Można zapomnieć, gdzie się odłożyło okulary, który dzisiaj dzień tygodnia albo jak się nazywa tamta aktorka z tamtego filmu z przedwczoraj. Ale nie można zapomnieć tamtej chwili sprzed kilkunastu, a czasem kilkudziesięciu lat: „Nie zapomnę, kiedy odebrałam jedno z wypracowań ocenione na czwórkę z plusem i uwagą – »dobra robota«”, „Nie zapomnę klasówki, na której należało wypowiedzieć się na temat ukraińskich czarnoziemów, podpierając się fragmentami »Sonetów krymskich«”, „Nigdy nie zapomnę, jak potrafiła wybiec z klasy sprinterskim krokiem, gdy usłyszała, że jeden z uczniów zasłabł na korytarzu”, „Nigdy nie zapomnę tego, jak on słucha – przytakuje, dopytuje, doradza”, „Nigdy nie zapomnę jej spojrzenia” – to tylko kilka fraz z prac konkursowych nadesłanych na tegoroczną Akademię Opowieści.

Kim ty jesteś? Tylko nauczycielką!

A jednak nie od razu sobie o nich przypomnieliśmy. Także w redakcji. Podczas pierwszej edycji Akademii Opowieści poprosiliśmy o nadsyłanie historii o najważniejszym człowieku w Waszym życiu, a w ubiegłym roku z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości nadsyłaliście do nas sylwetki ludzi, których bohaterstwo było widać w codziennej pracy dla innych. Wydawało się nam, że pytamy o inne osoby, a jednak często zdarzało się, że odpowiedź padała ta sama: nauczyciel(ka). Dlatego tym razem Akademia Opowieści przebiegła pod hasłem „Nauczyciel na całe życie”. Dostaliśmy od Was ponad 500 opowieści. Niełatwo było wybrać najlepsze. Te napisane z finezją czy te, po których trzeba mocno ścisnąć powieki, by nie załkać przy biurku, gdy inni obok energicznie stukają w klawiatury?

Ale zapomnieliśmy o nauczycielach także poza redakcją. Zrobiliśmy to my, wszyscy. Oto fragment pewnego programu wyborczego: „Szkoły i uczelnie mają być miejscem nauki i wychowania, a nie frontem ideologicznym, na terenie szkoły niedopuszczalny jest wszelki przymus czy nacisk ideologiczny (...). Szkoły mają prawo do eksperymentów pedagogicznych, a młodzież do zrzeszania się według swych potrzeb i preferencji. Domagamy się poprawy sytuacji finansowej szkół i uczelni, środków na wyposażenie dydaktyczne i nowe budynki, podniesienie uposażenia nauczycieli”.

Wszystko pięknie, ale to program Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” z 1989 r. A przecież można byłoby to zdanie wydrukować teraz na ulotce wyborczej i próbować wygrać tym postulatem niedzielne głosowanie. Przez tyle lat tyle rzeczy być ważniejszych: i tych realnych, i tych urojonych. Dla jednych budowa autostrad, dla drugich przegnanie potwora gender.

W jednej z nadesłanych prac córka nauczycielki wspomniała: „Za czasów mojego dzieciństwa, tak jak i teraz, zawód nauczyciela nie był wystarczająco doceniany społecznie i jako nastolatka tym przesiąkałam. Ze wstydem przypominam sobie, że jako gówniara wykrzykiwałam mojej mamie w twarz bolesne słowa: Kim ty jesteś? Tylko nauczycielką! Wtedy wydawało mi się, że to tylko nisko płatny i niewychwalany przez zbuntowanych rówieśników zawód, który niewiele znaczy”.

Coś poszło nie tak. Wiemy to wszyscy bez względu na niedzielne decyzje. Jedną z tych spraw, które nas łączą mocniej niż to, co nas podzieli przy urnach, jest właśnie szkoła.

Najważniejsze jest niewidoczne dla Excela

Pod koniec sierpnia w siedzibie Związku Nauczycielstwa Polskiego została zorganizowana debata z udziałem przedstawicieli i przedstawicielek organizacji nauczycielskich, naukowych, rodzicielskich, pozarządowych i samorządowych. Debata zakończyła się podpisaniem deklaracji „Szkoła, jakiej chcemy”. To szkoła opisana w dziesięciu punktach:

  •  szkoła kompetencji kluczowych,
  •  szkoła współpracy, a nie rywalizacji,
  •  szkoła projektów, badań i debat,
  •  szkoła obywatelska,
  •  szkoła, która decyduje o sobie,
  • szkoła równych szans,
  •  szkoła, która wspiera uczniów i dba o dobre relacje,
  •  szkoła dobrze finansowana,
  •  szkoła nauczycieli profesjonalistów,
  •  szkoła bez polityki.

Po pracach, które nadesłaliście, widać, że również takiej szkoły potrzebujecie. Najważniejszy spośród tych punktów okazuje się kontakt z drugim człowiekiem. Bo szkoła to coś więcej niż zakład pracy. To coś więcej niż realizacja programów i nauka takiej czy innej formułki. Najważniejsze jest niewidoczne dla Excela: „Szkoła to nie są reformy i deformy, przeładowane programy nauczania, sztywne regulaminy, nie zawsze mądre przepisy oświatowe i rozporządzenia dyrektora. Szkoła to relacje. Ludzie z ich schematycznym myśleniem i z ich dziwnymi, czasem genialnymi pomysłami. Czyjeś inspirujące pasje i sukcesy, czyjeś doświadczenie żałoby i wychodzenia z kryzysów. Zmienne nastroje, ktoś oddany idei, ktoś zniechęcony”. Ot, zwykłe życie.

Bo życie klasy to życie społeczne w miniaturze i druga rodzina. Nauka życia ze sobą, gdy koleżanka jest lesbijką, a kolega ma inny kolor skóry niż reszta łobuzów z podwórka. Po takiej lekcji trudniej będzie nastawić nas przeciwko sobie.

Na konkurs wpłynęła praca o klasie dla emigrantów w Newtown High School na nowojorskim Queensie. Był to „zwykły państwowy moloch”, ale przez pierwszy rok tymi dziećmi z Polski, Dominikany czy Jugosławii zajmował się pan Jones, który nie okazywał przybyłym, że są tylko gośćmi, że mają mniejsze szanse niż Amerykanie i w ogóle żeby wracali do siebie. Przeciwnie. To on nauczył te dzieciaki, że nie ma ludzi „gorszego sortu”: „Że każdy z nas może stać się uchodźcą w każdej chwili i że każdemu z nas należy się szacunek, ale też, że my jesteśmy winni szacunek innym. Po roku byliśmy gotowi, by w drugiej klasie liceum spotkać się z »prawdziwymi« Amerykanami i uczyć się z nimi po angielsku, na równych zasadach. Ale ważniejsze było to, że nie czuliśmy się już gorsi. Jeśli on, angielski arystokrata o królewskim akcencie, uważał nas za partnerów i traktował z szacunkiem, wiedzieliśmy, że jesteśmy tego warci”. Czy mały Sasza ze Lwowa albo Nadia z Kijowa będą tak wspominać pierwszy rok nauki w polskiej szkole? Chciałbym. O wiele bardziej niż tego, czy któreś z nich dowie się, czy jest, czy nie jest banderowcem.

Albo historia o Izabeli Paszkowskiej, polonistce ze Szkoły Podstawowej nr 10 w Gliwicach. W „Małym Gościu Niedzielnym” odpisywała na listy dzieci i młodzieży, a wcześniej uczyła religii i prowadziła kółko teatralne. Autorka opowieści mimo braku wiary zaczęła uczęszczać na katechezę tylko po, by mieć z nią większy kontakt, rozmawiać z nią i słuchać, co ma do powiedzenia. Nauczycielka nie wykorzystała tej sytuacji. „Magda, ty nie musisz chodzić na religię. Ja i tak cię lubię” – powiedziała, gdy zorientowała się w sytuacji.

Możecie jeszcze zdążyć

Historia o Izabeli Paszkowskiej kończy się tak jak wiele nadesłanych tekstów – pogrzebem. Bo nieoczekiwanie Akademia Opowieści okazała się też konkursem o umieraniu i zmaganiu się z nim. Różnica wieku sprawia, że nasi nauczyciele umierają przed nami. Nie zawsze zdążymy powiedzieć im, ile im zawdzięczamy. Wbrew temu, co sobie myślimy, oni nie zawsze przeczuwają, ile dla nas zrobili: „Kilka lat temu spotkałam jej córkę. Też matematyczkę. Wspominałam lekcje z jej mamą, powiedziałam, że była najlepszym nauczycielem i wychowawcą, jakiego miałam. Córka się wzruszyła, powiedziała, że mama ucieszyłaby się, gdyby mogła to usłyszeć. Cierpiała na depresję”.

Akademia Opowieści jest więc hołdem dla nauczycieli. Hołdem, którego nie zdążyliśmy wyrazić w cztery oczy, jak w przypadku tej polonistki: „Najbardziej żal mi nie tego, że nie zdążyłam na pogrzeb (na którym były tłumy), ale że nie zdążyłam Jej powiedzieć, że była Najważniejszą Nauczycielką w moim życiu. Mam nadzieję, że jednak w jakiś sposób się o tym dowiedziała. Na pewno w dużym stopniu mnie ukształtowała. Chybaby się ucieszyła, gdyby wiedziała, że jestem redaktorką, i raczej nie byłaby tym zaskoczona. Cóż, może ktoś inny nie czekał tak jak ja i tym spotkaniem po latach sprawił wiele radości swojej pani od polskiego. Nie zwlekajcie. Wy możecie przecież jeszcze zdążyć, prawda?”.

W poniedziałek Dzień Nauczyciela. Idźcie i powiedzcie swoim wychowawcom, ile im zawdzięczacie. A gdy będą się domagać godziwych warunków pracy, walczyć z kalumniami, że są nierobami, a ich praca jest lżejsza od snu, stańcie po ich stronie. Bo chodzi o nich, ale także o nas.

***

Nazwiska laureatów trzeciej edycji Akademii Opowieści opublikujemy 14 października.

Zwycięzcy i zwyciężczynie otrzymają 5556 zł brutto za pierwsze miejsce, 3333 zł brutto za drugie miejsce i 2000 zł brutto za trzecie miejsce. Nagrodzone i wyróżnione prace przeczytacie 16 października w specjalnym dodatku.