AKADEMIA OPOWIEŚCI
Czekamy na wasze opowieści o nauczycielach z podstawówki, liceum, uczelni, ale także o innych ludziach, którzy byli dla Was inspiracją na całe życie.
Regulamin akcji jest dostępny TUTAJ. Teksty najlepiej przysyłać za pośrednictwem naszej FORMATKI. Najciekawsze będą publikowane na łamach ogólnopolskiej „Gazety Wyborczej” oraz w jej wydaniach lokalnych lub w serwisach grupy Wyborcza.pl.

Nadesłane prace wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców.

ZWYCIĘZCY DOSTANĄ NAGRODY PIENIĘŻNE:
za pierwsze miejsce – 5556 zł brutto,
za drugie miejsce – 3333 zł brutto,
za trzecie miejsce – 2000 zł brutto.

***

Wrocław był zawsze mocny teatrem. Festiwale, dobre sceny i dobrzy aktorzy. Ten świat mnie pociągał. Uruchamiał pragnienie, by się z nim zmierzyć i też kiedyś wystąpić przed publicznością.

To nie był jednak plan na przyszłość, ale marzenie, które realizowałem w liceum dzięki polonistce prof. Maryli Wereszczak-Libickiej.

Elegancka, uśmiechnięta, atrakcyjna. Blond włosy upięte w kok. Nienaganna polszczyzna. Poprawiała nas nawet na korytarzu, gdy słyszała, że mówimy nie tak, jak trzeba.

W IX LO we Wrocławiu prowadziła klasę teatralną. Wybrałem ją, by spełniać marzenia. Prof. Libicka rozwijała wyobraźnię i wrażliwość. Nasze szkolne życie kręciło się wokół czytania dramatów, prób, spektakli i konkursów teatralnych. Wystawialiśmy teatr klasyczny, uczyliśmy się pantomimy. W jednej ze sztuk grałem boga! Na międzynarodowym konkursie w Paryżu, we wspólnej sztuce młodzieży z różnych europejskich scen - zostałem Atlasem, bohaterem mitologii greckiej.

Prof. Libicka dostrzegała w nas talenty, skupiała się na tym, w czym byliśmy dobrzy, nie koncentrowała się na porażkach.Każdego widziała osobno, miała na niego pomysł. I czas - tyle, ile go potrzebowaliśmy.

To pani profesor zaszczepiła we mnie miłość do książek. Miała własny program, zamiast kanonu - Prusa, Sienkiewicza i Żeromskiego, czytaliśmy powieści Dostojewskiego i poezję Baudelaire’a. Te lektury - czasem trudne do zdobycia - były dla mnie przełomowe. Przekonała mnie też do pisania. Nigdy nie sądziłem, że mam w sobie taką umiejętność. A jednak polubiłem pisanie recenzji ze spektakli, na które regularnie chodziliśmy z klasą. Całkiem nieźle mi to wychodziło - dostawałem za nie nagrody.

To, jak duże znaczenie odegrała w moim życiu nasza polonistka, uświadomiłem sobie jednak dopiero po latach. Dekadę temu doszedłem do etapu, kiedy poczułem potrzebę stworzenia czegoś dla innych i podzielenia się tym, co sam otrzymałem od moich nauczycieli i trenerów. Od tych najlepszych doświadczyłem empatii i otwartości. Chcę w ten sam sposób podchodzić do młodych ludzi trenujących sporty walki w ramach działalności Stowarzyszenia MMA Polska. Stwarzam możliwości trenowania dzieciakom z trudnych środowisk. Sport uczy twardości charakteru, dyscypliny, regularności, pokonywania zmęczenia. Dla tych młodych ludzi jest szansą wyjścia na prostą.

A teatr? W trzeciej klasie przestał mnie interesować. Zacząłem myśleć o studiach i postawiłem na ekonomię - dzięki inspiracji taty i brata Maxa. W dorosłym życiu dawna pasja odżyła. Znów ciągnie mnie do teatru. Przedstawienia oglądam z satysfakcją z perspektywy osoby, która zna ten magiczny świat od kulis.

Jak w teatrze czuję się też podczas gal KSW. Te walki to spektakle. Ruch, emocje, światło, muzyka. Jestem u siebie.

Martin Lewandowski - biznesmen, współzałożyciel polskiej federacji Konfrontacja Sztuk Walki (KSW) - największej w Europie oraz jednej z największych organizacji na świecie promujących walki MMA. Od roku 2019 jeden z założycieli Stowarzyszenia MMA Polska, a także inicjator programu społecznego „Młodzi mistrzowie”. Współwłaściciel Agencji Marketingowej „My Land”