Kolejna odsłona Akademii Opowieści. O co chodzi w naszym konkursie?

Zapoznaj się z REGULAMINEM konkursu

Weź udział w konkursie, przyślij opowieść, wygraj nagrody! [FORMULARZ]

****

Pewnego wieczora zgasło światło w całym porcie i to było naszym natchnieniem w myśli o ucieczce z całym okrętem.” - napisał potem do przyjaciela ze szkoły. 

***

- To wyczyn niespotykany, majstersztyk na skalę światową - mówi o mapach przygotowanych przez porucznika Mariana Mokrskiego dr Hubert Jando, autor książki „ORP „Orzeł” Historia i hipotezy jego zatonięcia”.

Wkrótce po przybyciu do Wielkiej Brytanii na pokład okrętu wszedł komandor Stephen W. Roskill, jeden z oficerów odpowiadających za wywiad w Brytyjskiej Admiralicji, a po wojnie znany historyk Royal Navy.

Po tej wizycie przytoczył w swoim raporcie fragment rozmowy z załogą: „Powiedziałem im, że uważam, iż obie te mapy powinny być zachowane jak skarb i potem ofiarowane muzeum.”

A sam raport zakończył: „Duch ich jest wspaniały, a to, czego dokonali, może być postawione w równym rzędzie ze sławnymi wyczynami Wojny Światowej”.

Marian Mokrski pochodził z Lublina. Urodził się 16 stycznia 1915 r. Miał cztery siostry. Rodzice - Stanisław i Michalina z domu Popielowska - przyjechali do Lublina na początku XX w. Przez pewien czas ojciec zajmował się handlem, prowadził sklep. Mieszkali w kamienicy przy ul. 3 maja 22.

Stamtąd Marian Mokrski miał tylko krok do szkoły - skończył ówczesne gimnazjum im. Hetmana Zamoyskiego. Po „małej maturze” wyjechał do Torunia kontynuować naukę na Wydziale Morskim Szkoły Podchorążych Marynarki Wojennej. Był prymusem, naukę ukończył z drugą lokatą na roku. Mury szkoły opuścił jesienią 1936 roku jako podporucznik marynarki.

***

Służba na ORP „Orzeł” musiała być ambicją wielu młodych oficerów. Sfinansowany w części ze zbiórek społecznych, zwodowany w styczniu 1938 r. okręt był dumą floty. Wybudowano go w stoczni w Vlissingen, projekt opierał się w części na holenderskim Hr. Ms. O 16, ale swój wkład wnieśli też polscy inżynierowie. Miał 84 metry długości, wyporność w zanurzeniu 1473 ton i był w stanie zanurzyć się na co najmniej 100 metrów. Załoga liczyła 60 ludzi. Główne uzbrojenie stanowiło 20 torped. Sterowany hydraulicznie, był konstrukcją bardzo nowoczesną.

- W tamtym czasie to jeden z najlepszych okrętów świata - podkreśla dr Jando. - O klasę przewyższał choćby brytyjskie konstrukcje. 

Nic dziwnego, że służba na nim rozpalała wyobraźnię Mokrskiego. Zachował się jego list do narzeczonej Teresy Majewskiej. „Westchnij czasami, aby mnie przydzielili na "Orła", jak przyjdzie do kraju, dobrze? Tak mi na tym zależy...” - prosił oficer.

Gdy trafił na „Orła”, miał 24 lata. W maju 1939 r. rozpoczął na nim służbę jako oficer nawigacyjny.

***

O epopei „Orła” powstały książki, film i serial, wizerunek okrętu trafił na znaczki pocztowe i monety.

18 września 1939 r. okręt uciekł z Tallina. Zawinął tam cztery dni wcześniej, miał wysadzić na ląd chorego dowódcę i naprawić usterki. Nieoczekiwanie Estończycy oświadczyli, że okręt zostanie internowany. Wkrótce rozpoczęli demontaż części wyposażenia okrętu - w tym zamku od działa podkładowego, zaczęto wyładowywać torpedy, zabrano mapy. 

Tak kulisy ucieczki w liście do Jerzego Hedingera, przyjaciela ze Szkoły Podchorążych Marynarki relacjonował sam por. Mokrski: „Opiszę Ci kochany, jak to było z nami: z Tallina już chcieliśmy uciekać na statku, który stał w porcie, bo o wydostaniu okrętu nie było mowy, serce się krajało, kiedy patrzyłem na działa bez zamków, bez amunicji, na żłoba estońskiego siedzącego w centrali i pluć chciałem w pysk draniowi, co przyszedł nam proponować gażę i zasiłki w razie jeśli zobowiążemy się nie uciekać. (...)

Nie mieliśmy już ani map, ani uzbrojenia prócz sześciu torped na dziobie (...) Wyszliśmy, zabierając ze sobą tego chama w centrali i wartownika z molo, wpakowaliśmy się dziobem na molo, ale szasowaliśmy komp. torp. i zeszliśmy.”   

I dalej: „Strzelali do nas (...), poharatali pomost i burtę, ale że przecięliśmy ten reflektor, więc nie strzelali celnie, z dział bali się dopóki byliśmy na redzie między statkami dopiero później złapali nas między wyspami w reflektor i zaczęli rąbać z dużych dział z wysp. Ale mieliśmy już 35 m i daliśmy nura (...) Wieczorem obliczyłem siatkę Merkatora i ze spisem latarń zrobiłem mapę Bałtyku i Sundów, na którą nawigując, nanosiliśmy sondę”.

Na okręcie pozostał spis latarń na Bałtyku zawierający ich charakterystyki, ważna pomoc nawigacyjna (nie jest jasne, dlaczego nie skonfiskowali go żołnierze estońscy, być może został przeoczony albo ukryty). To właśnie on był podstawą do pracy dla Mokrskiego. Ogółem sporządził trzy dokumenty, jedną ogólną mapę Bałtyku i dwa plany nieco bardziej szczegółowe.

Po ciężkim, sześciotygodniowym rejsie, unikając niemieckich okrętów i lotnictwa, wyczerpana załoga dotarła do bazy morskiej w Rosyth.

***

Z korespondencji, którą po sobie zostawił, wyłania się obraz nie tylko znakomitego nawigatora, ale też pogodnego człowieka o sporym dystansie do samego siebie.  

Kolejny fragment listu do Jerzego Hedingera opisujący przejście przez cieśninę Sund: „Por. Piasecki w kiosku patrzył na „mapę” i na opis drogi tak, żebym w razie jeśli mnie pamięć zawiedzie, mógł mieć natychmiast powiedziane jak jest i co trzeba zrobić. W dowód uznania dostałem od Grudzińskiego 2 puszki ananasa (ostatnie) oraz pochwałę. [kpt. mar. Jan Grudziński dowodził „Orłem” - pr]

Sam dumny byłem jak paw, musiałem otwierać usta, żeby mnie nie rozdęło, jak mało kiedy w życiu tak byłem szczęśliwy.”

Wziął udział we wszystkich siedmiu rejsach patrolowych okrętu w siłach Royal Navy (podczas jednego z nich „Orzeł” zatopił niemiecki frachtowiec „Rio de Janeiro”).

8 czerwca 1940 r. wraz z całą załogą został uznany za zaginionego, „Orzeł” nie wrócił z patrolu po Morzu Północnym. 

Mapy, które narysował, znajdują się w Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie.

***

W świadomości wielu mieszkańców Lublina Marian Mokrski zaistniał dzięki pracy uczniów i nauczycieli Gimnazjum nr 11 przy ul. Radości. W 2002 r. oficer został wybrany na patrona szkoły. Uczniowie dotarli do jego krewnych, osób, które mogą mieć wiedzę na temat nawigatora. Przygotowali bazę danych o patronie zawierającą zdjęcia, relacje i dokumenty. Dzięki szkole Morski został też patronem jednego z lubelskich rond.

Korzystałem m.in. z materiałów zawartych na stronach gim11.lublin.pl i orzel.one.pl.

***

Akademia Opowieści

Konkurs dla czytelników. Nieznani bohaterowie naszej niepodległości

Historia Polski to nie tylko dzieje wielkich bitew i przelanej krwi. To również codzienny wysiłek zwykłych ludzi, którzy nie zginęli na wojnie. Każdy w polskiej rodzinie, wsi, miasteczku i mieście ma takiego bohatera: babcię, dziadka, nauczyciela, przyszywanego wujka, sąsiada. Jednych znaliśmy osobiście, innych - ze słyszenia. Opowiada się o nich anegdoty, wspomina ich z podziwem i sympatią.

Byli prawnikami, konstruktorami, nauczycielami, bywało też, że nie mieli żadnego zawodu. Uczyli, leczyli, tworzyli, wychowywali dzieci, budowali, projektowali. Dzięki nim mamy szkoły, biblioteki na wsi, związki zawodowe, gazety, wiersze, fabryki. Dawali innym ludziom przykład wolności, odwagi, pracowitości.

Napiszcie o nich. Stworzymy wielką prywatną historię ostatnich stu lat Polski.

Na wspomnienia o nieznanych bohaterach o objętości nie większej niż 8 tys. znaków (ze spacjami) czekamy do 15 sierpnia 2018 r. Można je przysyłać za pośrednictwem naszej strony internetowej.

Najciekawsze teksty będą sukcesywnie publikowane na łamach „Gazety Wyborczej” lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl. Nadesłane wspomnienia wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców oraz 80 osób wyróżnionych rocznymi prenumeratami Wyborcza.pl. Laureatów ogłosimy 5 listopada 2018 r. 

Zwycięzcom przyznane zostaną nagrody pieniężne:

* za pierwsze miejsce w wysokości 5556 zł brutto,
* za drugie miejsce w wysokości 3333 zł brutto,
* za trzecie miejsce w wysokości 2000 zł brutto.