeprowadzasz się do czegoś większego, bliżej centrum. Spłacając wciąż ten sam kredyt. I taki proces powtarza się wielokrotnie. Natomiast w Belgii jest inaczej: tam raczej przekształca się dotychczasowy dom, dobudowując lub burząc oficyny, w zależności od zapotrzebowania na przestrzeń w danym momencie. W Niemczech z kolei dużo mniej osób myśli o zakupie czegoś na własność, bo rynek wynajmu mieszkań jest rozwinięty i dobrze zorganizowany.

D.S.: W Polsce, z tego co wiem, w wieku 25 lat musisz wiedzieć, czy i ile będziesz w przyszłości mieć dzieci, by dopasować do tych planów mieszkanie, które potem 30 lat spłacasz. A że nie masz w tym wieku najwyższej pensji, kupujesz coś małego i zakładasz, że jakoś się pomieścisz.

Pokój dziecięcyPokój dziecięcy Fot. Mateusz Bieniaszczyk

Typowa oferta deweloperów to mieszkanie pięćdziesiąt parę metrów: trzy niezbyt duże pokoje, w jednym z nich – kuchnia. Jeśli dochowasz się dwójki dzieci i chcesz, by każde miało własny kąt, trudno, śpisz w tej kuchni.

D.S.: To jest kwestia nie złych projektów, ale nieodpowiednich przepisów. Właśnie projektujemy budynek z mieszkaniami socjalnymi w Belgii. Mieszkania dla czteroosobowych rodzin muszą mieć 75-85 m kw. – tak mówi prawo. Budynek ma cegłę na elewacji, aluminiowe okna, urządzoną kuchnię i łazienkę. Koszt budowy wyniesie 7 tys. zł za metr. A w Polsce tyle trzeba zapłacić za stan deweloperski.

Bo zarabia deweloper.

D.S.: U nas brakuje alternatywnej oferty względem usług oferowanych przez dewelopera. Przykład? W Niemczech ludzie coraz częściej sami budują wielorodzinne budynki mieszkalne. Grupa czasami obcych sobie osób lub grupa znajomych dogaduje się, tworzy Baugruppe, znajdują lokalizację, wspólnie biorą kredyt i zatrudniają architekta. Korzystają z pomocy specjalnych komórek w urzędach. Niedaleko Potsdamer Platz stanął apartamentowiec, w którym koszt budowy 1 m kw. wyniósł 2 tys. euro.

J.S.: W Polsce bardzo trudno wziąć kredyt z kimś, kto oficjalnie nie jest z nami związany.

Przerośnięte salony są niszowym problemem. Większość z nas żyje w mieszkaniach małych i drogich. Jakie – poza metrażem – są jeszcze felery polskich mieszkań?

J.S.: W mieście nie mamy ogródków, cenimy sobie balkony. Chcielibyśmy na takim balkonie wypić kawę, może zjeść kolację. A często nie jest to możliwe ze względu na kształt na przykład trójkątny i proporcje balkonów.

Bloki stoją tak blisko, że wychodząc na balkon, czuję się, jakbym wchodziła komuś do mieszkania.

J.S.: Projektowanie po ludzku powinno uwzględniać potrzebę intymności. Projektant może zadbać, by balkony miały masywne ścianki, ale odległość między budynkami to kwestia prawna. Można się na balkonie zasłaniać zielenią, ale ona zabierze światło. To zagadnienie, z którym zmagać się powinna urbanistyka. Bo lepiej już w dzieciństwie myć zęby, niż potem chodzić do dentysty i łatać dziury.

Przydałaby się zmiana prawa. Ale może mamy jakieś przyzwyczajenia, których pozbycie się – na dobry początek – pomoże nam mieszkać bardziej po ludzku?

J.S.: Zaskakuje mnie różnorodność kolorystyczna polskich mieszkań. Pomarańcze, kanarki, pastele, czekolady, beże… Tak intensywne kolory pochłaniają mnóstwo światła, potęgują wrażenie przepełnienia, pomniejszają optycznie przestrzeń. Boimy się też bieli.

D.S.: To może być reakcja na przeszłość.

J.S.: Na czasy, gdy wszystko było szare, białe i smutne. Zapragnęliśmy spróbować czegoś nowego. Kiedy projektant proponuje kolor biały, dla wielu klientów oznacza to, że nie pomyślał, nie wysilił się. To, co zaprojektowane, powinno być – według powszechnych przekonań – superwymyślne i specyficznie dobrane. Tymczasem w naszej strefie klimatycznej biel świetnie się sprawdza. Nie pochłania światła, w szaroburych miesiącach białe wnętrza są przyjemniejsze.

Polskie wnętrza są przeładowane. Zastanawia mnie popularność firanek i zasłonek. Rozumiem, że ktoś ich potrzebuje, bo dają poczucie prywatności. Ale może w małym wnętrzu lepiej zasłonić okna roletami z tkaniny? Nie zajmują tyle miejsca, w dzień mogą być podniesione i dzięki temu nie pomniejszamy nimi wnętrza.

Nasze nawyki i nostalgie powodują, że pewne rzeczy mamy, choć zastąpienie ich czymś innym mogłoby poprawić komfort życia. Ale z drugiej strony – gdybyśmy wszyscy mieszkali w superzaprojektowanych wnętrzach, z meblami klasyków, jak Alvar Aalto, Eames lub Mies van der Rohe, świat byłby smutny. Znudziłaby nas bezosobowość tych wnętrz. Trzeba znaleźć balans: zostawmy sobie trochę tej nostalgii, ale zastanówmy się, czego naprawdę potrzebujemy, by czuć się komfortowo.

Fot. Mateusz Bieniaszczyk

Gdy wieszałam zasłony, myślałam, że to taki fajny element, którym mogę w jednej chwili odmienić wnętrze. Właśnie zdałam sobie sprawę, że od czterech lat używam tych samych.

J.S.: Często myślimy o wielofunkcyjności i elastyczności wnętrz, kupujemy rzeczy, które można zmieniać, przekładać, odwracać. Dla architektów kuszące jest tworzenie takich projektów. Ale trochę w ten sposób oszukujemy sami siebie. Bo my, ludzie, jesteśmy z natury leniwi. Najpierw postanawiamy, że w mieszkaniu wszystko będzie ruchome i będziemy tworzyć różne układy, a potem nam się nie chce, a nawet zapominamy o takich możliwościach.

Inne przyzwyczajenie: przywykliśmy, że duży pokój to pokój dzienny dla całej rodziny, salon. Wy w jednym z mieszkań największe pomieszczenie oddaliście dzieciom.

J.S.: Stanęły w nim dwa meble: na jednej ścianie szafa, na równoległej – łóżko-skrytko-jaskinia. Każda z trzech dziewczynek ma swoją „kapsułę” z materacem i kilkoma półkami na osobiste rzeczy, a wszystkie pozostałe przestrzenie mebla – pomiędzy niszami na łóżka – zagospodarowane są jako szuflady i schowki. Centralna część pokoju jest pusta, można tam wstawić stół, można ten stół wynieść. W oryginalnej sytuacji dwie dziewczynki miały mały pokój, a najmłodsze spało z rodzicami.

D.S.: Ale salon i tak służył dzieciom, był pełen zabawek. Dorośli spotykali się w kuchni przy stole.

J.S.: Po wyburzeniu ściany kuchnia z jadalnią i częścią korytarza stały się częścią wspólną. Ponownie nasze zadanie polegało na tym, że obserwowaliśmy, co się dzieje, i nadaliśmy temu formę architektoniczną.

Zastanawiam się, na ile mody wnętrzarskie są dla ludzi. Np. czy wanna w sypialni sprawia, że żyje nam się wygodniej, czy raczej jest efektownie wyglądającą uciążliwością? Albo – z bardziej demokratycznych mód – na ile fajne jest malowanie ścian tablicówką. Jeśli się serio pozwoli dzieciom po tym pisać, trzeba się liczyć z tym, że wszystko będzie brudne od kredy. Rozważyłam za i przeciw i uznałam, że denerwowałby mnie ten kredowy kurz.

J.S.: Często podążamy za magazynami lajfstajlowymi, chcemy mieć rzeczy, które w nich zobaczyliśmy. Widzimy piękny pokój kąpielowy, a nasza łazienka ma dwa na trzy metry. I zaczyna się walka pomiędzy tym, czego pragniemy, a tym, co jest możliwe. Przez ten konflikt wszystko robi się strasznie skomplikowane i niefunkcjonalne.

D.S.: Wanna w sypialni sprawdzi się, jeśli masz drugą wannę lub prysznic w łazience. Ale jeśli to jest twoja jedyna wanna, a twój partner wstaje o godz. 6, by się wykąpać, gdy ty możesz spać do godz. 9, będzie ci trudno. Mieliśmy klientkę, która lubi jeść w wannie, i w jej przypadku połączenie między wanną a kuchnią było uzasadnione. Wanna jest centrum jej życia, może w niej siedzieć, patrząc na zieleń za oknem.

J.S.: Mody są po to, by utrzymać w nas potrzebę kupowania rzeczy, wymieniania ich na nowe. To jest tak jak z reklamami samochodów. Nikt nie reklamuje samochodu przejazdem przez zatłoczone centrum miasta, wóz zawsze sunie pustą drogą. Myślisz: jeśli kupię ten model, właśnie tak będę jeździć. Jeśli spektakularnie wyremontuję wnętrze, moje życie stanie się pełniejsze. Tymczasem trzeba z detektywistyczną uwagą oglądać wszystkie rzeczy, tak jak ty przyjrzałaś się farbie tablicowej.

D.S.: I porzucić wiarę, że urządzając wnętrze, w jakiś sposób zmienimy swoje nawyki. Bo zdarza się, że wstawiamy sobie szafkę na buty w korytarzu, chociaż nigdy nie chowaliśmy butów do szafki. I nadal nie chowamy. Szafka zajmuje miejsce, a dookoła niej leżą buty.

Albo inwestujemy w duży stół, a jemy na kanapie, trzymając talerz na kolanach. Ikea wypuściła nawet naczynia dla takich ludzi, a wielu wciąż się trudno przyznać do tego zwyczaju.

D.S.: Podczas wykładu prof. Beatriz Colomina z Princeton University dowiedziałem się na przykład, że Hugh Hefner, naczelny „Playboya”, organizował pracę przy powstawaniu magazynu z łóżka. Jego łóżko było więc okrągłe i ogromne, bo służyło również do pracy – było biurem. Ważne jest, by przed urządzaniem wnętrza zastanowić się nad swoimi nawykami i potrzebami.

Ja na przykład mam skłonność do niestarannego układania rzeczy na półkach i zapominania, gdzie co schowałem. Dlatego w biurze nie mamy zamykanych szafek.

Rzeczywiście, same półki!

J.S.: Szafa na ubrania nie może być otwarta, bo ubrania się kurzą i blakną. W naszym mieszkaniu mamy więc wielką kotarę, która spełnia dwie funkcje: zasłania okno (od południa) i jest „drzwiami” do szafy. Nie lubimy układać rzeczy w kosteczkę, ale co z tego, skoro dzięki temu rozwiązaniu jednym ruchem możemy zasłonić ten bałagan.

D.S.: I jednym ruchem mogę go odsłonić, by zobaczyć wszystkie ubrania.

J.S.: To odpowiedź na nasze nawyki.

D.S.: Których nie trzeba się wstydzić.

J.S.: Trzeba być szczerym wobec swoich potrzeb.

D.S.: Ale też więcej wymagać od polityków. Bo bez dobrych przepisów i porządnych planów urbanistycznych nasze mieszkania nigdy nie będą zaprojektowane po ludzku.

***

Zaprojektowane po ludzku: KONKURS

„Przedmioty, które wnoszą do naszego życia tylko nadmiar, bardziej puszą się, niż odpowiadają naszym potrzebom, sprawiają, że się gubimy” – powiedział Tomek Rygalik, znany i ceniony projektant.

W ramach akcji „Zaprojektowane po ludzku” chcemy promować i nagradzać tych, którzy projektują, pamiętając o ludzkich potrzebach, Czyli na podstawie wiedzy o człowieku, jego potrzebach, zachowaniach, oczekiwaniach, marzeniach. Tych, którzy nie tylko biorą pod uwagę trendy społeczne i technologiczne, ale też wykorzystują badania zwyczajów użytkowników. W ten sposób wprowadzają innowację na poziomie wartości.

Dlatego Agora wspólnie z firmą Amica ogłosiła konkurs: „Zaprojektowane po ludzku”.

Chcemy wyróżnić tych, którzy projektują tak, żeby w myśleniu o dizajnie nie zgubić człowieka. Chcemy też upowszechniać wiedzę o tym, że tak projektować można i warto. Oraz jak to robić. Skupiamy się na tych, którzy projektują dla domu, i czekamy na zgłoszenia wszelkich produktów i rozwiązań zaprojektowanych funkcjonalnie, użytecznie, trwale i dobrze.

Konkurs kierujemy do firm projektujących i produkujących wszystko, co tworzy dom. Meble, sprzęty, usługi i wiele innych rzeczy, których istnienia czasem nawet nie przeczuwamy.

Nagrodą będzie specjalny znak jakości. O tym, kto go dostanie, zdecyduje specjalnie dobrana kapituła. Szczegóły dotyczące konkursu, regulaminu i zasad są na stronie internetowej Wyborcza.pl/zaprojektowanepoludzku. Czekamy na zgłoszenia. Wyniki ogłosimy w marcu 2019 r.