KONKURS AKADEMIA OPOWIEŚCI

Kolejna odsłona Akademii Opowieści. O co chodzi w naszym konkursie?

Zapoznaj się z REGULAMINEM

Weź udział w konkursie, przyślij opowieść, wygraj nagrody! [FORMULARZ]

Dla Krzysztofa

W lipcu ubiegłego roku usłyszałam historię o dawnym wiceprezesie sądu w Gdyni, którą opowiedział mi niedawny wiceprezes tego samego sądu. Życie bywa przewrotne. Pomyślałam, że na sztandarach przydałby się ktoś taki jak on: Leon Najman Mirza Kryczyński – muzułmanin i polski patriota. Poplecznik Piłsudskiego i owładnięty ideą ocalenia przed zapomnieniem historii polskich Tatarów historyk i archiwista. Ale to nie jest dobry początek.

Może ten będzie lepszy. Wszystko zaczęło się od zdjęć, które wykonał Waldemar Engler, fotograf z Wejherowa. Zdjęcia te nie powinny być oglądane, a z drugiej strony może wszyscy powinni je zobaczyć. Widać na nich moment egzekucji w Puszczy Darżlubskiej, w Piaśnicy, niedaleko Wejherowa. A na następnych stos ciał. Wśród nich sędziego Kryczyńskiego. Źródła wskazują, że Engler był nazistą i czynnym uczestnikiem mordów, nie tylko ich dokumentalistą. Fotograf należał do Wehrmachtu, zostało po nim zdjęcie w mundurze, a po wojnie został skazany na śmierć; lub jak twierdzą inne źródła, został osądzony i po odbyciu kary więzienia w latach 50. wyjechał do RFN. Na forach zaś anonimowi internauci piszą, „że babcia im mówiła, że Engler robił zdjęcia pod przymusem, a sam ukrywał ludzi u siebie, w tym Żydów, a jego żona była Żydówką”. Może. Nigdy się nie dowiemy, tak samo jak tego, czy był ostatnią osobą, która spojrzała na żywego Leona Kryczyńskiego.

Czytelniczka "Tygodnika Powszechnego" pisze: „Pewnie dlatego, że w Polsce Tatarzy stosują się do prawa państwowego, a nie szariatu. Państwu polskiemu służyli bez zarzutu. Dodam, że brat cioteczny mojego ojca Leon Kryczyński został rozstrzelany przez Niemców w jednej z pierwszych masowych egzekucji polskiej inteligencji. Jako sędzia sądu powiatowego w Gdyni wydawał wyroki w procesach hitlerowskich agentów i bojówkarzy.”

Urodził się w Wilnie w 1887 r. i tam dorastał. Ród Leona Kryczyńskiego wywodził się ze Złotej Ordy, choć tradycja rodzinna podawała, że pochodzili od Kowrata, tatarskiego kniazia, który walczył u boku księcia Witolda przeciwko Krzyżakom pod Grunwaldem, i od tamtej pory ich ród wiernie służył Rzeczypospolitej. Sam Leon pisał: „Polska to dla Tatarów nowa ojczyzna”.

***

Niełatwo jest iść śladami sędziego Kryczyńskiego, bo choć można znaleźć go w Wikipedii, daje ona suchy spis jego osiągnięć i odznaczeń. Ja chciałabym wiedzieć, dlaczego nigdy się nie ożenił. Nie ma w jego biografii kobiet i dzieci, birbanckiego uroku międzywojnia. Jest tylko on, jego ukochany starszy brat, który - jak wnioskuję z ich paralelnych biografii - był dla niego wzorem, oraz rosnące z roku na rok archiwum. Puchnące wręcz od jego pracy i uwagi. Było ważniejsze niż sąd, ważniejsze niż jakakolwiek działalność polityczna, od której nie stronił,  i charytatywna. Archiwum było jego życiem. Czy to dlatego nie założył rodziny i linia jego przodków, sięgająca aż Złotej Ordy, zniknęła wraz z nim? Gimnazjum i studia prawnicze odbył w Petersburgu i już tam kiełkowała jego obsesja: archiwizacji i ocalenia. Jako nastoletni chłopiec założył nielegalne koło Akademików Muzułmanów Polskich i zachęcał swoich kolegów do dzielenia się z nim wszystkimi zabytkami kultury tatarskiej, które posiadały ich rodziny, a zwłaszcza źródłami pisanymi, które zbierał i opracowywał. Rok po studiach, kiedy znalazł się w Warszawie, założył Stowarzyszenie Pomocy Biednym Muzułmanom i był jego sekretarzem.

Gdy w bólach zaczęło rozpadać się Cesarstwo Rosyjskie, a rodziła Druga Rzeczypospolita nie wahał się. Wraz z bratem chcieli odbudować Polskę i popierali ruchy narodowowyzwoleńcze Tatarów pod polskim protektoratem, o który wnosili w Lidze Narodów. Walczyli o wolność Krymu i Azerbejdżanu, w rządach tych państw, które szybko zdmuchnął wiatr historii, Leon pełnił funkcję dyrektora kancelarii, a Olgierd – prokuratora i wiceministra sprawiedliwości. Angażując się w te działania, bracia Kryczyńscy podpisali na siebie odroczone wyroki śmierci. Lecz mimo pracy patriotycznej, pomocy biednym, nieustającej konspiracji i ucieczek napędzała go jakaś inna siła. Z Wilna do Petersburga, z Petersburga do Warszawy, z Warszawy na Krym, stamtąd do Azerbejdżanu, z Azerbejdżanu znów do Wilna, z Wilna do Zamościa, z Zamościa zaś do Gdyni. Z Gdyni zaś do Puszczy Darżlubskiej, do lasów Piaśnicy. Wszędzie, gdzie zmierzał, tam zmierzało jego archiwum. Tylko człowiek archiwizujący zrozumie człowieka archiwizującego. Wszędzie gdzie był on – było ono. W efemerycznej republice Krymu, która nie przetrwała nawet roku, zdążył przygotować do druku, opracować i wydrukować dokumenty dotyczące Tatarów Krymskich. Gdy nadeszła czerwona wielka armia, powrócił do Wilna i otworzył tam Muzeum Tatarskie, którego został kustoszem. Jak silne musiało być w nim to pragnienie ocalenia, że wykonywał latami żmudną robotę, którą wykonywać chcą nieliczni – zbierać źródła i pielęgnować je, z postrzępionych skrawków i pozostałości budować całe światy, odtwarzać to, co już zniknęło, wywodzić to, co dopiero nastąpi. Kryczyński w tej pracy nie ustawał nigdy. Nie on jeden w XX-leciu myślał: a więc wreszcie mamy swój kraj, zbierzmy więc wszystko, co mamy, odtwórzmy naszą historię i pchnijmy ją w przyszłość. Już nam nikt tego nie odbierze, bo wreszcie jest Polska.

***

Na zdjęciu wygląda groźnie i elegancko zarazem, wygląda na prawnika, jest sędzią i służy wymiarowi sprawiedliwości do samego końca. 11 lat pracował jako sędzia w Wilnie, tam rozbudowywał swoje archiwum oraz zajmował się kustoszowaniem w muzeum i pomocą biednym. Widzę go, eleganckiego pana w monoklu, który pomaga miejskiej biedocie, lumpenproletariatowi, nowemu człowiekowi, który pojawił się wraz z rozwojem miast. Krążył między nimi, doglądając wydawania posiłków, a przy okazji pytał, czy w rodzinach nie zachowały się stare książki albo zeszyty, bo on je zbiera.

Kiedy po dekadzie został przypisany do pracy sędziego w Zamościu, zostawił wszystko – oprócz swoich zbiorów - i kontynuował swoją pracę w tym mieście. W 1931 r. zaczął organizować Tatarskie Archiwum Narodowe - ukoronowanie swojego snu, swojej obsesji. Zaczął wydawać „Rocznik Tatarski” i zapraszał do udziału w tym przedsięwzięciu wszystkich znanych sobie pasjonatów historii Tatarów Polskich. W Zamościu doprowadził do końca bibliografię Tatarów Polskich (liczącą prawie dwa tysiące pozycji) i tam ją wydał, a po trzech latach otrzymał nominację na wiceprezesa sądu w Gdyni. I znów przenosiny, pośpiech pakowania całego życia. Najważniejsze było zabrać ze sobą zbiory i redakcję „Rocznika Tatarskiego”, który tworzył wraz z Olgierdem i swoim kuzynem Stanisławem Kryczyńskim. Jego ostatnim adresem była ulica Świętojańska 44 w Gdyni. To dobry adres, w samym sercu miasta.

IV tom „Rocznika Tatarskiego” znajdował się we wrześniu 1939 r. w drukarni, kiedy sędzia Kryczyński został aresztowany przez Gestapo na podstawie list inteligencji antyfaszystowskiej sporządzony przez paramilitarny Selbstschutz. Wypuszczony nie próbował uciekać, choć może jeszcze mógłby. Żył w państwie prawa, może myślał, że prawo go obroni. Wypuszczony, próbował ratować swoje zbiory, archiwum, bibliografię, wszystkie zapiski, całą pracę, którą wykonał od 1911 r., odkąd był studentem ostatniego roku prawa w Petersburgu. Sędziego aresztowano ponownie i już nigdy nie wrócił. Gros mordów w Piaśnicy odbyło się 11 listopada i wybór tej daty nie był przypadkowy. Akcja „Inteligencja” miała zmieść elitę dopiero co okrzepłego państwa. Ofiarami ludobójstwa dokonanego w lasach piaśnickich padło ok. 12 tysięcy osób, inteligencji z Pomorza. Zbiory sędziego zaginęły, a rok później zamęczony przez NKWD zginął jego starszy brat. Pisał: „Tatarzy, ciekawy to odłam ludu w Polsce. Odbił on na sobie wszystkie pierwiastki kultury polskiej, przesiąkając nimi na wskroś przy postradaniu nawet języka praojców znad Wołgi, Krymu. Lecz z drugiej strony wywarli też Tatarzy swoje wpływy na ludność polską. Dziś Tatarzy polscy mówią z dumą o tym, że państwo polskie może w każdej chwili liczyć na nich”. Na niego i jego brata Olgierda mogło.

Konkurs dla Czytelników - napisz opowieść i wygraj 5 tys. zł!
Akademia Opowieści. „Nieznani bohaterowie naszej niepodległości”

Historia Polski to nie tylko bitwy i przelana krew. To również wielki codzienny wysiłek zwykłych ludzi. Mieli marzenia i energię, dzięki której zmieniali świat. Pod okupacją, zaborami, w czasach komunizmu, dzisiaj – zawsze byli wolni.

Każdy w polskiej rodzinie ma takiego bohatera: babcię, wujka, sąsiada. Uczyli, leczyli, budowali, projektowali. Dzięki nim mamy szkoły, bibliotekę na wsi, związki zawodowe, gazety, wiersze, fabryki. Dawali innym ludziom przykład wolności, odwagi i pracowitości.

Bez nieznanych bohaterów – kobiet i mężczyzn – nie byłoby niepodległej Polski. Dzięki nim przetrwaliśmy.

Napiszcie o nich. Tak stworzymy pierwszą wielką prywatną historię ostatnich stu lat Polski. Opowieści zamiast pomników.

Na wspomnienia o nieznanych bohaterach naszej niepodległości na nie więcej niż 8 tys. znaków (ze spacjami) czekamy do 30 września 2018 r. Można je przysyłać za pośrednictwem formatki dostępnej na stronie internetowej.

Najciekawsze teksty będą publikowane na łamach „Gazety Wyborczej” (w tym jej dodatków, np. „Ale Historia”; „Magazyn Świąteczny”, „Duży Format” oraz lokalnych) lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl.

Nadesłane wspomnienia wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców oraz 80 wyróżnień.

Zwycięzcom przyznane zostaną nagrody pieniężne:

za I miejsce – 5556 zł brutto;
za II miejsce – 3333 zł brutto;
za III miejsce – 2000 zł brutto.

Osoby wyróżnione dostaną roczne prenumeraty Wyborcza.pl.

Laureatów ogłosimy 5 listopada 2018 r.