Krzysztof Łakwa: Ojciec Mateusz jedzie rowerem, a w tle urocze kamienice, ratusz. Wszyscy wiedzą, że to Sandomierz.

Marek Bronkowski, burmistrz Sandomierza: To prawda, dzięki serialowi "Ojciec Mateusz" wielomilionowa publiczność kojarzy nasz ratusz i nasze Stare Miasto. Sandomierz jest tak charakterystyczny, subtelny i jeśli do tej naturalnej urody miasta dodamy piękne zdjęcia, ujęcia z lotu ptaka, to trudno sobie wyobrazić kolejne odcinki serialu bez naszego miasta. Co prawda niektóre zdjęcia były kręcone w innych miejscach w województwie świętokrzyskim, ale i tak wszystko szło na nasze konto. Bo to się wzajemnie uzupełnia. Z jednej strony mamy księdza detektywa, a z drugiej piękno Sandomierza. Oglądając serial, sam inaczej patrzę na miasto.

Ale to był przypadek, że akcję serialu umieszczono akurat w Sandomierzu.

- Osiem lat temu jeden z producentów filmowych kupił licencję włoskiego odpowiednika serialu "Don Matteo". Szukając odpowiedniego miejsca do zdjęć, przedstawiciel producenta zjeździł Polskę wzdłuż i wszerz. Początkowo myślano o Starym Sączu i Tarnowie. Zrządzeniem losu ten człowiek zadzwonił do swojego kolegi ze szkolnych lat księdza Andrzeja Rusaka, który mieszka w Sandomierzu. Chciał się tu zatrzymać w drodze na południe Polski. Ksiądz zaproponował, że może to właśnie tu powinni kręcić serial. Dzień później oprowadził kolegę po mieście i decyzja zapadła.



Pamiętam, że pierwsze wizyty filmowców w mieście były sensacją. Teraz już chyba spowszedniały.

- Na początku to było coś niebywałego. Podglądanie od kuchni, jak serial jest tworzony, budziło bardzo duże zainteresowanie. Teraz co prawda trochę to spowszedniało, ale wciąż przy filmowcach zbierają się grupki widzów. Kręcenie serialu to też praca statystów, a są nimi przede wszystkim mieszkańcy Sandomierza. Niektórzy niemal zawodowo się tym trudnią, bo to sposób na pokazanie się w telewizji i zarobienie paru złotych.

To także duża atrakcja dla turystów. Wiele osób do nas dzwoni i dopytuje, kiedy będą kręcone kolejne odcinki, bo wtedy chcą tu przyjechać. Od razu powiem, że najbliższy termin pobytu ekipy to 29 maja - 3 czerwca.

Serial to prawdziwy hit. Już pierwszy odcinek obejrzało ponad 3 mln widzów, drugi - niemal cztery. I rozpoczął się turystyczny boom na Sandomierz. Trwa do dziś?

- Musieliśmy sprostać licznym wyzwaniom. Z dnia na dzień okazało się, że miasto ma problem z turystami. Mam tu na myśli brak odpowiedniej liczby parkingów, ale też miejsc w hotelach czy restauracjach. Ale przedsiębiorcy bardzo szybko potrafili się w tym odnaleźć. W 2010 roku było 900 miejsc noclegowych, dzisiaj są ich 3 tysiące. Ta baza cały czas jest powiększana. Tylko na Starym Mieście powstają dwa kolejne obiekty.

W ubiegłym roku miasto odwiedziło ponad pół miliona osób. Dla 25-tysięcznego Sandomierza to bardzo dobry wynik, są pewne utrudnienia, zwłaszcza dla mieszkańców Starego Miasta. Ale godzą się na ten dyskomfort, rozumiejąc, że jesteśmy miastem turystycznym.



Sandomierz nie wstydzi się, że sukces zawdzięcza głównie serialowi. W mieście jest dworek i przedszkole "Ojca Mateusza", a przewodnicy oprowadzają turystów po miejscach znanych z filmu.

- Nie może być mowy o wstydzie, my jesteśmy dumni, że Sandomierz i serial są stawiane za wzór lokowania miasta w filmie. Z żadnym innym miastem w Polsce to się nie udało. Władze lokalne doskonale współpracują z producentem serialu, całą ekipą, a to przekłada się też na aktywność naszych przedsiębiorców. Niebawem w Sandomierzu powstanie Świat "Ojca Mateusza" - galeria, gdzie będzie serialowa scenografia, rekwizyty.

Najpierw przypadkiem wybrano miejsce dla "Ojca Mateusza", później Zbigniew Miłoszewski osadza w Sandomierzu akcję bestsellerowego "Ziarna prawdy", książką zachwyca się żona Borysa Lankosza i reżyser ją tu ekranizuje. Sporo szczęśliwych zbiegów okoliczności.

- Największe odkrycia to też dzieła przypadku. Szczęście nam sprzyja, a to wszystko służy miastu, które - może powiem nieskromnie - jest nietuzinkowe. Sandomierz po prostu ma to coś w sobie. Jest miastem otwartym, komfortowym do życia, staram się być jak najbliżej mieszkańców, wszystkich tych, którzy chcą tu inwestować. Dlatego każdy, kto zawita do Sandomierza choć raz, zawsze tu wraca.

Turystów przybywa, sezon jest coraz dłuższy. To już nie kwiecień - wrzesień, ale marzec - końcówka listopada. Sandomierz tak dobrze umie wykorzystać sukces promocyjny?

- Ukłon w stronę przedsiębiorców, którzy wyszli naprzeciw oczekiwaniom turystów, a także naszej strategii promocyjnej. Wprowadziliśmy m.in. akcję "100 procent Sandomierza za połowę wartości", czyli w konkretny weekend ceny usług spadają o połowę. Ona także przyciąga odwiedzających. W sezonie uważanym za martwy organizujemy wydarzenia kulturalne, rozrywkowe, sportowe i mam nadzieję, że wypracujemy to, że sezon turystyczny będzie tu trwał przez cały rok.



Wydłuża się też czas, jaki turyści spędzają w Sandomierzu. Jeszcze 15 lat temu zwiedzało się to miasto w pakiecie z zamkiem w Krzyżtoporze i Baranowem Sandomierskim.

- To pokłosie szerszej oferty. Naszą ogromną zaletą stała się różnorodność. Mamy wspaniałe zabytki, przepiękne widoki, jedyne na świecie Góry Pieprzowe, krzemień pasiasty, wina [Sandomierski Szlak Winiarski], owoce [Szlak Jabłkowy], ścieżki rowerowe, atrakcje wodne, rozbudowaną bazę hotelowo-gastronomiczną. Każdy znajdzie coś dla siebie. I jeśli dodamy do tego magię miasta, to nikt nie będzie zawiedziony pobytem w Sandomierzu.

Następny zbieg okoliczności. Dwa lata temu Rosja wprowadziła embargo na polskie owoce, ale sadownicy wyszli z niego obronną ręką i zamiast sprzedawać owoce, zaczęli tłoczyć soki. Powstał kolejny produkt mocno związany z Sandomierzem.

- Grupy producenckie działają coraz prężniej. Rosyjskie embargo spowodowało, że zaczęli szukać innego rozwiązania. Teraz to procentuje i nabiera coraz większego rozmachu. W całej Polsce można kupić świeże soki tłoczone z sandomierskich jabłek.

W jakich dziedzinach Sandomierz może się jeszcze rozwijać?

- Ma szansę stać się miastem, w którym przez cały rok będą odbywać się liczne szkolenia i konferencje. Brakuje nam hotelu sieciowego z dużą salą konferencyjną. Jestem otwarty na partnerstwo publiczno-prywatne, mamy tereny inwestycyjne, obiekty do adaptacji. Zapraszam inwestorów do Sandomierza. Otwarciem się na zewnątrz jest też rozpoczęta w ubiegłym roku współpraca z sąsiednimi gminami. Dotychczas dzieliła nas Wisła. Teraz zaczyna łączyć i daje nowe możliwości. Chcemy dobrze wykorzystać rzekę. Pierwszym elementem będzie stworzenie na 22 przywiślańskich hektarach "zielonego bulwaru", czyli terenów rekreacyjnych i miejsca do uprawiania sportów wodnych. To też miejsce do żeglugi śródlądowej. Planujemy punkty postoju dla statków przy Górach Pieprzowych i przy ujściu Sanu do Wisły w gminie Gorzyce.

TVP zapowiedziała, że powstanie kolejna seria "Ojca Mateusza", ale już teraz trzeba sobie zadać pytanie: co dalej?

- Sandomierz jest marką samą w sobie. Ponadto serial już na zawsze będzie kojarzony z miastem. Oczywiście musimy być przygotowani na jego zakończenie. Mocą naszego miasta jest różnorodność, o której mówiłem. Chcemy, żeby Sandomierz stał się też centrum promowania krzemienia pasiastego, z którego można robić np. biżuterię.

Tylko że na razie krzemień w Polsce jest mało znany. Za granicą bardziej go doceniają. Biżuteria autorstwa sandomierzanina Cezarego Łutowicza trafiła m.in. do królowej Belgii czy Victorii Beckham.

- Nie zgodzę się z tym. Już teraz Sandomierz jest drugim po Legnicy ośrodkiem złotniczym w Polsce. Mamy największą kolekcję biżuterii z krzemieniem. Odbywają się wystawy, warsztaty złotnicze, prężnie działają artyści złotnicy. To też jest element promocji pokazujący, że krzemień nie jest zwykłym kamieniem. Został zresztą okrzyknięty kamieniem optymizmu. Sam taki niewielki zawsze noszę przy sobie.



Sandomierz często porównywany był do Kazimierza Dolnego. Te dwa miasta konkurowały ze sobą i nie darzyły się zbytnią sympatią. Wciąż się nie lubicie?

- Z pełnym szacunkiem dla Kazimierza, ale jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę zabytków i historię miasta, nasza przewaga jest jednoznaczna. Kazimierz był dobrze skomunikowany ze stolicą, rzeczywiście pod tym względem z nami wygrywał. Była też pewna moda na tamto miasto, ale to już czas przeszły, a Sandomierz wciąż jest na topie. O żadnych animozjach nie ma mowy. Co więcej, chciałbym się spotkać w władzami Kazimierza, porozmawiać, zastanowić się, co możemy razem zrobić dla swoich miast. A może trzeba postawić na wspólną promocję?

"Pracownia miast" w Sandomierzu

"Pracownia miast" to akcja społeczna "Gazety Wyborczej" poświęcona wyzwaniom, przed którymi stoją polskie miasta. Zorganizowaliśmy ją, bo zależy nam na miastach, w których jest czym oddychać, władza rozmawia z mieszkańcami, młodzi zostają, a starsi nie przeszkadzają, rewitalizuje się kamienice i więzi między ludźmi, a obcy nie czują się obco.

W ramach "Pracowni miast" organizujemy konferencje i warsztaty, które stały się forum dialogu samorządowców, mieszkańców oraz naukowców, ekspertów, społeczników, przedstawicieli rządu, biznesu i kultury.

Trwa trzecia edycja naszej akcji. Dotychczas zorganizowaliśmy 20 spotkań w 13 miastach, a nasze zaangażowanie doceniło jury międzynarodowego konkursu INMA Global Media Awards - "Pracownia miast" znalazła się wśród jego finalistów (ogłoszenie wyników 24 maja).

9 i 10 maja "Pracownia miast" zawita do Sandomierza.

10 maja, w trakcie otwartej konferencji, będziemy rozmawiać m.in. o tym, jak pogodzić ochronę dziedzictwa Sandomierza z rozwojem przedsiębiorczości, oraz o tym, jak sprawić, by turyści jeszcze chętniej odwiedzali Sandomierz. Gośćmi specjalnymi wydarzenia - obok samorządowców i przedstawicieli lokalnych władz - będą m.in.: ekspert od wizerunku marki Mateusz Zmyślony (Grupa Eskadra) oraz Krzysztof Grabowski, reżyser filmowy i telewizyjny, producent m.in. serialu "Ojciec Mateusz".

Konferencja odbędzie się w sandomierskim ratuszu (ul. Rynek 1) i potrwa od 11 do 16.30.