KONKURS AKADEMIA OPOWIEŚCI

Kolejna odsłona Akademii Opowieści. O co chodzi w naszym konkursie?

Zapoznaj się z REGULAMINEM

Weź udział w konkursie, przyślij opowieść, wygraj nagrody! [FORMULARZ]

Pani Anna Kobel urodziła się w Łoszniowie niedaleko Tarnopola w 1938 r. Była wychowywana w duchu patriotycznym w bardzo kochającej się rodzinie. Jak sama wspomniała, miała cudownych rodziców. W 1947 r. razem z rodziną przeniosła się na Dolny Śląsk do Strzelina. Kiedy miała siedem lat, była wydana uroczysta gala na cześć rewolucji październikowej, w której pani Anna brała udział. Na tejże gali padło pytanie, czy ktoś z obecnych powie jakiś wiersz bądź coś zaprezentuje. Nasza bohaterka zgłosiła się na ochotnika. Powiedziała pewną fraszkę, która nie spodobała się opiekunom, ponieważ były w niej treści przeciw Stalinowi. Została zabrana ze sceny i pytano ją, skąd zna takie fraszki. Próbowano ją jakoś przekonać, proponowano czekoladę, jednak pani Anna odpowiadała, że nie wie. W pewnym momencie jeden z obecnych tam mężczyzn zdenerwował się i ją uderzył. Bardzo płakała. Wtedy postanowiła sobie, że w przyszłości założy związek przeciwko złym ludziom.

***

Gdy była nastolatką, bardzo lubiła teatr. Wraz z przyjaciółmi odgrywała różne spektakle w swoim domu. Część jej rodziny została wywieziona na Syberię. Była także reżyserem, pisała teksty na temat umiłowania ojczyzny, rodziny itp. Kierownik szkoły, w której się uczyła, w pewnym momencie powiedział jej ojcu, żeby lepiej została fryzjerką lub manikiurzystką, bo inaczej to ona Polskę wykończy, ponieważ za dużo występowała przeciw Stalinowi.

Gdy miała 18 lat, została matką i skończyła technikum ekonomiczne we Wrocławiu. Tak naprawdę nie chciała zostać ekonomistą, ale jej ojciec powiedział, że nieważnie, w jakim ustroju, ten zawód zawsze będzie potrzebny. Miała praktyki w gminie w Strzelinie. W swoim życiu spotkała różnych ludzi. Wymyślali na nią, że jest wrogiem państwa socjalistycznego, przesłuchiwali ją. Jednak ona się nie poddała. Po maturze poszła na studia nauczycielskie, ponieważ chciała mieć do czynienia z dziećmi i młodzieżą. Potem studiowała filologię polską na uniwersytecie. Zawsze miała bardzo dobre wyniki w nauce. Chciała wiedzieć jak najwięcej, była bardzo dociekliwa, interesowało ją, dlaczego w Polsce jest tak, jak jest. Pytała innych ludzi, co myślą na ten temat. Na uniwersytecie odżyła, bo spotkała wspaniałych ludzi. Później zaczęła uczyć języka polskiego w szkole podstawowej od 6 do 8 klasy. Następnie uczyła w technikum rolniczym w Ludowie Polskim.

Kontynuowała swoje zamiłowanie do pisania wierszy. Swoim wychowankom dawała tematy związane z patriotyzmem, chciała ich chować tak, jak ona sama była chowana w myśl słów „Bóg, honor, ojczyzna”. Kochała i wciąż kocha młodzież, była dla niej jak przyjaciółka, ale bardzo szanowana, pomagała jej w każdej sytuacji: finansowej czy rodzinnej. Teraz z upływem czasu wie, że dobrze robiła, że dobrze obrała kierunek swojego myślenia i postępowania. Wykształciła ogromną liczbę młodych ludzi, którzy teraz są szanowanymi lekarzami, profesorami, kapłanami. Zabierała dzieci do teatru, filharmonii, opery, na wycieczki do Krakowa, Warszawy, ponieważ chciała pielęgnować w nich zamiłowanie do kultury, kochała dzieci, a jej klasa była dla niej jak jej własne dzieci. Udzielała korepetycji maturzystom, ale nie brała za to żadnych opłat, ponieważ dla niej był to zaszczyt, że mogła pomóc.

W latach 1984-85 spisała tomik wierszy. Rano dniu swoich imienin, 26 lipca, została zabrana na przesłuchanie właśnie z powodu swojej twórczości, która nie była mile widziana w oczach władzy.

Była bita bardzo dotkliwie, miała uszkodzone ręce, głowę, kręgosłup. Kiedy przypomina sobie o tym zajściu, do tej pory czuje ból. Nie poszła do więzienia, natomiast spędziła długi czas w szpitalu.

Dochodziła do siebie, najpierw leżała na łóżku, często traciła przytomność, jeździła na wózku, a potem znowu zaczynała chodzić.

***

W 1979 r. córka pani Anny, Małgorzata, urodziła syna Krzysia, pięknego chłopca. Niemowlak musiał zostać zaszczepiony przeciwko chorobie Heinego-Medina, dużo dzieci po tej szczepionce zmarło. Potem się zaczęło. W ciągu dwóch tygodni chłopiec zaczął bardzo cierpieć, „powykręcało” mu kończyny i okazało się, że ma wirusa, który dostał się do mózgu i rdzenia kręgowego. Rodzina pani Anny planowała wyjazd do Filadelfii w celu leczenia chłopca, jednak nie doszedł on do skutku ze względu na to, że była to szczepionka rosyjska. Jeździli po różnych ośrodkach leczniczych. W Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie powiedziano im, że nie ma już dla chłopca ratunku. Rodzina pani Anny wybrała się na pielgrzymkę do Lourdes, pielgrzymi zawitali do Taizé, gdzie spotkali pewnego zakonnika Celestyna. To od niego Krzyś otrzymał pierwszą Komunię Świętą. Od tamtej pory przestał mieć też napady padaczkowe.

Myśląc nie tylko o Krzysiu, ale także o innych niepełnosprawnych dzieciach pani Anna wraz ze swoimi dwiema córkami założyły w 1991 r. pozarządową organizację, która na celu miała wszechstronną pomoc osobom chorym i niepełnosprawnym. Ta organizacja, nazwana Stowarzyszeniem św. Celestyna na cześć wcześniej spotkanego zakonnika, funkcjonuje do dzisiaj i ma swoją siedzibę w Mikoszowie obok Strzelina. Opiekuje się dziećmi z różnymi chorobami centralnego układu nerwowego. Obecnie pracuje tam 179 osób, w tym osoby niepełnosprawne, znajduje się tam niepubliczne przedszkole, szkoła podstawowa, gimnazjum, szkoła przysposabiająca do pracy, ośrodek rewalidacyjno-wychowawczy, hipoterapia, dogoterapia, społeczne ognisko muzyczne DTM, teatr tańca, warsztat terapii zajęciowej, zakład aktywności zawodowej, Międzynarodowy Ośrodek Wolontariatu IBO, Grupa Wsparcia dla Rodziców Dzieci Niepełnosprawnych, a to wszystko dzięki pani Annie oraz jej córkom. Wiele młodzieży z różnych szkół przyjeżdża wraz ze swoimi nauczycielami do Mikoszowa, aby zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje i jak radzą sobie osoby niepełnosprawne. Jest to dla nich ogromna lekcja wychowawcza.

***

Stowarzyszenie św. Celestyna organizuje bardzo dużo różnych spotkań integracyjnych, wychowankowie jeżdżą na różne olimpiady, odbywają się tam konferencje naukowe - wojewódzkie i krajowe. Współpracują z miastami, jeżdżą za granicę. Mimo tych schorzeń i nieszczęść, które spotkały ludzi, w tym ośrodku jest wesoło, przyjeżdżają artyści z filharmonii i teatru. Życie przebywających w Mikoszowie ludzi nie polega na narzekaniu i jęczeniu. Jednakże kto tu pracuje, musi mieć powołanie, ponieważ jest to bardzo ciężka praca. Oczywiście w planach jest wybudowanie jeszcze większej liczby ośrodków, jednakże nie na wszystko znajdują się środki.

Pani Anna w swoim życiu zdobyła bardzo wiele nagród i wyróżnień za swoją działalność na rzecz społeczeństwa, ale jak sama mówi, to nie o medale tutaj chodzi, ale o to, żeby zaapelować i pomóc ludziom.

Ze spokojem w oczach uważa, że jak kiedyś będzie odchodzić z tego świata, to śmiało powie, że życia nie zmarnowała. Przeżyła bardzo wiele załamań zarówno w swoim życiu osobistym, jak i zawodowym, ale dała radę. Jak sama wspomniała, zawsze zwycięsko wychodziła z opresji. „Żyć dla siebie to jest nie żyć, żyć dla drugich to jest żyć” - to jest jej hasło życia. Płakała, jak inni nie patrzyli, przy ludziach zawsze była uśmiechnięta i do tej pory tak zostało. Jak sama mówi, „trzeba naprawdę kochać ludzi”. Z perspektywy czasu nawet nie gniewa się na swoich oprawców, bo oni na pewno czują się źle, a pani Anna im wybaczyła, nieraz tak jest, że człowiek zbłądzi, ale trzeba umieć mu wybaczyć. Dziękuje Bogu, rodzinie i losowi, że została w ten sposób wychowana, że nie umie się gniewać, nie umie nienawidzić i dalej chce dawać z siebie jak najwięcej dla innych. Miała bardzo wiele miłych przeżyć, jej byli uczniowie często zapraszają ją na różne spotkania. Jak sama mówi, to balsam na serce, że mimo upływu tylu lat coś zostało. Zostały wspomnienia. „Dobre uczynki są droższe od diamentów, złota czy brylantów”.

Konkurs dla Czytelników - napisz opowieść i wygraj 5 tys. zł!
Akademia Opowieści. „Nieznani bohaterowie naszej niepodległości”

Historia Polski to nie tylko bitwy i przelana krew. To również wielki codzienny wysiłek zwykłych ludzi. Mieli marzenia i energię, dzięki której zmieniali świat. Pod okupacją, zaborami, w czasach komunizmu, dzisiaj – zawsze byli wolni.

Każdy w polskiej rodzinie ma takiego bohatera: babcię, wujka, sąsiada. Uczyli, leczyli, budowali, projektowali. Dzięki nim mamy szkoły, bibliotekę na wsi, związki zawodowe, gazety, wiersze, fabryki. Dawali innym ludziom przykład wolności, odwagi i pracowitości.

Bez nieznanych bohaterów – kobiet i mężczyzn – nie byłoby niepodległej Polski. Dzięki nim przetrwaliśmy.

Napiszcie o nich. Tak stworzymy pierwszą wielką prywatną historię ostatnich stu lat Polski. Opowieści zamiast pomników.

Na wspomnienia o nieznanych bohaterach naszej niepodległości na nie więcej niż 8 tys. znaków (ze spacjami) czekamy do 30 września 2018 r. Można je przysyłać za pośrednictwem formatki dostępnej na stronie internetowej.

Najciekawsze teksty będą publikowane na łamach „Gazety Wyborczej” (w tym jej dodatków, np. „Ale Historia”; „Magazyn Świąteczny”, „Duży Format” oraz lokalnych) lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl.

Nadesłane wspomnienia wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców oraz 80 wyróżnień.

Zwycięzcom przyznane zostaną nagrody pieniężne:

za I miejsce – 5556 zł brutto;
za II miejsce – 3333 zł brutto;
za III miejsce – 2000 zł brutto.

Osoby wyróżnione dostaną roczne prenumeraty Wyborcza.pl.

Laureatów ogłosimy 5 listopada 2018 r.