KONKURS AKADEMIA OPOWIEŚCI

Kolejna odsłona Akademii Opowieści. O co chodzi w naszym konkursie?

Zapoznaj się z REGULAMINEM .

Weź udział w konkursie, przyślij opowieść, wygraj nagrody! [FORMULARZ]

Od kilku miesięcy media i politycy do znudzenia trąbią o 100-leciu odzyskania niepodległości. Rocznica bez wątpienia bardzo ważna, może nawet najważniejsza, ale przy tym nasileniu tej informacji oraz konserwatywnych formach jej prezentacji, młodzi ludzie zaczynają traktować ją jako coś w rodzaju kanonu szkolnego, a to bardzo często rodzi bunty. Ów konserwatyzm przekazu to wskazywanie głównie kilku osób – „pomników”. Media i politycy zupełnie zapominają o tym, że aby ten dzień nastąpił, musiał poprzedzić go ogromny – niekiedy śmiertelny – wysiłek setek tysięcy zwykłych Polaków. Gdy już nastał 11 listopada 1918 r., od dnia następnego ruszyła kolejna walka: o granice oraz odbudowę i zagospodarowanie odrodzonego kraju. Codzienna walka zwykłych Polaków. Według wszechobecnych standardów medialnych – prasa, radio, Internet, TV – „zwykłość” nie jest modna. Wręcz przeciwnie, jest pospolita, szara i nudna. A przecież to właśnie ta „zwykłość” i „codzienność” naszych rodziców i dziadków budowała Polskę. Ta „zwykłość” i „codzienność”, pomnożona przez kilka milionów polskich rodzin, stała się sensem ostatnich 100 lat naszego kraju.

***

Mój Dziadek był zwykłym Polakiem. Całym swoim życiem uczciwie i bez rozgłosu tego dowodził. Kazimierz Żebrowski urodził się 27 lutego 1909 r. w Warszawie. Po zdobyciu przyzwoitego, jak na ówczesne czasy, wykształcenia – cztery klasy gimnazjum i dwa lata szkoły rzemieślniczej – odbył zasadniczą służbę wojskową w 2. Baonie Balonowym w Jabłonnej. Po wojsku rozpoczął pracę jako tokarz w Państwowych Zakładach Inżynierii (PZInż.) na warszawskim Grochowie. Ten koncern, którego 90. rocznica utworzenia zginęła w medialnej burzy „100 lat odzyskania niepodległości”, był kolebką polskiej motoryzacji. Gdy Dziadek rozpoczynał tam pracę, ruszała właśnie produkcja motocykli Sokół 1000, montowano włoskie fiaty 508, a kilkaset metrów dalej kończono budowę nowych hal, w których rok później rozpoczęto wytwarzanie polski fiatów.

Obróbka skrawaniem – czyli to, czym zajmuje się tokarz – była wówczas podstawą produkcji większości części do pojazdów. Obcowanie na co dzień z pojazdami sprawiło, że dla mojego Dziadka motoryzacja stała się pasją. Pisał o tym po latach. Ważna była również świadomość, że to właśnie w PZInż. rodzi się polska motoryzacja i że tych kilka elementów wytoczonych każdego dnia jest nierozerwalną częścią całości tego dzieła. Być może były to drobne części, ale bez nich pojazd by nie pojechał. To właśnie namacalna świadomość udziału w procesie odbudowy kraju była siłą tamtych robotników. Widać to wyraźnie, czytając prasę z lat 30., np. każdorazowe zwiększanie udziału polskich części w produkowanych u nas samochodach było dla nich wielkim wydarzeniem. Każdy kolejny promil czy procent polskich części w danym wyrobie było dziełem rzeszy inżynierów, techników, majstrów i szeregowych pracowników. Mój Dziadek miał w tym swój mały udział.

Po czterech latach pracy w PZInż., w 1938 r., skuszony prawie dwukrotnie większą pensją, Dziadek zmienił posadę i przeniósł się do Fabryki Amunicji „POCISK” znajdującej się też na warszawskiej Pradze. Był to czas, gdy się ożenił i na świat przyszła moja mama. Pracę w „Pocisku” traktował tak samo sumiennie jak poprzednią, przy polskich fiatach i motocyklach Sokół. Jako pracownik zakładu zbrojeniowego nie został zmobilizowany we wrześniu 1939 r.

***

Jednak po zaprzestaniu produkcji 10 września 1939 r. zgłosił się na ochotnika do obrony Warszawy. Dziewięć dni później na przedmieściach Warszawy dostał się do niewoli i trafił do Stalagu I A znajdującego się koło Królewca. Przebywał tam do lipca 1940 r., kiedy to uciekł z obozu i przedostał się na Litwę. Tam po kilku dniach został aresztowany przez bolszewików i przez blisko rok przebywał w więzieniu w Wilnie. To krótkie zdanie mieści w sobie niezliczoną ilość przesłuchań przez NKWD, tortury i bardzo ciężkie warunki bytowe. W czerwcu 1941 r. za nielegalne przekroczenie granicy bolszewicki sąd skazał go na trzy lata ciężkich robót w łagrze. Miał szczęście, po trzech miesiącach pobytu w Workucie został zwolniony za sprawą umowy Sikorski-Majski. Trwałym śladem po więzieniu i łagrze były choroba płuc i układu pokarmowego, które dawały o sobie znać do końca życia.

Po zwolnieniu z łagru szeregowy Kazimierz Żebrowski zgłosił się do punktu mobilizacyjnego Armii Polskiej na Wschodzie dowodzonej przez gen. Andersa. Razem z sobie podobnymi żołnierzami przeszedł kilkumiesięczny tułaczy szlak tej armii na ziemi sowieckiej aż do ewakuacji do Iranu. W marcu 1942 r. został przetransportowany do Pahlawi w Iranie. W kilka dni po przybyciu do Iranu Kazimierz Żebrowski został przeniesiony do polskiego lotnictwa, do Szkocji. Lotnictwo w Wielkiej Brytanii, ze względu na intensywne działania, ponosiło duże straty i w żołnierzach wyprowadzonych z nieludzkiej ziemi sowieckiej upatrywało możliwości uzupełnień. Mój Dziadek jako radiotelegrafista z oddziałów balonowych był dobrym kandydatem, bo już częściowo wyszkolonym. Po przeniesieniu rozpoczął intensywne szkolenie i zaczął awansować, do września 1944 r. doszedł do stopnia sierżanta. W lipcu 1943 r. otrzymał znak i specjalność strzelca samolotowego. Loty bojowe rozpoczął w marcu 1944 r. W czerwcu został przeniesiony do polskiego 300. Dywizjonu Bombowego. Rozpoczął loty bojowe z bombardowaniami miast niemieckich i obiektów militarnych we Francji. Latał jako członek załogi samolotami: Halifax, Wellington, Lancaster. 27 sierpnia 1944 r. Kazimierz Żebrowski został przeniesiony do 301. Dywizjonu (Eskadra 1586) stacjonującego we Włoszech.

W piątą rocznicę wybuchu wojny, 1 września 1944 r., jego samolot wystartował z Brindisi do lotu z pomocą dla walczącej Warszawy. Miejscem zrzutu pojemników z zaopatrzeniem miała być Puszcza Kampinoska. W drodze powrotnej zestrzelono ich nad Węgrami. Zginął tylko pilot, reszta załogi uratowała się, skacząc na spadochronach. Za ten lot dziadek otrzymał pierwszy Krzyż Walecznych. Drugi, za całokształt służby, dostał w 1946 r. Po zestrzeleniu ocaleni członkowie załogi dostali się do niemieckiego Stalagu Luft 4. W grudniu 1944 r. Kazimierz Żebrowski został przeniesiony do sławnego z wielkiej ucieczki lotników alianckich Stalagu Luft 3 w Żaganiu. Po ewakuacji tego obozu dziadek został przeniesiony do Stalagu XI B, w którym osadzani byli również powstańcy warszawscy. Tam spotkał m.in. Waleriana Bieleckiego („inż. Jan”), konstruktora powstańczego wozu opancerzonego Kubuś.

***

Po wyzwoleniu obozu w maju 1945 r. Kazimierz Żebrowski powrócił do Anglii. Służył w wojsku polskim do 1949 r. Chciał wracać do kraju. Miał tu rodzinę – ojca, żonę i córkę, która w momencie, gdy opuszczał Polskę, miała zaledwie dziesięć miesięcy. Chciał wrócić do Polski, ale wolnej, nie pod okupacją sowiecką. Tak jak tysiące innych polskich żołnierzy czekał na III wojnę światową, która pozwoliłaby im wrócić do wolnej Polski. Czekali, nie chcieli przyjmować obywatelstwa angielskiego, nie planowali tam zostawać. Utrzymywali się z pracy w fabrykach, jako ochroniarze, na farmach. Czekali. Kiedy okazało się, że moment powrotu do wolnej Polski nie nastąpi szybko, próbowali rozpocząć normalne życie. Mój Dziadek przyjął obywatelstwo angielskie dopiero w połowie lat 60. Rozpoczęcie nowego życia było trudne, lata spędzone na emigracyjnym marginesie, w oczekiwaniu, wyczerpało ich fizycznie i psychicznie. Nie wiedzieli, co mają ze sobą zrobić. W wieku 40-50 lat, bez rodzin, bez pomysłu na dalsze życie powoli dogorywali. Wieści z Polski były dodatkowym ciężarem, który ich pogrążał.

Mój dziadek Kazimierz Żebrowski zmarł w 1973 r. Miał zaledwie 64 lata. Lekarz stwierdził, że poważny wpływ na stan jego zdrowia miał okres więzienia w Rosji. W latach 1992-94 jeździłem motocyklem Sokołem 600. Podczas długich tras zawsze zastanawiałem się, czy któraś z części tego motocykla została wytworzona rekami mojego dziadka.

Konkurs dla Czytelników

Akademia Opowieści. „Nieznani bohaterowie naszej niepodległości”

Historia Polski to nie tylko bitwy i przelana krew. To również wielki codzienny wysiłek zwykłych ludzi. Mieli marzenia i energię, dzięki której zmieniali świat. Pod okupacją, zaborami, w czasach komunizmu, dzisiaj – zawsze byli wolni.

Każdy w polskiej rodzinie ma takiego bohatera: babcię, wujka, sąsiada. Uczyli, leczyli, budowali, projektowali. Dzięki nim mamy szkoły, bibliotekę na wsi, związki zawodowe, gazety, wiersze, fabryki. Dawali innym ludziom przykład wolności, odwagi i pracowitości.

Bez nieznanych bohaterów – kobiet i mężczyzn – nie byłoby niepodległej Polski. Dzięki nim przetrwaliśmy.

Napiszcie o nich. Tak stworzymy pierwszą wielką prywatną historię ostatnich stu lat Polski. Opowieści zamiast pomników.

Na wspomnienia o nieznanych bohaterach naszej niepodległości na nie więcej niż 8 tys. znaków (ze spacjami) czekamy do 30 września 2018 r. Można je przysyłać za pośrednictwem formatki dostępnej na stronie internetowej.


Najciekawsze teksty będą publikowane na łamach „Gazety Wyborczej” (w tym jej dodatków, np. „Ale Historia”; „Magazyn Świąteczny”, „Duży Format” oraz lokalnych) lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl.

Nadesłane wspomnienia wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców oraz 80 wyróżnień.

Zwycięzcom przyznane zostaną nagrody pieniężne:

za I miejsce – 5556 zł brutto;
za II miejsce – 3333 zł brutto;
za III miejsce – 2000 zł brutto.

Osoby wyróżnione dostaną roczne prenumeraty Wyborcza.pl.

Laureatów ogłosimy 5 listopada 2018 r.