Fot. Wawrzyniec Święcicki

21 stycznia 2062. Godzina 7. Jana Kowalskiego budzi urzekający zapach kawy świeżo zaparzonej przez zaprogramowany ekspres.

Och, pospałoby się dłużej. Ale nie ma szans. Dom już żyje. Światło, które właśnie włączyło się w sypialni, za chwilę zgaśnie i rozbłyśnie w łazience. Energia jest na wagę złota! Gdyby Jan zechciał dłużej pobyć pod prysznicem, powoli zmniejszający się strumień przypomni mu, że nie wolno marnować wody.

W lodówce dokładnie tyle masła, sera i wędlin, ile Jan potrzebuje, żeby przypadkiem nie trzeba było ich wyrzucać. Gdy jedzenie się kończy, lodówka odczytuje datę ważności na produktach i zamawia brakującą żywność w internetowym sklepie.

Po śniadaniu czas do pracy. Oczywiście wyłącznie na piechotę lub rowerem. Ewentualnie pojazdem napędzanym energią elektryczną, który można pożyczyć na publicznym parkingu. Gdy Jan dojedzie do celu, zostawi go dla kolejnych podróżnych.


Samochód? To zbytek dawnych pokoleń. Kto by pomyślał, że jeszcze pół wieku temu ludzie tak lubili te przeglądy, poszukiwanie miejsc parkingowych i wydawanie kupy pieniędzy na ubezpieczenie.

Jeśli myślicie, że życie Jana to futurologia, bardzo się mylicie. Miasta ekologiczne już rosną.

Internet zamiast replikantów

Pamiętacie filmy z lat 80. i 90.: kultowego "Łowcę androidów" Ridleya Scotta czy choćby "Pamięć absolutną" Paula Verhoevena?

Wróżyły mniej lub bardziej udolnie, jak będzie wyglądać świat XXI wieku. Niewiele z tych przewidywań się spełniło. Nie grożą nam replikanci - genetycznie zmodyfikowane istoty - ani nie skolonizowaliśmy jeszcze Marsa. Mamy za to globalną sieć internetową, telefony komórkowe i GPS oraz lekarstwa (choćby insulinę) wytwarzane przez bakterie zaprzęgnięte do tej pracy dzięki osiągnięciom biotechnologii. Te przełomowe osiągnięcia nie robią już na nikim wrażenia, a przecież ich powstanie i upowszechnienie to kwestia zaledwie kilku ostatnich dekad.

Trailer ''Łowcy androidów'' Ridleya Scotta''

Niestety, prócz postępu mamy problemy na miarę XXI wieku. Ocieplenie klimatu, coraz szybciej wyczerpujące się zasoby paliw kopalnych, zmiany demograficzne, a wszystko na tle niezaspokojonych apetytów społeczeństw - i tych rozwiniętych, i tych rozwijających się.

Już nie tylko aktywiści, ekolodzy i naukowcy, ale także ekonomiści, przedsiębiorcy i możni tego świata wiedzą, że musimy nauczyć się żyć na nowo.


Coraz popularniejsza staje się jest idea zrównoważonego rozwoju, a wśród jej założeń wizja ekologicznych miast. I właśnie takiego miasta: nowoczesnego, a jednocześnie zdrowego środowiska do życia - samowystarczalnego energetycznie i obojętnego względem klimatu - możemy spodziewać się dla przyszłych pokoleń za pół wieku.

W tłumie zdrowiej

Miasta wbrew obiegowej opinii mogą być najlepszym remedium na bolączki tego świata. Paradoksalnie to nie tereny wiejskie, a już na pewno nie przedmieścia, są najbardziej "zielonymi" obszarami. Gdy każdego dnia musimy pokonywać dziesiątki kilometrów, by dostać się do pracy, szkoły, banku, sklepu, lekarza czy kawiarni, zostawiamy za sobą nieporównywalnie silniejszy "ślad węglowy" niż mieszkaniec zwartej miejskiej zabudowy.

Tam wiele rzeczy jest po prostu za rogiem. A jeśli nie, można skorzystać z komunikacji miejskiej, która jest znacząco mniej szkodliwa per capita dla środowiska. A to tylko przecież ułamek ekologicznych kosztów życia.

Do nich musimy dołożyć całą infrastrukturę (drogi, kanalizacja, sieć energetyczna, ogrzewanie, wywóz śmieci), która tak jak prywatne samochody potrzebuje energii i jak one zanieczyszcza środowisko.


W mieście może wszystkiego jest więcej (także spalin i śmieci), licząc na metr kwadratowy. Ale uśrednijmy na jednego mieszkańca i od razu widać, że im większe zagęszczenie, tym mniejsze koszty energetyczne i mniejsze obciążenie dla środowiska. Pod warunkiem że miasto jest rzeczywiście mądrze zarządzane.

Ale nie łudźmy się: życie w mieście to dla ludzkości nie kwestia świadomego proekologicznego wyboru - to konieczność i praktycznie nieodwołalna przyszłość. Prognozy ONZ przewidują, że do 2050 r. w miastach zamieszka 70 procent światowej populacji; około 6,4 miliarda z 9,2 miliardów, które będą żyć na naszym globie.

Czy miasto przyszłości będzie wyglądało tak, jak Szanghaj? Na filmie - przejażdżka taksówką po Szanghaju.

Już od 2008 roku ponad połowa ludzkości żyje w miastach i trend migracji z terenów wiejskich do miejskich wciąż się umacnia. Część nowych mieszkańców metropolii jest skazana na egzystencję w nieludzkich, zdehumanizowanych i zanieczyszczonych blokowiskach albo bezładnych - i jeszcze bardziej brudnych - fawelach lub slumsach. Nie można o tym zapominać.

Ale na szczęście już dziś na całym świecie powstają nowoczesne "zielone" dzielnice oraz osiedla, a istniejące metropolie w ramach modernizacji wdrażają po kolei szereg ekologicznych rozwiązań. I miejmy nadzieję, że to właśnie ten trend przeważy w świecie naszych dzieci i wnuków.

Wydajny jak komputer

Najpełniej wizja ekomiast spełniłaby się, gdyby je po prostu zaprojektować i założyć od zera. I choć mogłoby się wydawać, że to tylko nierealne marzenie, takie pomysły są naprawdę realizowane.

Na wschód od Seulu, na sztucznej wyspie, powstaje miasto przyszłości - Songdo. Na sześciu kilometrach kwadratowych do 2015 r. zamieszka 65-75 tys. mieszkańców (ale w biznesowej części do 2020 r. ma znaleźć pracę nawet 300 tys. osób). Dziś żyją tam już 22 tys., a kolejne 5 tys. dołączy do końca 2012 r. W mieście powstanie także najwyższy budynek Korei Południowej - Asia Trade Tower.

Ale to nie wielkość (jak na standardy w Azji wcale nie powalająca), lecz nowoczesność Songdo sprawi, że będzie ono unikalne na skalę światową. To pierwsze zbudowane od podstaw prawdziwie inteligentne miasto - w stopniu dotąd niespotykanym nafaszerowane technologią przez amerykańskie przedsiębiorstwo informatyczne Cisco.

Wizualizacja Songdo

Dzięki setkom tysięcy czujników i mikroprocesorów w ulicach, samochodach, parkingach i mieszkaniach to miasteczko będzie myślało (i tym samym dbało o środowisko) za ludzi. Na bieżąco będzie zbierać dane, przeliczać je i wydawać dyspozycje, aby optymalizować wszystko, co się da: zużycie energii elektrycznej, ogrzewanie i klimatyzację budynków, oświetlenie ulic, zapotrzebowanie na wodę, transport publiczny, a nawet natężenie ruchu pieszego na chodnikach. Wszystko po to, by ograniczyć emisję gazów cieplarnianych do jednej trzeciej średniej emisji miasta porównywalnych rozmiarów.

Prócz tych informatycznych rozwiązań (od których miasto zyskało przydomek "smart", czyli po angielsku mądry, elegancki i sprytny w jednym), planiści Songdo zaprzęgli do pracy wiele innych ekologicznych rozwiązań. Światła uliczne to oczywiście energooszczędne diody LED. Ogrody na dachach ograniczają odpływ deszczówki do kanalizacji i zapewniają produkcję żywności w mieście, a także ochładzają je, wykorzystując energię słoneczną do fotosyntezy.

Zużyta w kuchniach i łazienkach woda po oczyszczeniu służy do nawadniania terenów zielonych. Natomiast ze śmieciami radzi sobie sieć pneumatycznych rur, które odprowadzają zarówno mokre, jak i suche odpadki z domów i ulic, a następnie dostarczają je do miejsc recyklingu i utylizacji.

Dokument o ''inteligentnych'' rozwiązaniach planowanych w Songdo.

Songdo ma stać się po prostu modelowym miastem przyszłości. Jego twórcy i sponsorzy - głównie amerykańska firma deweloperska Gale International i bank Morgan Stanley - mają zamiar wykorzystać plany i rozwiązania Songdo do budowy jeszcze 20 podobnych miast w Chinach i Indiach. A na tym wcale się nie musi skończyć, jeśli inne kraje także pójdą za przykładem Korei.

Według raportu amerykańskiej firmy analitycznej ABI Research pod koniec 2011 roku na świecie prowadzono 102 projekty (oczywiście nie tak duże jak Songdo) inteligentnych miast: 38 w Europie, 35 w Ameryce Północnej, 21 w Azji, po 6 na Bliskim Wschodzie i w Afryce i 2 w Ameryce Południowej. To już coś.

Globalny kryzys może zwolnić ten trend, ale już go nie zatrzyma.

Trudne losy prekursorów

Niestety, początki są zawsze najtrudniejsze. Do tej pory największą sławę (i tę dobrą, i tę złą) zyskały sobie dwa najbardziej spektakularne ekologiczne projekty miast przyszłości: Dongtan i Masdar. Ten pierwszy, powołany do życia w 2005 r. przez rząd Chin, mimo niezwykłego początkowego impetu skończył się niczym. A szkoda, bo Dongtan pod względem skali i nowoczesności mogło być jeszcze bardziej imponujące niż Songdo.

Wizualizacja Dongtan

Miało wyrosnąć na rolniczej wyspie Chongming leżącej u ujścia rzeki Jangcy w pobliżu Szanghaju. Zaplanowano je jako miejsce zamieszkania dla pół miliona mieszkańców - całkowicie zasilane energią ze źródeł odnawialnych, bez samochodów i niezwykle wydajne pod względem zużycia i recyklingu wody. Do 2010 r. realizacja tego projektu szła bez zarzutu. Amerykańska firma konstruktorska i architektoniczna Arup (ta, która zaprojektowała m.in. operę w Sydney, stadion olimpijski w Pekinie, most nad Sundem łączący Danię ze Szwecją) oddała szczegółowe plany budowy miasta, ale dalsze prace zatrzymano, nie podając żadnych przyczyn tej decyzji.

Dziwnym zbiegiem okoliczności w tym czasie zaaresztowano Chen Lianglu, lidera Partii Komunistycznej w Szanghaju, który był odpowiedzialny ze strony miasta za koordynację projektu. Czy Dongtan jednak powstanie? Do dziś nie wiadomo.

Natomiast Masdar rośnie jak na drożdżach, choć także i jego nie ominęła poważna krytyka. W końcu trudno oprzeć się pokusie cynizmu, pisząc o jednym z emiratów arabskich, Abu Zabi, który zbił swoją fortunę na wydobyciu ropy, a teraz stara się zbudować najbardziej ekologiczne miasto świata: nieemitujące w ogóle dwutlenku węgla do atmosfery, zasilane jedynie odnawialnymi źródłami energii, nieprodukujące odpadów i pozbawione samochodów na benzynę.

Fot. Andrzej Monczak / AGMakieta Masdar City

Ale najbardziej opinii o Masdarze zaszkodziło coś innego: początkowe wyśrubowane założenia były niezwykle imponujące, ale z czasem ich realizacja pozostawiła wiele do życzenia.

Rozpoczęte w 2008 r. prace budowlane szybko zaczęły się opóźniać, a testy zaprojektowanych specjalnie dla Masdaru paneli fotowoltaicznych nie spełniały oczekiwań. Ostatecznie musiano zrezygnować z założenia zerowej emisji dwutlenku węgla. Mimo to Masdar pozostaje liderem wykorzystania nowoczesnych źródeł energii, głównie promieni słonecznych. Oddany do użytku w 2010 r. Uniwersytet Technologiczny - Masdar Institute of Science and Technology - wytwarza aż o 60 proc. więcej energii, niż sam potrzebuje.

Na plus wszystkim projektom ekomiast (nawet tym nie do końca zrealizowanym) trzeba policzyć coś, co na pierwszy rzut oka nie robi większego wrażenia.

W dłuższej perspektywie to nie te pierwsze ekologiczne miasta zmienią świat - zamieszka w nich mniej niż promil ludzkości. Ich powstanie wymusi jednak niezwykły postęp technologiczny w architekturze i urbanistyce.


W końcu nie wszystkie misje lotu na Księżyc się powiodły, a jednak cały projekt odniósł sukces. A przy okazji powstało wiele odkrywczych rozwiązań i technologii, które nie były celem samym w sobie, a jednak przyczyniły się do postępu cywilizacyjnego. To samo dzieje się dziś przy okazji projektowania ekomiast: przesuwają granice myślenia.

Wirtualna podróż po Masdar City.

Uciec apokalipsie

Dzięki budowie Songdo, Dongtanu czy Masdaru przyszłe pokolenia mogą urodzić się w zupełnie innym świecie.

I jeśli nawet nie wszyscy będą za pół wieku żyć, jak Jan, to warto do tego dążyć. Zresztą nie mamy innego wyjścia: albo świat przestawi się na zrównoważony rozwój, ekologiczne miasta i gospodarkę opartą na odnawialnych źródłach energii, albo Ziszczą się proroctwa z zupełnie innych futurystycznych filmów z lat 80.

Na przykład "Mad Maxa" George'a Millera, którego bohaterowie żyją co prawda w XXI w, ale jest to zupełnie niezielony świat postapokaliptyczny.

Trailer ''Mad Max 2'', kanonicznego obrazu kina postapokaliptycznego.