O tym, że w wyspiarskim paraolimpizmie dzieje się źle, wiadomo od dawna. „Guardian” kilka miesięcy temu ujawnił maile działaczy lekkoatletycznych, którzy przynajmniej od dwóch lat podejrzewali, że niektórzy sportowcy robią wszystko, by wystartować tam, gdzie mają największe szanse na medal. Niepełnosprawni są bowiem podzieleni na klasy, w biegu na 100 m na paraigrzyskach do rozdania jest 16 kompletów medali wśród mężczyzn i 14 wśród kobiet. Oddzielnie startują mający kłopoty ze wzrokiem (trzy kategorie), po amputacjach (pięć), z porażeniem mózgowym (siedem) itd. – Generalnym problemem jest znalezienie optymalnego systemu klasyfikacji zawodników pozwalającego na obiektywną weryfikację. W związku z tym, że sposoby oceny nie są do końca obiektywne, sportowcy oszukują. Manipulują tak, by byli jak najbardziej niepełnosprawni. Albo inaczej: ci bardziej sprawni chcą się dostać do grupy mniej sprawnych i zwiększyć szanse na medale – tłumaczy prof. AWF Bartosz Molik z komisji klasyfikacyjnej Międzynarodowej Federacji Koszykówki na Wózkach.

Ustalenia „Guardiana” potwierdziła tuż przed igrzyskami w Rio Bethany Woodward, która zrezygnowała ze stypendium i wycofała się z reprezentacji. – Nie mogę już rywalizować jak kiedyś, bo obok startują zawodniczki, których nie można do mnie porównać pod względem stopnia niepełnosprawności – mówiła 23-letnia biegaczka, która w Londynie zdobyła srebro w sprincie na 200 m w kategorii T37 – dla zawodniczek z porażeniem mózgowym. Później Woodward oddała brąz zdobyty w sztafecie 4x100 m, bo uznała, że jedna z jej koleżanek „dawała drużynie niesprawiedliwą przewagę”. – Tu nie chodzi o rekordy świata i złote medale. Sport paraolimpijski ma mobilizować niepełnosprawnych do wysiłku – tłumaczyła Woodward.

Ojciec innej paraolimpijki Michael Breen mówił, że w oszustwach pomagają ludzie, którzy kwalifikują sportowców do danej klasy, by „zwiększyć szanse Wielkiej Brytanii na medal”. – Oceny dokonują komisje narodowe i ponadnarodowe. Każda dyscyplina ma własny podział i system klasyfikacji. Dla przykładu: w koszykówce na wózkach zawodnicy są klasyfikowani od 1 do 4,5 pkt. „1” oznacza najmniej sprawnego funkcjonalnie, „4,5” – najbardziej. W różnych dyscyplinach istnieją jednak różne systemy i metody. W lekkoatletyce i pływaniu wykorzystywana jest klasyfikacja medyczna, dokonywana przez lekarzy. W koszykówce – klasyfikacja funkcjonalna, w której decydują fizjoterapeuci. Ale zdarza się też, że o podziale decydują po prostu byli zawodnicy. Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski (IPC) promuje tzw. klasyfikację opartą na dowodach naukowych. Tylko co z tego, że znajdziemy optymalny podział na klasy, jeśli problemem pozostanie wymyślenie kryterium, które nie pozwoli na oszustwa. Pacjent zawsze będzie w stanie oszukać lekarza. Zawsze – mówi Molik.

BBC po rozmowach z zawodnikami i ich rodzicami, trenerami, członkami komisji klasyfikacyjnych ujawniło metody oszustw. Pływacy z porażeniem mózgowym przesiadują w lodowatej wodzie, by zwiększyć spastyczność, ci po amputacjach przechodzą kolejne operacje, bo dalsze skrócenie kończyny pozwoli im startować w innej klasie. Inni obwiązują ramię na kilka dni, zdejmują bandaże tuż przed spotkaniem z komisją klasyfikacyjną i nie są w stanie wyprostować ręki. A do konkurencji na wózkach zgłaszają się zawodnicy, którzy na co dzień z nich nie korzystają. – W tych oszustwach chodzi o to samo, o co w dopingu – o unikanie rywalizacji fair play – mówi Molik. Przepytywany przez BBC Peter Eriksson, szef brytyjskiej reprezentacji paraolimpijskiej w Londynie, też porównuje te oszustwa do dopingu. I twierdzi, że z jednej strony kary za oszustwa powinny być równie surowe jak za przyjmowanie niedozwolonych środków, a z drugiej – że za klasyfikacje na wzór Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) powinna odpowiadać niezależna organizacja. – Problem w tym, że już teraz jeśli oszustwo zostanie udowodnione, IPC może zdyskwalifikować sportowca na dwa lata. Druga wpadka oznacza karę dożywotnią. Ale o dowody jest bardzo trudno, do dziś nigdy z tych przepisów nie skorzystano – kończy Molik.