Skąd problem? Wyobraźmy sobie sytuację pani Katarzyny, urodzonej w 1953 r. W 2008 roku przeszła na tzw. wcześniejszą emeryturę w wieku 55 lat, po przepracowaniu 30 lat. Zrobiła tak samo, jak wcześniej to uczyniły jej koleżanki, Barbara (rocznik 1952) i Anna (rocznik 1949).

Wszystkie kobiety dostawały wcześniejsze emerytury i jednocześnie pracowały odkładając kolejne składki emerytalne. Dzięki temu każda z nich liczyła, że gdy osiągnie 60 lat i przejdzie na emeryturę powszechną będzie miała wyższe świadczenie - bo ZUS doliczy im dodatkowe składki.

Tymczasem 1 stycznia 2013 r. zmieniono przepisy. Zmiana przewidywała, że emerytura powszechna (czyli w wieku 60 lat dla kobiet) będzie pomniejszona o kwotę wcześniej wypłaconych wcześniejszych emerytur. Zamiast więc podwyżki czekała obniżka emerytur.

Pani Barbara i pani Anna  skorzystały z możliwości złożenia wniosku o przyznanie nowej emerytury jeszcze w 2012 r., a więc pod rządami starych przepisów.

Takiej możliwości nie miała jednak pani Katarzyna, która 60 lat skończyła dopiero w 2013 r. A to oznaczało, że Pani Katarzynie ZUS wyliczając nową emeryturę powszechną odjął wszystkie kwoty wypłaconych wcześniejszych emerytur. To przełożyło się na mniejszy kapitał składkowy i automatycznie świadczenie zmniejszone o 400 zł.

Tysiące kobiet z rocznika 1953 będzie mogło domagać się podwyższenia emerytury. Jak i na jakiej podstawie? Sprawdź we wtorek 30 lipca w "Gazecie Wyborczej".