Urodziła się w Hengyang w 1975 r. Zaczęła się wspinać w 2007 r., cztery lata później stanęła na szczycie Manaslu. To był jej pierwszy ośmiotysięcznik.

29 września chińskie media z dumą ogłosiły, że została pierwszą Chinką, która zdobyła wszystkie 14 ośmiotysięczników. W dodatku dokonała tego w rekordowych siedmiu latach. Legendarny Reinhold Messner, który Koronę Himalajów zdobył jako pierwszy, potrzebował na to aż 16 lat. Polski gigant Jerzy Kukuczka – ośmiu. Pierwsza kobieta Edurne Pasaban weszła na Everest 23 maja 2001 r. Na ostatni ośmiotysięcznik – Sziszapangmę – 17 maja 2010 r.

Okazuje się jednak, że tego typu zestawienia i rekordy zupełnie nie mają sensu. Po pierwsze, Xavi Metal zarzucił Luo Jing, że 29 września nie stanęła na szczycie Sziszapangmy (8027 m). Dotarła do przedwierzchołka góry na wysokości 8008 m i zawróciła. Katalończyk twierdzi, że widział to na własne oczy.

Legendarny polski himalaista Krzysztof Wielicki o Luo Jing w ogóle nie słyszał. Ale opowiadano mu, że na skutek trzęsienia ziemi doszło do zawalenia i fragment drogi od przedwierzchołka Sziszapangmy na szczyt znacząco się pogorszył. – Dlatego część wypraw nie daje rady i zawraca – mówi Wyborcza.pl Wielicki.

Czy Luo Jing mogła nie wiedzieć, że nie dotarła na szczyt? W 1988 r. taka historia przydarzyła się Maciejowi Berbece. Podczas pierwszej polskiej zimowej wyprawy na K2 (8611) wobec niemożliwości zdobycia drugiego szczytu Ziemi Berbeka postanowił zaatakować sąsiedni Broad Peak. W stylu alpejskim dotarł do przedwierzchołka Rocky Summit (8028), ale bojąc się o jego życie, koledzy z wyprawy powiedzieli mu przez radiotelefon, że zdobył szczyt (8051), i zalecili odwrót.

Berbeka zszedł do bazy półprzytomny. Ta historia miała swój tragiczny ciąg dalszy. Polski himalaista latami nosił w sobie zadrę. W marcu 2013 r. postawił w końcu zimą nogę na Broad Peaku razem z Adamem Bieleckim, Arturem Małkiem i Tomaszem Kowalskim. Zginął podczas zejścia. Gdyby ćwierć wieku wcześniej atak mu się powiódł, nie wracałby zimą na Broad Peak.

Ale tego, co zrobiła Luo Jing, nie da się w żaden sposób porównać do dokonań polskich himalaistów. Kukuczka cztery szczyty ze swojej Korony Himalajów zdobył zimą, wytyczył aż dziewięć nowych dróg w górach najwyższych. „Nie jesteś drugi, jesteś wielki” – napisał do niego Messner.

Luo Jing? Do każdego wejścia na ośmiotysięczniki używała butli z tlenem, helikopterem przelatywała do baz, obsługiwała ją armia Szerpów. Sama przyznała, że chciała tylko dać przykład innym matkom wychowującym samotnie dzieci, że mimo wszystko są w stanie dokonać czegoś niezwykłego.

– Wyczyn Luo Jing jest z zupełnie z innej bajki, to raczej sukces organizacyjny niż sportowy – komentuje Wielicki.

Czy Chinka rzeczywiście oszukała na Sziszapangmie, a może też innych szczytach? – Możliwe, ale himalaizm nie jest sportem o regułach tak jasnych i ścisłych jak piłka nożna – dodaje Wielicki. – Zwykle wspinaczowi wierzy się na słowo. Kilka razy w życiu zdarzyło mi się, że ktoś opowiadał o swoich podbojach, a ja czułem, że coś kręci. Ale nigdy tego nie sprawdzałem, nie weryfikowałem. Bo jeśli ktoś kłamie, to kwestia jego sumienia, a nie mojego – kończy Wielicki.

Oszustwa w wysokich górach nie należą jednak do wyjątków. W 2009 r. Oh Eun-Sun została pierwszą kobietą, która zdobyła 14 ośmiotysięczników. Koreanka cieszyła się z tytułu krótko, bo szybko jej wejście na ostatni ze szczytów, Kanczendzongę, zakwestionowała wspomniana Edurne Pasaban. Na początku wydawało się, że to zwykły spór pomiędzy rywalkami – Pasaban i Miss Oh, jak nazywano Koreankę, ścigały się o to, która będzie pierwsza. Sprawa skomplikowała się, gdy wątpliwości Pasaban zaczęli podzielać inni wspinacze, w tym sami Koreańczycy. A jeden z Szerpów zeznał, że Oh zawróciła godzinę przed szczytem. Dlatego za pierwszą kobietę, która zdobyła Koronę Himalajów, uważa się Pasaban.

W sierpniu 2010 r. Christian Stangl ogłosił, że w 70 godzin samotnie zdobył wierzchołek K2 i wrócił do bazy. Wejście wzbudzało wątpliwości. Po jakimś czasie przyparty do muru Austriak oświadczył: „Lęk przed śmiercią zmusił mnie do odwrotu. Ale jeszcze większy był strach przed porażką. Sukces jest najważniejszą rzeczą w sporcie, który uprawiam”.

Wielicki się z tym nie zgadza. – Wśród himalaistów nie ma rankingu takiego jak wśród tenisistów. Nie można ocenić, kto jest numerem jeden, numerem dwa itd. Na szczęście. Messner, Kukuczka i inni obrośli legendą. Wspinanie jest ścieżką życia, a nie dyscypliną, którą da się opisać rzędem dat i cyfr.

Kiedy jednak Wielicki z Leszkiem Cichym dokonywali pierwszego zimowego wejścia na Mount Everest w 1980 r., zabezpieczyli się, zostawiając dowód na szczycie. Różaniec od papieża i drewniany krzyżyk upamiętniający śmierć filmowca Staszka Latałły w czasie wejścia na Lhotse w 1974 r. Po sukcesie Wielickiego i Cichego kierownik wyprawy Andrzej Zawada wysłał telegram z wiadomością o zdobyciu szczytu m.in. do papieża Jana Pawła II i otrzymał od niego list z gratulacjami. Spotkało się to z niezadowoleniem władz PRL. I sekretarz PZPR Edward Gierek nie podał ręki Zawadzie podczas przywitania wyprawy w Warszawie.