KONKURS AKADEMIA OPOWIEŚCI

Kolejna odsłona Akademii Opowieści. O co chodzi w naszym konkursie?

Weź udział w konkursie, przyślij opowieść, wygraj nagrody! [FORMULARZ]

Sobota 21 marca 1931 r., godzina 14. Z lotniska mokotowskiego startuje niezwykły samolot. To łódź latająca, pierwsza polskiej konstrukcji. Świadkowie zeznają potem, że po tym, jak osiągnęła sto metrów wysokości, amfibia przechyliła się na lewe skrzydło. Być może pilot próbował wrócić na lotnisko, a może to betonowy blok, który został umieszczony na siedzeniu pasażera poluzował się z mocowań i przygniótł siedzącego za sterami Zygmunta Puławskiego. Nie odzyskuje on kontroli nad samolotem. Amfibia roztrzaskuje się na skrzyżowaniu ulic Słupeckiej, Kaliskiej i Sękocińskiej. Dwaj robotnicy, którzy akurat tamtędy przechodzą, zostają poważnie ranni, jeden traci rękę. 

Zygmunt Puławski wydobyty ze szczątków maszyny, umiera podczas transportu do szpitala. Ma zaledwie 29 lat.

Zygmunt PuławskiZygmunt Puławski Wikipedia

- Straciliśmy wtedy doskonale zapowiadającego się konstruktora lotniczego, który specjalizował się w samolotach myśliwskich i to, niestety, dało się w następnych latach odczuć - mówi Jan Hoffmann z Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie.

Naukę zaczynał u Vetterów

Z Francji przywiózł motocykl, który stał potem jeszcze długo w kuchni mieszkania przy Zamojskiej 25 w Lublinie, oraz bezcenne doświadczenie zdobyte w zakładach lotniczych firmy Breguet.

W rodzinie się nie przelewało. Zygmunt miał troje rodzeństwa a ojciec był robotnikiem w fabryce maszyn rolniczych. Młody Puławski ukończył Szkołę Handlową Męską im. A. i J. Vetterów w Lublinie. Uczył się bardzo dobrze, dorabiał korepetycjami. Maturę zdał w 1920 r. Wkrótce rozpoczął studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki Warszawskiej. Już wtedy zdobył pierwsze doświadczenie konstruktorskie. Był współprojektantem szybowca, stworzył też swój pierwszy samolot - dwupłatowy, myśliwski „Skaut”.

W 1925 roku, tuż po ukończeniu studiów, dostaje się na praktykę do Francji. To niezwykle ważne wydarzenie w życiu zawodowym młodego konstruktora.

- W tym czasie Francja uważana była za kraj przodujący w technice lotniczej, a firma Breguet obok niemieckiego Junkersa była z kolei przodującą na świecie firmą, jeżeli chodzi o konstruowanie całkowicie metalowych samolotów z wykorzystaniem aluminium, jak nowego materiału do konstrukcji lotniczych - mówi Hoffman. 

Jak dodaje, Polska była tym typem samolotów bardzo zainteresowana, w firmie Breguet, choć jej konstrukcje były jak na ówczesne warunki bardzo drogie, składaliśmy zamówienia. Zależało nam na tym, by mieć na lotniskach polowych, które nie zawsze były wyposażone w hangary, maszyny odporne na wilgoć - w odróżnieniu od konstrukcji, do budowy których wykorzystywano drewno. Specjaliści tacy jak Puławski mieli francuskie samoloty serwisować. 

Nie miał kwalifikacji oblatywacza

Jednak, kiedy wraca do kraju, jest już po przewrocie majowym. Zmienia się sytuacja polityczna, zmieniają się koncepcje obronne. 

- Nowa ekipa doszła do wniosku, że zamiast zamawiać samoloty za granicą, powinniśmy tworzyć własne konstrukcje, całkowicie metalowe - dodaje Hoffman. 

To dla młodego inżyniera wielka szansa. Pracuje wówczas w Centralnych Zakładach Lotniczych, które właśnie przekształcały się w Państwowe Zakłady Lotnicze.

Z Francji wraca motocyklem, ale nie ma czasu na nim jeździć. Nim rozpocznie pracę w Warszawie,  trafia do wojska. Odbywa przeszkolenie w Szkole Pilotów w Bydgoszczy. Zyskuje uprawnienia pilota wojskowego, ale dobrze latać nie nauczy się nigdy.

„Śmierć Zygmunta nikogo nie zdziwiła - pisze Stanisław Prauss, inny z konstruktorów PZL (cytuje go w swoim tekście Tomasz Stańczyk). - Miał kiepską bardzo opinię jako pilot, a już wyraźnie nie miał kwalifikacji oblatywacza”.   

Skrzydło w kształcie mewy

1929 rok to dla niego czas przełomu. Latem tego roku w powietrze wzbija się PZL P. 1. Konstrukcja niezwykle nowatorska. W samolotach myśliwskich dominują wówczas dwa układy konstrukcyjne - dwupłaty, znane choćby z konstrukcji z I wojny oraz górnopłaty. Puławski decyduje się na to drugie rozwiązanie ze względu na mniejszy opór powietrza i masę.

Dochodzi jednak do wniosku, że skrzydło waży zbyt dużo i wprowadza niezwykłą innowację - skrzydło o charakterystycznym kształcie mewy, z wygięciem, połączone z grzbietem kadłuba, waży mniej niż tradycyjne, ma większą wytrzymałość i znacznie poprawia widoczność z kabiny. Ten typ skrzydła, nazywany „polskim skrzydłem” lub „płatem Puławskiego” będzie potem stosowany z powodzeniem w wielu konstrukcjach lotniczych.

Ale to nie koniec innowacji. PZL P. 1 ma nowatorskie podwozie nożycowe. Amortyzatory ukryte są wewnątrz kadłuba. Golenie podwozia dzięki temu mogą mieć bardziej opływowy kształt, a to z kolei oznacza mniejsze opory i większą prędkość. Samolot wywołuje duże zainteresowanie w świecie lotniczym, o młodym konstruktorze jest coraz głośniej.

W Paryżu wywołał sensację

Ku rozczarowaniu Puławskiego, mimo nowoczesnej konstrukcji, PZL P. 1 nie wchodzi do seryjnej produkcji. Powodem był pragmatyzm. Chodziło o napęd P. 1 miał silnik rzędowy, chłodzony cieczą. W polskim lotnictwie wojskowym zwyciężyła koncepcja wykorzystania w nowych samolotach silników gwiazdowych. Były tańsze w eksploatacji i mniej podatne na uszkodzenia w walce powietrznej.

Puławski swój samolot musi przeprojektować, powstaje PZL P. 6. Również ma charakterystyczny płat, podwozie nożycowe i półskorupową, lekką konstrukcję kadłuba (to kolejna nowość).

Pokazany w 1930 r. na salonie lotniczym w Paryżu, wywołuje sensację. Jest uważany za jedną z najnowocześniejszych konstrukcji myśliwskich swojego czasu. Rozwijany już po śmierci konstruktora P. 7, z mocniejszym silnikiem, trafił do pułków myśliwskich w całym kraju, podobnie jak kolejny model P. 11, który stał się jednym z symboli września 1939. Mimo że wówczas mocno już odstawał ze względu na prędkość od samolotów niemieckich, był maszyną bardzo zwrotną i skuteczną bronią w rękach polskich pilotów.

- To niezwykle utalentowany inżynier - mówi o Puławskim Hoffman. - Ale te wszystkie pomysły konstrukcyjne nie wzięły się z kosmosu. To efekt ciężkiej pracy i drobiazgowej analizy. Tego, że podczas praktyk we Francji nie zmarnował czasu w kawiarniach, tylko chłonął tamtejszą wiedzę. 

Lot prywatny

Nie jest do końca jasne, dlaczego zdecydował się na budowę wodnosamolotu. Był to jego projekt prywatny, który wykonywał w czasie wolnym. Tomasz Stańczyk pisze, że Puławski chciał mieć amfibię, by móc nią latać do Kazimierza Dolnego nad Wisłą. W okolicy nie było lotniska, konstruktor chciał więc mieć możliwość lądowania na rzece.

W Kazimierzu bywała często Hanna Henneberg, malarka, pilotka i sympatia Zygmunta Puławskiego. Malowała miejscowe pejzaże.

Na prototypowy lot 21 marca 1931 r. konstruktor nie miał zgody dyrekcji zakładów, nie był też ubezpieczony. Chciał koniecznie polecieć sam, jako balast zabrał betonowy blok, który miał udawać pasażera.

Korzystałem m.in. z tekstów Tomasza Stańczyka „Ostatni lot Puławskiego”, pamieć.pl oraz Mirosława Gajewskiego, „Polski Płat - historia konstruktora z Lublina”, teatrnn.pl

Akademia Opowieści

Konkurs dla czytelników. Nieznani bohaterowie naszej niepodległości

Historia Polski to nie tylko dzieje wielkich bitew i przelanej krwi. To również codzienny wysiłek zwykłych ludzi, którzy nie zginęli na wojnie. Każdy w polskiej rodzinie, wsi, miasteczku i mieście ma takiego bohatera: babcię, dziadka, nauczyciela, przyszywanego wujka, sąsiada. Jednych znaliśmy osobiście, innych - ze słyszenia. Opowiada się o nich anegdoty, wspomina ich z podziwem i sympatią.

Byli prawnikami, konstruktorami, nauczycielami, bywało też, że nie mieli żadnego zawodu. Uczyli, leczyli, tworzyli, wychowywali dzieci, budowali, projektowali. Dzięki nim mamy szkoły, biblioteki na wsi, związki zawodowe, gazety, wiersze, fabryki. Dawali innym ludziom przykład wolności, odwagi, pracowitości.

Napiszcie o nich. Stworzymy wielką prywatną historię ostatnich stu lat Polski.

Na wspomnienia o nieznanych bohaterach o objętości nie większej niż 8 tys. znaków (ze spacjami) czekamy do 30 września. Można je przysyłać za pośrednictwem naszej strony internetowej.

Najciekawsze teksty będą sukcesywnie publikowane na łamach „Gazety Wyborczej” lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl. Nadesłane wspomnienia wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców oraz 80 osób wyróżnionych rocznymi prenumeratami Wyborcza.pl. Laureatów ogłosimy 5 listopada 2018 r. 

Zwycięzcom przyznane zostaną nagrody pieniężne:

* za pierwsze miejsce w wysokości 5556 zł brutto,
* za drugie miejsce w wysokości 3333 zł brutto,
* za trzecie miejsce w wysokości 2000 zł brutto.