Mezo - ur. w 1982 r., jeden z najpopularniejszych polskich raperów, dziennikarz, laureat nagród Eska Music, VIVA Comet i Superjedynka

W podstawówce miałem czerwone paski, ale nie było to jakieś wybitne osiągnięcie. Zapamiętałem słowa wuefisty, który w ósmej klasie nominował mnie do konkursu na „Omnibusa szkoły”. – Masz nie tylko piątki na świadectwie, ale jesteś też wzorem sportowca – uzasadnił. Dla niego nie byłem tylko kujonem pożerającym wiedzę. A sport jest ze mną do dziś – biegam maratony.

Później uczyłem się zdecydowanie gorzej, średnia spadła. Chodziłem do IX LO na Winogradach w Poznaniu. Wiadomo, w liceum materiał był już trudniejszy. Do tego dużo zajęć pozalekcyjnych, które skutecznie odwracały moją uwagę. Grałem w piłkę w Lechu Poznań w zespole juniorów. Poza tym dojrzewała we mnie pasja muzyczna, nagrywałem pierwsze utwory. Zacząłem się więcej uczyć dopiero w czwartej klasie, bo czekał mnie egzamin na studia. Dostałem się tam, gdzie chciałem – na politologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Za moich czasów o miejsce na tym kierunku starało się dziesięć osób! Teraz jest łatwiej.

Opowieść o Katarzynie Wigurskiej, mojej ulubionej nauczycielce, zacznę od końca. Do dziś mamy kontakt i mogę powiedzieć: moja polonistka jest moją kumpelą. Przeszliśmy na ty, widujemy się, odzywamy do siebie w mediach społecznościowych. Przyszła do naszego liceum jako świeżynka, zaraz po studiach. Różnica wieku między nami to tylko jakieś dziesięć lat, dlatego łatwiej nam się dziś kumplować.

A co to jest sacrum?

Oczywiście wtedy relacja była zupełnie inna. Imponowała mi – zawsze fajnie ubrana, niemal jak z filmu „Młodzi gniewni”. To nie była nauczycielka w surduciku, w starym swetrze. Podobała mi się jej pewność siebie. Nie była nauczycielem, który chce szybko zrobić swoje i iść do domu. Akcentowała swoje zdanie, często mówiła coś kontrowersyjnego. Miała to coś, co popychało uczniów, budziło ambicje.

Robiła nam szczegółowe kartkówki z lektur. Bywało tak, że uczciwie przeczytałem, a i tak nie zaliczyłem testu. Bo dostałem pytanie typu: „Jakiego koloru spodnie miał Wokulski, gdy wchodził w pierwszym rozdziale do sklepu?”. Wielu z nas się wściekało. Polonistka musiała robić takie zagrywki, żeby przyłapać osoby czytające tylko streszczenia.

Oczywiście na lekcjach trochę było „starej szkoły”. Przepisywaliśmy jakieś dłuższe treści, aż bolała ręka. Dziś to byłoby bez sensu, są laptopy. Na szczęście wprowadzała ciekawe zadania spoza systemu. Raz do roku każdy musiał wyjść na środek sali i przedstawić dziesięć trudnych słówek, które trzeba było wytłumaczyć klasie. Raz ktoś zaproponował „sacrum”. Co to znaczy? Zgłosiłem się i podałem najprostszą definicję: „To coś świętego”. – Bardzo dobrze, krótko i na temat – odpowiedziała Wigurska. I gdzieś to słowo zostało mi w głowie, bo napisałem później piosenkę o tytule „Sacrum”.

Rymowany dramat

Na lekcjach omawialiśmy Nietzschego. Wtedy jego filozofia mocno weszła mi do głowy. Tak jak on przewartościował ówczesną moralność, tak ja przewartościowałem swoje podejście do niego i dziś widzę „ciemną stronę Nietzschego”. Nie jest to mój ulubiony myśliciel, ale pamiętam, że wtedy na lekcjach robił na mnie wrażenie. Postawiłem na afirmację życia, dążenie do swojego.

Czasem omawialiśmy rymowane dramaty. Raz napisałem wypracowanie wierszem z rymami i podziałem na dialogi, jak w dramatach. Wybrałem taką formę, bo już rapowałem i dobrze czułem się w wierszowaniu. Byłem bardzo dumny, a dostałem tylko czwórkę z plusem.

Pani Kasia była bardzo wymagająca. Na świadectwie maturalnym miałem od niej tróję, to była moja najgorsza ocena. No, może równie słaba jak z fizyki i chemii, ale przecież polski bardzo lubiłem i poświęcałem mu dużo czasu.

Dziś do tej trójki nie przywiązuję już wagi. Mam nadzieję, że Kasia ma satysfakcję, że wychowała rapera, który potrafi pisać teksty, wykazywać się kreatywnością. Myślę, że ta trója byłaby piątką w liceum, w którym polonista ma miękkie serce.

Polonistka tańczy do Backstreet Boys

Przypomina mi się scena ze studniówki. Świetnie bawiła się przy piosenkach Backstreet Boys. – Taka wyrafinowana nauczycielka, obyta z kulturą i sztuką, jara się boysbandem? – dziwiliśmy się. A to była prowokacja. Pogrywała z nami, bo wtedy chcieliśmy być tacy... undergroundowi. A ona się świetnie bawiła przy popularnych kawałkach!

Na maturze, choć nie błysnąłem geniuszem, bo dostałem czwórę, zobaczyłem ludzką twarz pani profesor. Przeciwieństwo nauczycielki kosy, jaką znaliśmy: wyluzowana, łagodna, wręcz pomocna.

Katarzyna Wigurska była gościem na moim pierwszym ślubie (bo w życiu dorobiłem się już dwóch). Mieszka pod Poznaniem, jakieś dwa lata temu przebiegałem na zawodach obok jej domu. Spotkaliśmy się. Byłem na jej czterdziestce.

Życzę swojej córce i wszystkim uczniom takich relacji z nauczycielem. Nie muszą od razu przechodzić na ty, bo dystans i układ mistrz – uczeń też ma zalety. Ważne, żeby nauczycielowi zależało na uczniu, by motywował go do walki o swoje. Gdzieś na mecie można zbudować relacje kumpelskie.

Wspierałem strajk nauczycieli, a w szczególności ją.

Akademia Opowieści: "Nauczyciel na całe życie"

Czekamy na wasze opowieści o nauczycielach z podstawówki, liceum, uczelni, ale także o innych ludziach, którzy byli dla was inspiracją na całe życie.

Regulamin akcji jest dostępny TUTAJ. Teksty najlepiej przysyłać za pośrednictwem naszej FORMATKI. Najciekawsze będą publikowane na łamach ogólnopolskiej „Gazety Wyborczej” oraz w jej wydaniach lokalnych lub w serwisach grupy Wyborcza.pl.

Nadesłane prace wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców.

ZWYCIĘZCY DOSTANĄ NAGRODY PIENIĘŻNE:

za pierwsze miejsce w wysokości 5556 zł brutto,
za drugie miejsce – 3333 zł brutto,
za trzecie miejsce – 2000 zł brutto.