KONKURS AKADEMIA OPOWIEŚCI

Kolejna odsłona Akademii Opowieści. O co chodzi w naszym konkursie?

Zapoznaj się z REGULAMINEM

Weź udział w konkursie, przyślij opowieść, wygraj nagrody! [FORMULARZ]

„Od kolebki – od ołtarza aż do grobu mężczyzna powinien przewodniczyć kobiecie, jego światło powinno kierować, jego ramię prowadzić ją przez życie pełne zasadzek i przepaści” - te słowa pochodzą z 1860 r. i będą jeszcze aktualne przez kilka kolejnych dekad. W takim właśnie świecie supremacji mężczyzn dorastała moja babcia Seweryna Goszczycka.

Pochodziła z tradycyjnej rodziny ziemiańskiej, w której „głową i rozumem” był jej ojciec. Seweryna urodzona w 1894 r. była czwartym dzieckiem Stanisława Goszczyckiego i Ludwiki z Miączyńskich, potomków drobnej szlachty od kilku stuleci mieszkającej na Mazowszu. Ona i jej czworo rodzeństwa przyszło na świat w majątku Stołowo koło Szreńska. W 1895 r. Stanisław kupił większą posiadłość – Podkrajewo (koło Mławy) i tam urodziło się jeszcze dwóch synów. Pierwsze lata życia babcia spędziła w domu rodzicielskim, gdzie przygotowywano ją, jak większość jej rówieśniczek, do roli pani domu: żony i matki. Wychowywana była w posłuszeństwie i zależności od rodziców, szczególnie despotycznego ojca. U boku matki poznawała codzienne obowiązki związane z zarządzaniem domowym gospodarstwem i rozpoczęła domową edukację pod okiem specjalnie zatrudnionej nauczycieli. W latach 1905-11 była uczennicą pensji Antoniny Mrozowskiej w Mławie. Po jej ukończeniu wyjechała do Warszawy, do szkoły Gustawa Chwata-Czyńskiego na roczny kurs handlowy, gdzie uczyła się buchalterii, rachunkowości handlowej oraz korespondencji księgowej i wekslowej. Skąd pomysł na ten kurs? Seweryna miała zgoła inne zainteresowania. Z pewnością wyboru dokonał jej ojciec i nie było dyskusji. Po ukończeniu szkoły w Warszawie babcia wróciła do rodzinnego Podkrajewa, szlifowała swoje umiejętności przydatne każdej wzorowej pani domu, była pierwszą nauczycielką swojego młodszego rodzeństwa. Poza tym „zajmowała się najmłodszą dziatwą wiejską, ucząc ją czytać i pisać po polsku, potajemnie mimo zakazu władz rosyjskich” – jak napisała w dokumentach przechowywanych w Centralnym Archiwum Wojskowym.

***

Wybuch pierwszej wojny światowej zastał Sewerynę w rodzinnym majątku. W skąpych rodzinnych relacjach nigdy nie przewijał się wątek opuszczenia domostwa na czas działań wojennych. Znając obowiązkowość Stanisława (ojca Seweryny), umiłowanie ziemi i stawianie majątku ponad wszystko – z pewnością zostali na miejscu. Nastały ciężkie czasy. Mława i okolice znalazły się w centrum walk, raz pojawiali się Rosjanie, to znów Niemcy. Czy już wtedy, widząc ogrom nieszczęścia, chorych i rannych żołnierzy, Seweryna postanowiła służyć im pomocą? Od najmłodszych lat interesowała się medycyną, a zostanie lekarzem było jej marzeniem. Gdzie w czasie wojny polsko-bolszewickiej przebywała rodzina Goszczyckich – nie wiem. Czy zostali na miejscu, czy jak większość mazowieckich ziemian szukali schronienia w bardziej bezpiecznym miejscu? Kto się nie ewakuował, narażony był na śmiertelne niebezpieczeństwo. Pewne jest, że Seweryny z nimi nie było. W maju pojechała do Warszawy. „Po zaciągnięciu informacji, jakim celom służy Ochotnicza Legia Kobiet”, babcia złożyła odpowiednie dokumenty i 26 lipca rozpoczęła półroczną służbę. Legionistki warszawskie, pod dowództwem porucznik Ludwiki Rudowskiej, rozpoczęły służbę w lipcu 1920 r., miesiąc później było ich już 859. Seweryna służyła w pododdziale sanitarnym. Zakwaterowana została w koszarach przy ul. Agrykola, w których panowały spartańskie warunki. Po regulaminowym przeszkoleniu wojskowym i fachowym oraz po złożeniu wojskowej przysięgi Seweryna rozpoczęła służbę. Najpierw w Szpitalu Wolskim przy ul. Wolskiej 4 zamienionym wówczas na lazaret wojskowy, później babcia przeniesiona została do Szpitala św. Łazarza, wówczas Ochotniczej Legii Kobiet, przy ulicy Książęcej 2, pełniła też służbę w Izbie Chorych znajdującej się na terenie koszar.

Nie od razu i nie wszyscy zaakceptowali legionistki. Pogardliwie i złośliwie nazywane były „damskim wojskiem”. Konserwatywna część społeczeństwa, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, była niechętnie, a wręcz wrogo nastawiona do legionistek. Zdarzało się, iż to właśnie kobiety organizowały pogadanki, podczas których dowodziły, że „to niemoralnie i niezdrowo, że tego nigdy na świecie nie było”, aby kobiety pełniły służbę wojskową. W czasie trwania wojny polsko-bolszewickiej udział w niej kobiet był akceptowany przez społeczeństwo. Czas pokoju zmienił tę sytuację. Powróciła krytyka legionistek, choćby dlatego, że służba wojskowa była profesją najwolniej ulegającą feminizacji. Ciągle większość społeczeństwa zgadzała się z opinią porucznika Stanisława Szczepańca: „w Polsce nie będzie dopóty porządnego wojska, dopóki się OLK nie rozwiąże”.

Seweryna opuściła szeregi formacji – zgodnie z rozkazem nr 77 – 22 grudnia 1920 r. Na wigilię Bożego Narodzenia była już w domu, z najbliższymi. Powróciła do dawnego życia.

***

Dziewięć lata później, w 1929 r., wyszła za mąż za Stefana Ludwika Borowego, urodzonego w nieodległym Jabłonowie urzędnika kolejowego, absolwenta warszawskiej Kolejowej Szkoły Technicznej. Po czterech latach małżeństwa Seweryna i Stefan doczekali się potomstwa, na świat przyszła ich córka Krystyna. Rodzinne szczęście nie trwało długo, Stefan zmarł 22 września 1937 r. Wybuch drugiej wojny światowej zastał babcię i pozostałą rodzinę w Podkrajewie. Już na początku wojny Niemcy aresztowali mojego pradziadka Stanisława Goszczyckiego i wywieźli do więzienia w Olsztynie, później trafił do obozu w Działdowie, po czym został rozstrzelany w pobliskiej miejscowości Komorniki. Wszystkie obowiązki spadły na moją babcię, musiała radzić sobie sama, bez wsparcia ze strony ojca. W listopadzie 1940 r. Seweryna z córką i jej ciężko chora siostra z dziećmi zostały wysiedlone z Podkrajewa. Trafiły do obozu przejściowego w Działdowie, a później do Wyszkowa, gdzie zaopiekował się nimi brat babci – ks. Leon Goszczycki.

Po wojnie babcia z rodzeństwem próbowała powrócić do Podkrajewa i odzyskać majątek – bezskutecznie. Zamieszkała w Grudziądzu, tutaj w 1951 r. Krystyna zdała egzamin maturalny i wyjechała na studia medyczne do Poznania. Córka spełniła marzenie Seweryny. Pod koniec lat 50. babcia zamieszkała w Poznaniu i resztę życia poświęciła na wychowanie swoich wnuczek. Zmarła w wieku 90 lat. Kilka lat przed śmiercią na skutek choroby każdego wieczora pakowała się i wyjeżdżała do ukochanego Podkrajewa.

***

Od dawna zadaję sobie pytanie: co skłoniło babcię do wstąpienia w szeregi OLK? Czy był to impuls, czy przemyślana decyzja wynikająca z patriotycznego wychowania młodego pokolenia Goszczyckich? A może po trosze jedno i drugie? Na długie ważenie argumentów za i przeciw nie było zbyt wiele czasu. Trwała wojna, szala zwycięstwa niebezpiecznie przechylała się na korzyść wroga, trzeba było działać. Czy moi przodkowie miłowali ojczyznę – nie wiem. Ale z postawy Seweryny, z tego, że uczyła potajemnie wiejskie dzieci języka polskiego, wiele ryzykując, że wstąpiła do OLK, a także z tego, że jej młodszy brat Witold jako osiemnastolatek zaciągnął się w 1920 r. do pułku ułanów, wnoszę, że tak. Myślę, że było jeszcze coś, co wpłynęło na jej decyzję: osobowość mojej babki, którą nazywam „cichą” emancypantką. Zawsze była niezależna i uparta, ale uparta mądrze, kiedy nie miała racji, potrafiła ustąpić. Z godnością znosiła wojenne trudy i upokorzenia, była odważna i konsekwentna. Nie poddawała się w ciężkich powojennych czasach szczególnie niesprzyjającym przedstawicielom dawnego ziemiaństwa. Samodzielnie szła przez życie, wychowując córkę i troje osieroconych dzieci siostry, wspierała braci i czuwała nad nimi, nawet wówczas, kiedy byli już dorośli. Jej postawa życiowa wynikała nie tylko z jej charakteru - ukształtowały ją czasy, w których przyszło jej żyć. Ze służby w OLK wyciągnęła ważną lekcję: nigdy nie można się poddawać i bez względu na okoliczności należy iść swoją drogą i być wiernym swoim przekonaniom.