Kolejna odsłona "Akademii Opowieści". Weź udział w konkursie na opowieść pod hasłem "Nieznani bohaterowie naszej niepodległości". Tu znajdziesz regulamin i informacje o nagrodach.

Jarosław Kurski, zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, był we wtorek w Lublinie gościem „Akademii Opowieści”. W Sali Czarnej Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN zgromadziło się ponad sto osób. Rozmawialiśmy o bohaterach najnowszej historii Polski. Między innymi o znaczących postaciach XX wieku, które Kurski uczynił bohaterami swoich książek. Chodzi o Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Kuriera z Warszawy, i Lecha Wałęsę, przywódcę "Solidarności".

Książka „Wódz”, jak pisze autor, jest „próbą portretu Lecha w ruchu”, bo „Wałęsa to człowiek niezmiernie dynamiczny – dosłownie i w przenośni”. Jarosław Kurski w wieku 26 lat został jego rzecznikiem, w czasie kiedy Tadeusz Mazowiecki był premierem, a przewodniczący "Solidarności" przymierzał się do walki o prezydenturę. Kiedy wybuchła tzw. wojna na górze, która podzieliła obóz solidarnościowy, Kurski zrezygnował ze stanowiska rzecznika. Po kilku miesiącach napisał książkę „Wódz”.

Widziałem ten wyścig do ucha Lecha

Czas wojny na górze to kluczowy moment historii polskiej polityki po 1989 r. – Widziałem jej początki, początki tego, co nas zatruło na długie lata – mówi Kurski. – Widziałem ten wyścig do ucha Lecha, by mu podszeptać: „słuchaj, ten Mazowiecki robi swoją politykę, on chce cię wykolegować, oni chcą, żebyś tylko gasił strajki. Przecież to ty powinieneś być prezydentem, trzeba zrobić przyspieszenie”. Lechu był wtedy niekoronowanym królem Polski, ale jako szef związku przebywał w Gdańsku, a życie polityczne toczyło się w Warszawie. Miał prawo czuć się wyalienowany. Dużym błędem środowisk warszawskich było to, że tego nie przewidzieli. Znaleźli się więc i tacy, którzy tę sytuację cynicznie wykorzystali – wspomina autor „Wodza”.

Pisząc książkę o Wałęsie, starał się pokazać przenikliwość wodza, ale jak sam mówi, w tej sprawie Lechu dał się wykorzystać przez Jarosława Kaczyńskiego. – Wałęsa miał polityczny power, a Kaczyński napisał mu program: przyspieszenie, wymiana elit, dekomunizacja. I tak się zaczęła wojna na górze – mówi Kurski. Potem dochodziły kolejne fałszywe opowieści m.in. o Okrągłym Stole, przy którym dogadały się czerwone elity z różowymi.

– Oskarżanie grupy KOR-owskiej i warszawskiej o tworzenie monopolistycznej partii było aberracją. Chodziło przecież o to, żeby jak najdłużej zachować jedność "Solidarności" i obozu reform, który musiał przejść suchą nogą przez transformację. Żadne inne państwo komunistyczne wcześniej tego nie robiło. To był czas, kiedy należało się skoncentrować na reformowaniu kraju. W takich osobach jak Balcerowicz, Geremek, Kuroń czy Mazowiecki widziałem, przepraszam za patos, ludzi oddanych Polsce. Natomiast w działaniu Jarosława Kaczyńskiego były słowa o Polsce, ale czyny nijak do tego nie pasowały. Rozbicie obozu "Solidarności" oznaczało likwidację osłony politycznej nad reformami. Skutek był oczywisty. Przyspieszone wybory prezydenckie, parlamentarne, noc teczek, a w 1993 zaczęli już rządzić komuniści. Tak żeśmy się urządzili. A wszystko było podlane sosem nieufności, podszeptami i ciągłym knuciem. W tym widzę źródło naszych nieszczęść. Komunizm nas tak nie podzielił, jak podzielił nas Kaczyński – podsumował Jarosław Kurski.

Nigdy już nie będzie takiego lata

A początki "Solidarności" zwiastowały zupełnie coś innego. Kurski przywołał symboliczną scenę ze strajku stoczniowców w sierpniu 1980 r. – Bronisław Geremek, intelektualista światowego formatu, spotyka w stoczni Lecha Wałęsę, robotnika, który aspiruje do wolności. To jest moment realizacji marzenia Zygmunta Krasińskiego z „Psalmu miłości”: „Jeden tylko, jeden cud: z szlachtą polską – polski lud”. Na tym polegał ten zupełnie wyjątkowy rok 1980. To się już nie powtórzy, na pewno nie za naszego życia, bo społeczeństwo jest zbyt głęboko podzielone – mówi Kurski. Podkreśla, że mimo wojny na górze, mimo ataku Wałęsy na intelektualistów, których nazywał „jajogłowymi”, ta niezwykła relacja Wałęsy z Geremkiem przetrwała. – Kiedy prof. Geremek zginął w wypadku samochodowym, nikt nie mógł się dodzwonić do Wałęsy, był za granicą, płynął gdzieś statkiem. W końcu mnie się udało. I kiedy Lechu usłyszał, że Geremek nie żyje, rozpłakał mi się do słuchawki. Powiedział wtedy, że Geremek to była jedyna osoba, która go nigdy nie zdradziła – wspomina Kurski.

Zachód pyta, co z tą Polską?

W drugiej części spotkania w Teatrze NN uczestnicy pytali Jarosława Kurskiego o polską politykę dzisiaj, zwłaszcza o apel Wałęsy, który prosi Komisję Europejską, aby złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości na ustawę o Sądzie Najwyższym. To ostatni moment, aby powstrzymać planowaną przez Zbigniewa Ziobrę czystkę sędziów SN.

– Apel Wałęsy jest słuszny – mówi Kurski. – Niestety, obawiam się, że KE może Lecha nie posłuchać. Zachód zaczyna się zastanawiać, skoro Polacy tak łatwo rezygnują z wolności i demokracji, to może na nie nie zasługują. Może te ostatnie 28 lat to był tylko wyjątek od reguły na naszej osi czasu, może nasze miejsce jest na Wschodzie, może słowa Geremka i Mazowieckiego o tym, że Polska nigdy nie wyszła ze strefy zachodniej, były mrzonką? Dla elit zachodnich byliśmy przekonujący. Mówiliśmy im, że Polska jest taka jak „Gazeta Wyborcza”, a polski Kościół taki jak „Tygodnik Powszechny”. Byliśmy przekonujący, bo sami w to uwierzyliśmy. A dzisiaj Zachód pyta, co z tą Polską? Unia Europejska ma wiele innych problemów. Dlaczego ma się ciągle zajmować Polakami? Jeśli sami sobie nie pomożemy, to nikt nam nie pomoże. Musimy pokazać, że jesteśmy narodem, który zasługuje na wolność – zakończył Kurski.

Po spotkaniu nasz gość jeszcze długo podpisywał książkę „Wódz” i rozmawiał z czytelnikami.

Spotkanie z Jarosławem Kurskim w Teatrze NN [ZDJĘCIA]

***
Akademia Opowieści. „Nieznani bohaterowie naszej niepodległości”

Historia Polski to nie tylko dzieje wielkich bitew i przelanej krwi. To również codzienny wysiłek zwykłych ludzi, którzy nie zginęli na wojnie. Mieli marzenia i energię, dzięki której zmieniali świat. Pod okupacją, zaborami, w czasach komunizmu, dzisiaj – zawsze byli wolni.

Każdy w polskiej rodzinie, wsi, miasteczku i mieście ma takiego bohatera: babcię, dziadka, nauczyciela, przyszywanego wujka, sąsiada. Jednych znaliśmy osobiście, innych – ze słyszenia. Opowiada się o nich anegdoty, wspomina ich z podziwem i sympatią.

Byli prawnikami, konstruktorami, nauczycielami, bywało też, że nie mieli żadnego zawodu. Uczyli, leczyli, tworzyli, wychowywali dzieci, budowali, projektowali. Dzięki nim mamy szkoły, biblioteki na wsi, związki zawodowe, gazety, wiersze, fabryki. Dawali innym ludziom przykład wolności, odwagi, pracowitości.

Bez nieznanych bohaterów – kobiet i mężczyzn – nie byłoby niepodległej Polski. Dzięki nim przetrwaliśmy.

Napiszcie o nich. Tak stworzymy pierwszą wielką prywatną historię ostatnich stu lat Polski. Opowieści zamiast pomników.

Na wspomnienia o nieznanych bohaterach naszej niepodległości o objętości nie większej niż 8 tys. znaków (ze spacjami) czekamy do 15 sierpnia 2018 r. Można je przysyłać za pośrednictwem NASZEGO FORMULARZA.

Najciekawsze teksty będą sukcesywnie publikowane na łamach „Gazety Wyborczej” (w tym jej dodatków, np. „Ale Historia”, „Magazynu Świątecznego”, „Dużego Formatu”, oraz w wydaniach lokalnych) lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl. Nadesłane wspomnienia wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców oraz 80 osób wyróżnionych rocznymi prenumeratami Wyborcza.pl. Laureatów ogłosimy 5 listopada 2018 r.

Zwycięzcom przyznane zostaną nagrody pieniężne:
* za pierwsze miejsce w wysokości 5556 zł brutto,
* za drugie miejsce w wysokości 3333 zł brutto,
* za trzecie miejsce w wysokości 2000 zł brutto.