* O co chodzi w Akademii Opowieści?

* Wyślij zgłoszenie konkursowe

* Zapoznaj się z REGULAMINEM

W poniedziałek w MCK-u wysłuchaliśmy trzech opowieści. Mówili:

On: 33 lata, wygadany. Najbardziej znany bydgoski raper.

Ona: 29 lat, skromna, w tylnym rzędzie.

I facet z mikrofonem, który jego naciągnął na opowieść o niej. Bo uważa, że ludzie muszą być opowiadani.

Włodzimierz Nowak, doświadczony reporter z „Dużego Formatu”, usiadł w kawiarni Szpulka Miejskiego Centrum Kultury przy stoliku z Biszem, czyli Jarkiem Jaruszewskim, i poprosił, by raper opowiedział jemu i niemal stuosobowej publiczności o najważniejszej osobie w życiu. Bisz przez półtorej godziny mówił o Karolinie, swojej żonie. Tłumaczył, dlaczego bez niej nie przeszedłby największej metamorfozy w życiu, nie odniósł sukcesów, nie docenił codzienności. Ona słuchała, siedząc gdzieś z tyłu. W ostatnich minutach spotkania powiedziała do mikrofonu kilka ważnych słów. O toalecie, basenie, miłości.

Akademia OpowieściAkademia Opowieści Akademia Opowieści

Opowieść Bisza: W stronę zmiany

Zawsze zakochiwałem się od pierwszego wejrzenia. To się zdarzyło niewiele razy. Trzy w ciągu 33 lat.

Z Karoliną poznaliśmy się przypadkiem. Osiem lat temu. Z zespołem B.O.K. przygotowaliśmy płytę „W stronę zmiany”. Za dwa dni mieliśmy kręcić wideo - zapowiedź nowych utworów. Jeden z nich o miłości. Jako ortodoksyjny raper, zwariowany na punkcie autentyczności przekazu czułem, że nieporozumieniem jest kręcić klip o miłości z dziewczyną, której nie kocham. A takiej nie miałem. Jak to? Przecież to jawna manipulacja. Oszustwo na miarę reklamy pepsi: „bądź sobą, wybierz pepsi”. Mistrzostwo manipulacji. Chciałem, by wystąpiła w wideo kobieta, do której będę coś czuł. I mimo że nic nie wskazywało na to, że ona się w moim życiu pojawi, wierzyłem, że tak będzie. Jakaś taka pycha we mnie była, jak z tragedii greckiej - człowiek wyzywa bogów i mówi: uda mi się. Miałem przekonanie, że ta prawdziwa ukochana do jutra się znajdzie.

Po próbie poszliśmy z kolegami do Mózgu. Mimo że nie miałem pieniędzy, ochoty, byłem w byle jakich dżinsach i czarnej koszulce. Wszedłem i stało się. Grom z jasnego nieba. Karolina siedziała z koleżankami. Wydawała mi się bardzo pewną siebie osobą, która z byle kim nie będzie gadała. Ale sprawa była poważna: wiedziałem, że to moja przyszła żona. I że muszę podejść. Bo zanim się oświadczę, trzeba się przecież najpierw odezwać.

Po chwili rozmawialiśmy o literaturze iberoamerykańskiej, muzyce. Znalazłem.

Opowieść Bisza: Sukces

Nie byłem wtedy znanym Biszem, przeciwnie. Karolina jest najważniejszą osobą w moim życiu, obok mojej mamy, m.in właśnie dlatego, że jest przyczyną mojej metamorfozy. Byłem skłonny do izolowania, unikania trudnych sytuacji, kiedy nie miałem motywacji. A nie były nią nigdy pieniądze czy sława. Karolina stała się moją motywacją.

Studiowała w Toruniu archeologię, jednocześnie pracowała w sklepie odzieżowym. Ja byłem na urlopie dziekańskim, niemal bez grosza. Znalazłem ostatnio w notesiku wykaz moich tygodniowych wydatków. Łączna kwota – 65 zł: bilet do Torunia, paczka papierosów, dwa piwa. Bilet – najważniejsza rzecz, starałem się jeździć, kiedy mogłem. To było dla mnie wstydliwe i upokarzające, że nie mam pieniędzy, ale Karolina nie dała mi tego odczuć. Bilet kosztował 9,80 zł.

Ale chciałem z Karoliną żyć, zapewnić nam byt. Znalazłem motywację. Stwierdziłem, że jedyne, co umiem robić w miarę dobrze, to rapować. I że zrobię, ile mogę, by z tego żyć. Wszystko, co robię codziennie, robię właściwie dzięki niej.

Na sukces mojej płyty w 2012 r. nic nie wskazywało. A Karolina ze mną była. I się udało. Dzięki niej. Ale nie oszukujmy się, ja na muzyce zarobiłem jednorazowo. Łącznie ok. 100 tys. zł, które pozwoliłyby mi wziąć kredyt, jak wszyscy moi znajomi, ale trochę mniejszy po prostu. Nie mam raty 1,7 tys. zł, tylko tysiąc. To ważne, bo jako pisarz chcę opisywać, jak słońce pięknie wpada przez rolety i oświetla kwiaty w wazonie, a nie, że mi się hajs kończy i muszę coś wymyślić.

Opowieść Bisza: Rap o myciu naczyń

Jak się żyje z Biszem? Chyba niełatwo. Karolina jest bardzo cierpliwa. Dopiero w tym roku zainstalowałem sobie internet w telefonie, więc na każdym wyjeździe do tego czasu, przez osiem lat, prosiłem ją, by włączyła nawigację, znalazła jakiś adres. To musiało być dla niej bardzo męczące, ale uważałem, że internet w komórce będzie mnie ograniczał. Dlatego przez ten czas ludzie nauczyli się, że jeśli mają do mnie jakieś sprawy, to uderzają do niej. Jest moim pośrednikiem ze światem, wysłannikiem tych wszystkich ludzi, którzy ze mną współpracują, negocjuje w ich imieniu. Doszło do tego, że na swoim FB napisała jako swoją pracę: kontrola jakości w firmie Bisz.

Jak śpiewam o myciu naczyń, to nie myślę, że to koniec rapowania. Myślę, że to początek. Wszyscy żyjemy codziennością, ale nie doceniamy jej. Mój rap się bardzo zmienił, bo zmieniło się moje życie. Nawijam kawałki o zmywaniu naczyń, o tym, jak włosy zapychają prysznic, to wszystko ślady mojej żony. I kiedy mówię, nie obrażaj się, to mówię też do niej.

A proste historie są najciekawsze. Najważniejsze. Z nich rodzą się wielkie historie. Dla mnie wielką historią jest życie z Karoliną.

Opowieść Bisza: Spadam w górę

Kłótnie? Zdarzają się. Gdzie drwa rąbią... Miłość trzeba siekierą wyrzeźbić z twardej kłody. No i wióry lecą. W kłótni mówi się różne rzeczy. Ważne, by się z nimi nie utożsamiać potem. Ważne, jaką narrację przyjmiemy: defensywną czy proaktywną.

Można powiedzieć: „Mam zjebane relacje z żoną”, albo: „Chcę poprawić relacje z żoną”, „Nie mam hajsu na wakacje i nigdzie nie pojadę”, albo: „Chcę zebrać pieniądze na wakacje”. Takiej zmiany narracji doświadczyłem. Utwór „Spadam w górę” napisałem, kiedy miałem depresję i nic mi się nie udawało. Czytałem wtedy historie o ludziach, którzy zdecydowali się na samobójstwo.

I myślałem: jeśli człowiek dochodzi do takiej granicy, że jest w stanie zrobić coś ostatecznego, to - odwracając to na drugą stronę - jest w stanie zrobić tak naprawdę wszystko. Odwrócić się od tej ściany i już go nie ma: jest tak źle, że zaraz skoczę, albo jest tak źle, że nie zależy mi na niczym i dzięki temu mogę wszystko. Wszystko od nowa.

Miałem w życiu parę epizodów z ciężkim dołem, wyszedłem silniejszy.

Opowieść Bisza: Ona, on i koty

– Nasz dom, nasze drzewo, nasz kot, nasze niebo – wymyśliliśmy sobie kota osiem lat temu, gdy zaśpiewaliśmy „Raj tuż za rogiem”. Nie chciałem kota, miauczą ciągle. Ale znajoma podrzuciła nam kotkę znalezioną pod teatrem, na kilka dni. Dostała imię Talia. Budzę się rano, a obok ona – cała czarna, piękna. Taka puma. Została z nami, stało się. Była idealna: po kocim katarze, więc nie wydawała odgłosów, z przetrąconą łapką, więc nie skakała wysoko, z krótką sierścią, nie kociła za dużo. Dlatego się zgodziłem. Była strasznie wychudzona, cieszyliśmy się, że jadła i robiła się coraz okrąglejsza. Po miesiącu wracam z imprezy, ubieram piżamkę, podnoszę kołdrę, a tam plama krwi. I dwa kotki. Taki żart zrobiła nam bogini komedii.

Jeden z urodzonych kotków był niestety słabszy. Umarł. Drugi – John - ma długie kłaki, skacze na wysokość lodówki i kwiczy.

Ale już jest, to jest.

Syna też sobie już w piosenkach wymyśliliśmy. I już czujemy się na dziecko gotowi. Hipergotowi.

Opowieść Bisza: Karolina

Karolina odkryła przede mną świat zmysłów. Czy ja bym sobie komin postawił w domu, olejku nalał i świeczkę zapalił? Teraz to naturalne. Kolory, materiały, cały świat przedmiotów, który mnie zachwyca, do którego moja wrażliwość była stworzona, jak się okazuje. Nie wiedziałem, że aż tak. Dziś staje się esencją codziennego życia. Bez Karoliny bym tego nie odkrył.

Pewnego dnia przyszła do domu i podarowała mi karnet na naukę pływania. Teraz już unoszę się na wodzie. Dziką żabką. Gdyby nie ona, nigdy bym nie pływał. Nigdy nie wsiadłbym do kajaka.

Karolina zabrała mnie też na pierwszą podróż zagraniczną, na grecką wyspę. Nie wiedziałem, że to takie ciekawe. Myślałem: burżuazyjny wymysł.

Karolina dokonuje świetnej kontaminacji znanych przysłów, np. „darowanemu koniowi nie zagląda się w mózg” albo „studnia bez wody”, mawia: „przesłuchałam tę płytę, ale to wszystko jest na jedno kolano”.

Lubi moje żarty. A mało kto je lubi. Strasznie ją śmieszyło, gdy wymyśliłem np. taki: „ósma żona Hannibala Lectera”? Petarda, nie?

Opowieść Karoliny: Miłość po odlocie motyli

Nie jest tak kolorowo. Wracam z pracy i pierwsze co – wkurzam się, że jest niewywietrzone, pełno kubków, łyżek, ja to wszystko muszę sprzątać, jestem wkurzona. Jarek jest trudnym człowiekiem.

Nasze życie od początku nie było łatwe. Ale mieliśmy wiarę w to, że się może udać. Nie było może pieniędzy, fundamentu ważnego dla moich rodziców, ale nam tak naprawdę niczego nie brakowało. Na naukę pływania wysłałam Jarka, bo gdy wyjeżdżaliśmy na wakacje, on uwielbiał wodę, a ja się martwiłam o niego. Widziałam, jak się pluska, ale nie mogłam go spuścić z oka na pięć minut, bo może mu się coś stać.

Jak poznałam Jarka, to na początku nie chciałam z nim być. Wiedziałam, że jest niesamowitym facetem. Nie oceniał. To było cudowne. Miałam wtedy 21 lat i to jest taki wiek, że się ocenia. Wszyscy oceniają. A Jarek nie. Potrzebowałam wtedy kogoś takiego. Ale też nie było to zbyt perspektywiczne. Patrzyłam na niego i myślałam: „Jeju, jak ty sobie poradzisz, co z tobą będzie...”.

Dziś wiem, że nie ma już rzeczy, której Jarek by nie zrobił. Na przykład, gdy toaleta nam się zepsuła, przez cały dzień siedział przed YouTube'em, sprawdzał tutoriale i naprawił. To jest niesamowite, że jesteśmy świadkami zmiany drugiego człowieka. Też mam nadzieję, że się przy Jarku i dzięki Jarkowi zmieniam. Dajemy sobie siłę. Bo miłość jest ogromną siłą. Kiedyś myślałam, że to te początki są niesamowite, te pierwsze spotkania, pierwszy pocałunek. Ale po ośmiu latach wiem, że ta dojrzała miłość jest najbardziej niesamowita. Że dziś mogłabym mu zawierzyć życie.

AKADEMIA OPOWIEŚCI. KONKURS Z NAGRODAMI
Kim jest najważniejszy człowiek w twoim życiu?
Stałeś się dzięki niemu lepszy, mądrzejszy, bardziej wartościowy. Kim on jest, co dla ciebie znaczy?

Opowiedz nam o nim, razem napiszmy jego historię. Może to właśnie twój bohater będzie tak interesujący, że pozna go cała Polska. Daj mu szansę, zasługuje na to.

Aby pomóc w pracy nad waszymi opowieściami, wyruszamy w Polskę, by uczyć pisania. Chcemy bohaterów pełnych życia, z krwi i kości. Takich, o jakich milczą podręczniki, a przecież dla was najważniejszych. Nasi dziennikarze Mariusz Szczygieł, Michał Nogaś i Włodzimierz Nowak zapraszają na warsztaty Akademii i poświęcą waszym opowieściom dużo więcej czasu niż akademicki kwadrans.

Serwis: Akademia Opowieści

Prace do 8 tys. znaków przyjmujemy do 31 marca 2017 r. I nagroda będzie miała wartość 5 tys. zł, II – 3 tys. zł, III – 2 tys. zł