ROZMOWAZ ALEKSANDREM OBŁĄKIEM I AGNIESZKĄ IMIELĄ

Mateusz Kokoszkiewicz: Po co prowadzicie tę kampanię?

Aleksander Obłąk*: W ślad za budową infrastruktury rowerowej, za co odpowiedzialny jest urząd miejski, muszą pójść działania edukacyjne. Wiele osób nie wie, że może dotrzeć do pracy na rowerze lub nie wie, jak bezpiecznie poruszać się po mieście rowerem. Często pojawiające się nowe rozwiązania, takie jak śluza rowerowa, nie są dla wszystkich zrozumiałe.

Agnieszka Imiela*: Sama przez lata byłam głównie kierowcą, więc gdy wsiadłam na rower, nie wszystko było dla mnie jasne. Chcę podzielić się doświadczeniem z tymi, którzy zastanawiają się, jak to zrobić.

Czy jest do czego zachęcać? Sieć dróg rowerowych jest mocno dziurawa.

A.O.: To prawda, że brakuje wielu tras. Jako członkowie rady rowerowej proponujemy m.in. wyznaczenie pasów rowerowych na ul. Świdnickiej i Widok, Piaskowej czy pl. Orląt Lwowskich.

A.I.: Widać jednak, że z każdym rokiem jest poprawa. Moja córka teraz jest w stanie przebyć większość trasy wydzieloną drogą, a kiedyś nie miała takiej możliwości. Pojawiają się też kolejne stojaki rowerowe.

A.O.: Warto jednak przekonywać, by użytkownicy rowerów korzystali z jezdni. Im więcej ich będzie, tym bezpieczniejsze staną się ulice.

Wiele osób wjeżdża na jezdnię, ale potem rezygnuje z roweru, gdyż boi się samochodów.

A.I.: Dlatego będziemy uczyć, jak zgodnie z prawem i bezpiecznie poruszać się po wrocławskich drogach. Pamiętam, że gdy pierwszy raz wjechałam na Podwale, samochody wyprzedzały mnie o włos i szybko zjechałam znów na chodnik. Koledzy jednak przekonali mnie, że obowiązek jazdy po prawej stronie nie oznacza, że muszę jechać 10 cm od krawężnika. Gdy będziemy trochę dalej - kierowcy nie będą próbować wyprzedzać tym samym pasem.

A.O.: Częściej możemy zostać obtrąbieni przez auta na rejestracjach niewrocławskich. Widać, że wrocławscy kierowcy są już coraz bardziej przyzwyczajeni i coraz bardziej szanują cyklistów.

Prezydent Dutkiewicz zapowiedział powstanie ogólnomiejskiej sieci dróg rowerowych. Na razie jednak nie ma widzialnych efektów.

A.I.: Procesy zmian są zaawansowane, ale muszą trochę potrwać. Sprawą zajmuje się wiceprezydent Maciej Bluj, który jest realnym partnerem strony społecznej. Wziął na siebie także przekonywanie tych urzędników, którzy nie są przyzwyczajeni do obecności roweru w przestrzeni.

Co poza nauką jazdy robicie w ramach kampanii?

A.I.: W sobotę zorganizowaliśmy przejazd rowerów stylowych. Dwa kółka nadal wielu osobom kojarzą się ze sportem, a nie z jazdą po mieście. Będziemy pokazywać też zwykłych ludzi, którzy wybierają rower.

A.O.: Rozdamy sporo gadżetów, w tym pokrowce na siodełko chroniące przed deszczem, bo rowerem można jeździć przy każdej pogodzie. Poza tym kupony na wypożyczenie roweru czy też zaproszenia na jazdę po mieście z instruktorem.

Właśnie trwa Europejskie Wyzwanie Rowerowe. Ścigamy się z innymi miastami o to, kto więcej wyjedzie, teraz wyprzedza nas tylko Gdańsk. Po co to robimy?

A.O.: Pościgać się z innymi zawsze warto. Kluczowe jest to, by pokazać, że Europejczycy, w tym wrocławianie, jeżdżą na rowerze. Nie chodzi o "rowerową stolicę Europy", bo Kopenhagi czy Amsterdamu nie przeskoczymy w rok, ale raczej o wsparcie dla procesu zmian.

Dlaczego tak zależy wam, żeby ludzie wsiedli na rower?

A.O.: Miasto ma ograniczoną pojemność. Nie przyjmie już następnych samochodów, dlatego bez poprawy infrastruktury dla rowerów i komunikacji miejskiej nic się nie zmieni. Skorzystają na tym też kierowcy, którym zmniejszy się korek.

A.I.: Najwięcej zyskają ci, który przesiądą się na dwa kółka. Będą mniej się denerwować, zaznają więcej ruchu, oszczędzą na paliwie i kosztach parkingu. A często na czasie - drogę, którą samochodem pokonywałam w 40 minut, często rowerem mogę przejechać dwa razy szybciej. I to wcale się nie pocąc.

To oznacza, że wszyscy powinniśmy jeździć na rowerach?

A.O. Zupełnie nie o to nam chodzi, w dokumentach zapisany jest cel, by było to 15 proc. wrocławian. Najważniejsze, by każdy po prostu miał wybór. Do tego potrzebuje wydzielonych tras, ale też musi przełamać pewną barierę psychiczną. Potrzebujemy też miasta bezpiecznego, gdzie nie będzie wypadków śmiertelnych. Warto pomyśleć o przebudowie naszych ulic, by nie zachęcały do przekraczania prędkości.

Czy rowerzyści nie są roszczeniową grupą? To częsty zarzut komentatorów.

A.I.: Roszczeniowa może będę, gdy zacznę postulować np. zamykanie ulic i przeznaczenie ich tylko na rowery. Na razie chcę tylko móc bezpiecznie dojechać z miejsca zamieszkania do pracy. To powinna być normalność. Każdy, kto spróbuje pokonać np. pl. Orląt Lwowskich na rowerze, też stanie się "roszczeniowym rowerzystą".

* Aleksander Obłąk i Agnieszka Imiela są członkami stowarzyszenia Akcja Miasto, które prowadzi kampanię "Kocham Wrocław, wybieram rower", należą też do społecznej rady rowerowej przy Urzędzie Miejskim Wrocławia