>>Konkurs o czeskich wzorach na kulturę, spotkanie i jakość.
Pokaż nam swój czeski wzór i wyjedź z Mariuszem Szczygłem do Czech!
Szczegóły na: wyborcza.pl/Czechynieztejziemi

Przez prawie 90 lat w jednym z najstarszych i największych studiów filmowych w Europie powstało ponad 2500 filmów, m.in. czeskich, amerykańskich, niemieckich czy francuskich. Studia filmowe praskiego Barrandova imitowały starożytny Rzym, Wiedeń Mozarta, Madagaskar czy fantastyczny świat Narnii, swoją misję realizuje tu brytyjski szpieg James Bond.

Kiedy cała Polska zbierała firanki i koce na kostiumy dla twórców „Korony królów”, za naszą południową granicą wyprodukowany przez publiczną Czeską Telewizję serial „Bohema” (2017) był nominowany do Czeskich Lwów, najbardziej prestiżowej czeskiej nagrody filmowej. Sześcioodcinkowy serial w reżyserii Roberta Sedlácka rozpętał gorącą dyskusję na temat kolaboracji czeskiego środowiska filmowego z Hitlerem.

 

– Serial o Barrandovie w czasie II wojny światowej planowałam od dawna. Na początku poszłam z tym pomysłem do HBO, ale Czeska Telewizja sama się do mnie zgłosiła. Historie aktorów i twórców filmowych są esencją losów Pragi w okresie Protektoratu Czech i Moraw – tłumaczy mi Tereza Brdecková, z którą spotykam się w najpopularniejszej praskiej kawiarni Slavia. To czeska pisarka i scenarzystka filmowa, która na początku lat 90. pracowała w studiu filmowym Barrandov. Jej ojciec jest autorem scenariusza filmu „Lemoniadowy Joe” (1964), czechosłowackiego westernu wszech czasów. Autorkę scenariusza „Bohemy” rodziny dawnych gwiazd czeskiego kina oskarżyły, że w kontrowersyjnym serialu zniesławiła pamięć ich bliskich.

– Mój ojciec Jiri Brdecka też był filmowcem. Podczas II wojny światowej był zatrudniony u Miloša Havla w dystrybucji Lucernafilm, która była wtedy połączona z Barrandovem. Ojciec tuż przed śmiercią w 1982 roku spisał swoje wspomnienia – mówi Brdeckova. – Chociaż studiowałam na praskiej akademii filmowej i otaczali mnie filmowcy, o Milošu Havlu przeczytałam po raz pierwszy w zapiskach ojca. Uświadomiłam sobie, że przez całe życie w moim otoczeniu funkcjonowało zjawisko powszechnego zapominania. Ludzie nie chcą pamiętać tego, co jest dla nich niewygodne. Zwłaszcza że spora część filmowców starej generacji swojego rzemiosła uczyła się podczas II wojny światowej.

Ameryka w Pradze

Powstanie studia filmowego w Pradze łączy się z pomysłem inżyniera Havla, ojca późniejszego prezydenta Czechosłowacji i Czech, na budowę nowoczesnej części Pragi, „miasta ogrodu”. W jednym z wywiadów przyznał, że inspiracją była dla niego Ameryka: „Po I wojnie światowej byłem przewodniczącym Związku Studentów Czechosłowackich i na swój koszt pojechałem na pobyt studyjny na amerykańskich uniwersytetach. Podczas wizyty na uniwersytecie w Berkeley znalazłem się w przepięknej dzielnicy kalifornijskich bogaczy”.

Tam – było to w 1924 roku – powstał pomysł Barrandova. Nazwa wzięła się od francuskiego geologa Joachima Barrande'a, który w XIX wieku prowadził swoje badania w Pradze.

Miloš Havel bardzo szybko rozpoczął swoją przygodę z kinematografią.

Aleksander Kaczorowski w biografii prezydenta Václava Havla przypomina, że jego wujek Miloš w wieku 18 lat nauczył się obsługiwać kamerę i samodzielnie kręcił filmy dokumentalne. Po śmierci ojca odziedziczył spółkę Lucernafilm i zaczął sprowadzać do Czechosłowacji przeboje kinowe z Niemiec i USA. W tym okresie Miloš Havel postanowił stworzyć własne Hollywood nad Wełtawą. Tak powstał pomysł Studia Filmowego Barrandov AB.

Swoją wizję realizował w wielkim stylu. Prace budowlane rozpoczęto 23 listopada 1931 roku, a 25 stycznia 1933 miał miejsce pierwszy dzień zdjęciowy.

Pierwszym wyprodukowanym tu filmem była „Vražda v Ostrovni ulici” (1933).

W latach 30. w Studiach Filmowych Barrandov wyprodukowano 32 pełnometrażowe filmy. Wielkie plany Miloša Havla związane z show-biznesem pokrzyżował Adolf Hitler.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Nikdo nic nevi, czyli Polak w kinie

Wojna i spokój

– W Czechach nie było wojny, nie tak jak w Polsce. Niemcy stworzyli Protektorat Czech i Moraw. To było naturalnie tragiczne, ale zarazem korzystne dla Czechów rozwiązanie. Do zamachu na Reinharda Heydricha w 1942 roku panował tu względny spokój, a Protektorat miał służyć Niemcom jako zaplecze. Tu miało się pracować. Jednym z zadań było tworzenie filmów – tłumaczy Brdeckova. – Minister propagandy III Rzeszy i prawa ręka Hitlera Joseph Goebbels pragnął na bazie studiów filmowych w Niemczech, Francji i Czechach stworzyć wielkie imperium, konkurencyjne wobec Hollywood.

Havlowie na swoją inwestycję wzięli ogromną pożyczkę z banku. Miloš Havel nigdy nie ukrywał swojego homoseksualizmu, który był karany w Niemczech i Protektoracie. Niemcy właściciela studia filmowego zamknęli do więzienia i zaproponowali mu sprzedaż Barrandova. Przystał na ich propozycję.

Zdaniem Brdeckovej czeskie środowisko filmowe stanęło przed poważnym dylematem. – Oczywiście, mogli zachować się bohatersko i nie przyjąć propozycji Goebbelsa, wtedy nie powstałby żaden czeski film, a czescy twórcy pewnie zostaliby aresztowani. Wybrali jednak inne rozwiązanie.

Trzeba pamiętać, że – jak przypomina scenarzystka – podczas wojny spora część Czechów czuła się zdradzona przez Wielką Brytanię i Francję. Niemcy przez setki lat byli bliscy czeskiej kulturze. – Prażanie znali niemiecki, nieliczni wiedzieli, że są obozy koncentracyjne. Ludzie zresztą nie chcą wierzyć w to, co im nie pasuje – tłumaczy.

Czeskie filmy powstałe w wytwórni Barrandov miały mieć niemieckie tytuły, a w przemyśle filmowym nie mogli pracować Żydzi. Na początku wojny powstało tam 20 czeskich filmów. Z czasem było ich coraz mniej. To był wynik zniszczeń niemieckiego Babelsbergu i wytwórni w Monachium. Alianci zaczęli bombardować Niemcy, hitlerowcy zaczęli przenosić swoją produkcję filmową nad Wełtawę.

Brdeckova: – Niemieccy filmowcy traktowali Pragę jako „kraj uśmiechu”. Tu było jedzenie, nie spadały bomby. Spokój i bogactwo. Oczywiście tylko dla wybranych. Dlatego Niemcy w 1943 roku zbudowali w wytwórni Barrandov nowe studia filmowe, które służą do dziś. Kiedy skończyła się wojna, Europa była w ruinie, a my mieliśmy własne studia.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Polski film, czyli czeski, czyli psokoń

Hitler przerywa romans

Miloš Havel współpracował z Gestapo, ale uratował też setki czeskich filmowców, których fikcyjnie zatrudniał w wytwórni filmowej Barrandov. Film był uznawany za pracę w przemyśle, więc filmowcy mogli pracować spokojnie i nie groził im wyjazd na roboty do Niemiec.

Między majem 1945 a końcem 1948 roku przed specjalnymi czechosłowackimi sądami za kolaborację z Niemcami stanęły ponad 132 tysiące osób. Połowa z nich miała narodowość niemiecką, co trzeci czeską lub słowacką. Za winnych uznano prawie 30 tysięcy osób, z czego 713 skazano na karę śmierci w Czechach, a 65 na Słowacji.

Przed specjalnymi komisjami stanęły także setki aktorów. Za współpracę z Niemcami osądzono też Miloša Havla, któremu w 1952 roku udało się uciec z Czechosłowacji do Monachium. Umarł w lutym 1968 roku jako właściciel kwiaciarni.

Najsłynniejszą czeską aktorką oskarżoną o kolaborację z Niemcami była piękna Lida Baarová. W gwieździe podkochiwał się sam Adolf Hitler, a Joseph Goebbels był gotów dla niej rozwieść się z żoną i przenieść do Ameryki Południowej lub Japonii. Dopiero Hitler przerwał ten romans. W 1945 roku Baarová została aresztowana w amerykańskiej strefie okupacyjnej Niemiec. Przekazana władzom Czechosłowacji, oskarżona o współpracę z Niemcami – przesiedziała w więzieniu ponad rok.

Aktorka Lida BaarovaAktorka Lida Baarova Fot. BE&W

W 1945 roku kinematografia w Czechosłowacji to nadal był złoty interes. Czesi do kin walą drzwiami i oknami. Już po przejęciu władzy przez komunistów w 1948 roku ustanowiono państwowego zarządcę czechosłowackiego kina – Ceskoslovenský státni film. Na początku lat 50. sięgnięto po popularne twarze aktorów i aktorek, doświadczonych reżyserów i producentów, a publiczność szybko zapomniała o ich niechlubnej przeszłości.

W tym momencie kończy się pierwszy sezon serialu „Bohema”. Tereza Brdecková zdradza, że jest gotowa na jego kontynuację. Chciałaby w kolejnych odcinkach opowiedzieć historię złotego okresu Barrandova, który – jej zdaniem – przypadł na koniec lat 50. i lata 60.

Niewątpliwie w nowym sezonie obejrzelibyśmy odcinek poświęcony powstaniu „Miłości blondynki” (1965) Miloša Formana, najpopularniejszego filmu tamtego czasu wyprodukowanego w wytwórni Barrandov.

'Miłość blondynki''Miłość blondynki' Fot. 123 RF

Ucieczka Formana

Jest późny sobotni wieczór, gdy Miloš Forman w centrum Pragi widzi niezwykłą piękność. Kobieta tuła się po mieście z wielką walizką. Reżyser zaprasza ją do domu. Pochodzi ona z Varnsdorfu, włókienniczego miasteczka na północy Czech, gdzie na jednego mężczyznę przypada aż dziesięć kobiet. Może dlatego dała się szybko uwieść? Inżynier z Pragi, który przyjechał do jej miasteczka w delegację, wyznał jej miłość, zaprosił do stolicy i przed wyjazdem wręczył adres. Kobieta przed spotkaniem Miloša Formana długo błądziła po Pradze, nim zorientowała się, że adres jest fałszywy.

Forman opowiada tę historię swoim najbliższym współpracownikom. Wspólnie postanawiają, że życie życiem, ale dla filmu lepiej, by kobietę rozkochał w sobie uroczy pianista, za którym ona pojedzie do Pragi. Tak – przy grze w bilard – powstaje scenariusz „Miłości blondynki”.

Film powstaje w Zrucu nad Sázavou. To małe miasto przypomina Varnsdorf, tu także kobiety ze względu na niedostatek mężczyzn zmuszone są do rywalizacji o partnerów.

Miloš Forman – jak to ma w zwyczaju – postanawia obok profesjonalnych aktorów zatrudnić amatorów. Filmowcy wzbudzają ogromne zainteresowanie mieszkańców. Najpiękniejsza z miejscowych blond dziewcząt, która gra w filmie, wpada w oko oświetleniowca z Barrandova. Mają ze sobą namiętny romans. Filmowiec po zakończeniu zdjęć obiecuje, że kochankę zaprosi do Pragi. Zapomina tylko powiedzieć, że tam czekają na niego żona i dziecko, co blondynka odkryje dopiero po przyjeździe do ukochanego. Tym razem życie okazało się dramatyczniejsze niż film – kobieta postanawia popełnić samobójstwo.

Film Formana zainaugurował festiwal w Nowym Jorku, był wyświetlany także w Cannes i w Londynie. Forman otrzymał za niego nominację do Oscara. Jasne było, że czeski reżyser za chwilę spełni swój sen o Hollywood.

Graffiti na temat wytwórni filmowej Barrandov, Praga, 2010 r.Graffiti na temat wytwórni filmowej Barrandov, Praga, 2010 r. Fot. MICHAL CIZEK/AFP/EAST NEWS

W Barrandovie Forman zdążył jeszcze nakręcić „Pali się, moja panno” (1967). W tym samym roku Charles Bluhdorn, właściciel studia Paramount, zaproponował mu nakręcenie obrazu za oceanem. Czeski reżyser pierwotnie myślał o adaptacji „Ameryki” Franza Kafki, ale ostatecznie jego pierwszym amerykańskim filmem jest „Odlot” (1971).

Noc z 20 na 21 sierpnia 1968 roku zastała Formana w Paryżu. Wojska Układu Warszawskiego wkroczyły do Czechosłowacji. Z pomocą przyszli mu jego francuscy przyjaciele, którzy pomogli uciec z kraju jego żonie Verze Kresadlovej i synom.

W 1977 roku Forman jest już obywatelem amerykańskim, uciekinierem z Czechosłowacji i zdrajcą socjalistycznej ojczyzny. Po zdławieniu Praskiej Wiosny w 1968 roku w Czechosłowacji nastała tzw. normalizacja. Wszystkie podania Formana o możliwość odwiedzenia Pragi były odrzucane.

Emigrację wybrał nie tylko Forman, ale i reżyserzy Ivan Passer czy Jan Nemec. Władze czechosłowackie przykręciły śrubę represji, ich ofiarą był także film. W 1970 roku wstrzymano kręcenie przez Barrandov filmu „Arka szaleńców” (1970/1990). Ta czarno-biała produkcja, oparta na motywach opowiadania Antoniego Czechowa „Sala nr 6”, trafiła do kin dopiero po upadku komunizmu.

W tym okresie w Barrandovie królowały przede wszystkim filmy dla dzieci i młodzieży, jak „Dziadek, Kylian i ja”. Wiele filmowych nagród otrzymała powstała tu ekranizacja powieści „Przygody Tomka Sawyera”. Reżyserka Vera Plivová-Šimková przeniosła popularną książkę Marka Twaina do czeskich realiów początku XX wieku. A mężczyzna w meloniku, elegancki „Pan Tau”, był bohaterem ponad 30-odcinkowego serialu, który do dziś cieszy się popularnością w Czechach, na Słowacji i w Niemczech. Serial ten trafił także do polskich telewidzów.

Płonąca magia filmu

Na początku lat 80. Forman może wreszcie wrócić z Hollywood na stare śmieci. W Barrandovie powstaje jego „Amadeusz” (1984), który w 1985 roku otrzyma osiem Oscarów, a będzie nominowany aż w 11 kategoriach.

Forman od początku marzył, by „Amadeusz” powstał właśnie tam. W swoich wspomnieniach napisał, że Praga zawsze kochała Mozarta. Kiedy w Wiedniu na jego pogrzeb przyszła zaledwie garstka ludzi, msza za jego duszę w kościele św. Mikołaja na Rynku Małostrańskim przyciągnęła 6 tysięcy prażan. Tylko połowa dostała się do środka. W ten sposób oddali hołd kompozytorowi, którego „Don Giovanni” miał w roku 1787 premierę w Pradze.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Milosz Forman nie żyje. Najpierw mistrz czeskiej nowej fali, później seryjny zdobywca Oscarów

Reżyser do Barrandova przywiózł ze sobą aktorów i szefów poszczególnych działów produkcji, a większość ekipy na planie stanowili Czesi. Ocenił, że co dziesiąty z nich był szpiclem. Nie obeszło się też bez wypadków. Podczas kręcenia sceny, w której Don Giovanni spotyka ducha w czarnej masce, strój aktora zaczął płonąć. „Z piór zaczęło się dymić, a ja cały zdrętwiałem. Czas mijał i czułem się jak w jakimś złym śnie. Teatr był pełen strażaków, myślałem więc, że natychmiast wkroczą do akcji. Po piórach zaczęły przeskakiwać drobne płomyki, a Don Giovanni dalej z pasją i uczuciem otwierał usta” – wspominał Forman.

Kiedy sytuacja była już dramatyczna, jeden ze strażaków nieśmiało zauważył, że nie mogą interweniować, póki Forman nie zakończy filmowania. „Nigdy w życiu nie byłem świadkiem większego hołdu złożonego magii filmu” – stwierdził autor „Czarnego Piotrusia”.

To była największa zagraniczna produkcja zrealizowana w komunistycznej Czechosłowacji. Dekoracje do filmu postawiono w trzech barrandovskich halach o całkowitym powierzchni użytkowej 4,5 tys. m kw.

Kostiumy przygotowano w barrandovskich pracowniach, ich projekty stworzył popularny czeski malarz i kostiumograf Theodor Pištek. Ten sam, który zaprojektował umundurowanie dla Gwardii Zamkowej w Pradze. Do wykonania kostiumów wykorzystano najdroższe włoskie i francuskie materiały.

Stroje z „Amadeusza” – podobnie jak z innych filmów – dziś znajdują się w Barrandovie, w jednej z największych w Europie wypożyczalni kostiumów, akcesoriów, mebli i rekwizytów. Barrandovskie zbiory liczą około 330 tysięcy kostiumów, 20 tysięcy par butów, 30 tysięcy mebli i zajmują dwa duże budynki zlokalizowane wokół hal filmowych. Z wypożyczalni korzystają twórcy filmów, seriali i reklam. Dostępna jest również dla osób prywatnych. Barrandovska perełka to wart niemal 100 tysięcy złotych bogato haftowany, wykonany z wysokiej jakości aksamitu płaszcz, który mogą kojarzyć fani produkcji „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” (2008). Ostatecznie nie założył go żaden z aktorów, ale scenografom posłużył jako dywan.

'Opowieści z Narnii: Książę Kaspian''Opowieści z Narnii: Książę Kaspian' Fot. Archives du 7e Art/Walt Disney Pictures

Rzym na łące

Po transformacji, na początku lat 90., studio Barrandov trafiło w prywatne ręce. Przestało produkować filmy, ale jako jedno z najstarszych i największych studiów filmowych w Europie świadczy usługi innym wytwórniom. Powstały tutaj najważniejsze czeskie filmowe produkcje: „Zagubieni” Petra Zelenki (2015) czy „Gorejący krzew” Agnieszki Holland (2013).

Oferuje pełną obsługę produkcji filmowych – wynajmuje studia filmowe, buduje dekoracje, wypożycza rekwizyty i kostiumy. Posiada pracownie plastyczne i krawieckie. Towarzyszy całemu procesowi produkcji aż po dubbing.

Dziś Hollywood nad Wełtawą kusi świetnymi czeskimi filmowcami i niższymi cenami.

Największym atutem są studia filmowe. W Barrandovie funkcjonuje ich dziesięć (dodatkowe cztery mieszczą się w innej części Pragi), z czego w jednym znajduje się czeska prywatna telewizja. Aż cztery z nich zostawili po sobie Niemcy.

Barrandov ma też ogromną łąkę wykorzystywaną przez filmowców. Twórcy serialu „Prawdziwa historia rodu Borgiów” (2010-13) zbudowali tam wielką dekorację Rzymu. Poza budynkami odwzorowano skrzyżowania ulic, studnie, fontanny, plac św. Piotra i wejścia do rzymskich ogrodów. Rzym na barrandovskiej łące stał kilka lat. W trzech studiach filmowych powstała Kaplica Sykstyńska, sale, kuchnie i jadalnie pałacowe oraz mieszkania arystokratów.

Gwiazda bez ochrony

Teraz oczy zwrócone są na Barrandov za sprawą produkcji nowego ośmioodcinkowego kryminalnego serialu fantasy „Carnival Row” (2019). Miejscem akcji jest fikcyjne neowiktoriańskie miasto, a bohaterem prywatny detektyw zamieszany w serię tajemniczych morderstw wróżek. Główną rolę zagra Orlando Bloom.

Szacuje się, że ta produkcja przyniosła czeskiej gospodarce ponad 250 milionów złotych. Orlando Bloom podbił też serca Czechów. Wynajął mieszkanie w Pradze, po mieście poruszał się bez ochroniarzy, chodził na spacery z psem, szybko znalazł swoje ulubione hospody i klub fitness. Przyleciała za nim jego była partnerka, amerykańska piosenkarka Katy Perry.

W latach 90. w Pradze powstał film „Mission: Impossible” (1996) z Tomem Cruise’em. Po kilkunastu latach jego twórcy wrócili do Pragi i nakręcili „Mission Impossible: Ghost Protocol” (2011). Filmowano w podziemnej oczyszczalni wody, na Wyszehradzie, w byłym więzieniu w Mladá Boleslav. W barrandovskich studiach odtworzono m.in. wielki wagon, który z pewnością pamiętają wszyscy fani filmów akcji.

'Mission Impossible''Mission Impossible' Fot. Archives du 7e Art/DR;

W 2006 w Barrandovie kręcono większą część „Casino Royal” (2006) z Danielem Craigiem w roli Jamesa Bonda. Reszta powstała potem na Bahamach, we Włoszech, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Także w Czechach wyprodukowano„Rycerzy z Szanghaju” (2003). W hali filmowej numer 5 stanął mechanizm londyńskiego Big Bena, gdzie walczą Aidan Gillen i Jackie Chan. Sam Big Ben obok historycznych budowli Szanghaju stanął na łące obok Studia Barrandov.

'Casino Royal''Casino Royal' Fot. BE&W

Za sprawą Romana Polańskiego i jego filmu „Olivier Twist” (2004) Barrandov zamienił się w XIX-wieczny Londyn. Wszystkie dekoracje do tego filmu postawiła praska ekipa. W kręceniu scen wzięło udział 800 statystów, między nimi przejeżdżało 20 powozów. Największą trudnością było zbudowanie londyńskich kanałów.

Bywało, że czeskie Hollywood musiało przełknąć porażkę z mniej doświadczoną konkurencją. Czeski historyk Pavel Jiras przekonuje, że film „Lista Schindlera” (1993) w reżyserii Stevena Spielberga mógł powstać w Barrandovie. Nim wybrano Polskę, Spielberg spotkał się w Pradze z barrandovskim producentem Janem Belzerem. Wizyta ta była ukrywana z powodu – jak przekonuje Jiras – „niezrozumiałych handlowych interesów”. Ostatecznie do umowy z czeską stroną nie doszło.

Jiras tłumaczy, że Polacy obiecali Schindlerowi, że kiedy zdecyduje się realizować film w Polsce, bez dodatkowych opłat będzie mógł wykorzystać przestrzeń byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz. O porażce Barrandova – jak przekonuje czeski historyk filmu – zdecydowała wtedy atrakcyjna polska oferta i chęć oszczędności.

Za to Czesi wygrali z Polakami wyścig o „Czerwonego Barona” (2008). Początkowo film miał powstać w Polsce lub na Litwie, gdzie – zdaniem historyka – są wielkie łąki, które mogą posłużyć za lotniska.

Ostatecznie samoloty postawiono wewnątrz hal Barrandova.

Korzystałem z: Pavel Jiras, „Barrandov a Zahranicni film” (Universum, 2017), Miloš Forman, Jan Novák, „Moje dwa światy. Miloš Forman. Wspomnienia” (tłum. Jacek Illg, Videograf, 1996) oraz Stanislav Motl, „Mraky nad Barrandovem” (Rybka Publishers, 2006). Dziękuję Veronice Šnajdrovej z Barrandov Studio za pomoc w powstaniu tekstu

„Czeski film”… Kto w Polsce choć raz nie użył tego określenia? Czasem jeszcze się mówi: „Nikt nic nie wie, czeski film!”. Na sytuacje niejasne, niewytłumaczalne, trudne do rozwiązania.

A wiecie, że w Czechach nie mówi się „czeski film”, tylko „hiszpańska wioska” (španelská vesnice)? Wzięło się to stąd, że kiedy w pierwszej połowie XVI wieku pochodzący z Hiszpanii Ferdynand I Habsburski został królem Czech, wprowadzono różne dziwne zwyczaje dworskie, trudne do pojęcia w Pradze. A z nimi kojarzono wszelki nieporządek. Niemcy zaś też używają do niejasności wioski, tyle że jest to... „czeska wioska” (böhmisches Dorf).

Co do „czeskiego filmu”, swoje źródło ma to powiedzenie w tytule wojennej crazy komedii „Nikt nic nie wie” (nikdo nic nevi) z 1948 roku, która była wyświetlana w polskich kinach. Komedia pomyłek o tym, jak sąsiad chce pomóc sąsiadce i nieoczekiwanie dla siebie zabija esesmana. Niestety, film jest tak zmontowany, że – jak napisał recenzent – montaż dzieła wymyka się rozumowi.

W latach 60. do Polski zaczęły nadchodzić awangardowe filmy czechosłowackiej Nowej Fali i wiele z nich wymagało od widza inteligencji, wyczucia ironii i formy. „Intymne oświetlenie”, „O uroczystości i gościach” czy „Stokrotki” nie były oczekiwanymi czeskimi komediami w stylu „Homolków”. Przy tej okazji komuś skojarzyło się więc, że przecież czeski film to nikt nic nie wie…

A czeski film jest tak naprawdę pojęciem poważnym i zjawiskiem w świecie cenionym. Dlatego zawsze chciałem napisać do „Dużego Formatu” opowieść o sławnej czechosłowackiej, a potem czeskiej wytwórni filmowej Barrandov. Ale dziś mnie ubiegł Łukasz Grzesiczak.

Mariusz Szczygieł

Piszcie: listy@wyborcza.pl