Krystyna Kofta: Mój ojciec zawsze powtarzał, że musimy żyć przyzwoicie. To mój bohater

Krystyna Kofta, Alicja Bobrowicz; Zdjęcia: Marcin Urban; Montaż: Katarzyna Szczepańska; (sk)
19.03.2018 07:39

'Matka zawsze podkreślała. Twój dziadek Franciszek był wielkim patriotą. Gdy tylko wybucha Polska niepodległa, spakował fabrykę, wszystkie manatki i wrócił do kraju. Ojciec wtedy dodawał, fabrykę zwinął i natychmiast splajtował' - wspomina pisarka Krystyna Kofta. Jej dziadek urodził się w Wielkopolsce, w Kostrzynie. Wyemigrował do Berlina, gdzie urodziły się jego dzieci. Tam założył fabrykę konfekcji, w której w wieku 18 lat wspólnikiem został ojciec Krystyny Kofty.

Pisarka o powrocie swojej rodziny do ojczyzny: 'Polska niepodległa wybuchła nieoczekiwanie (...) Najpierw dziadek posłał syna, czyli mojego ojca, do Poznania. Mój tato wysłał telegram, tato Poznań to dziura. Nie przenoś się. Ale było już za późno (...) Dziadek zaraził go ojczyzną, której nie znał. Nie czuł się Niemcem. Nie znał po prostu swojej ojczyzny'.

O swoim ojcu Krystyna Kofta wypowiada się z ogromnym szacunkiem. Jak sama podkreśla, zawdzięcza mu bardzo wiele. 'Mój ojciec był niskiego wzrostu. Ale to jest mój mały bohater. Mój bohater. Wiem, że nie chciałbym, abym o tym mówiła, bo u mnie w domu chodziło o to, by nie mówić. Tylko jeśli moi rodzice nie kradli, ja też nie kradłam. Jeśli oni mówili z szacunkiem, to ja też. Nikomu nie zazdrościli, nie było w nich zawiści. Mimo że był PRL'.

Zobaczcie również:
Kolejna odsłona Akademii Opowieści. O co chodzi w akcji?

Nie kombinuj, nie przerywaj, pisz prosto [PORADNIK ŁAZAREWICZA]

Weź udział w naszej akcji, przyślij opowieść [FORMULARZ]