Pierwszy odcinek „Gry o tron” pokazano w kwietniu 2011 r. Wtedy wydawało się, że to kolejny serial jakich wiele, tyle że osadzony w fantastycznych realiach. Dziś nie ma jednak produkcji, która wzbudzałaby więcej emocji, miała więcej widzów, była szerzej dyskutowana. I droższa.

Na premierę ostatniej serii czekamy prawie dwa lata (sezon 7 rozpoczął się w lipcu 2017 r.), a to najdłuższa w historii „Gry o tron” przerwa między sezonami. Kiedy z okazji wręczenia Złotych Globów (6 stycznia) HBO wypuściło filmik, w którym była jedna – dosłownie – scena z ósmego sezonu serialu, w internecie się zagotowało.

Sansa Stark spotyka się z Daenerys Targaryen i pierwsza uznaje zwierzchność drugiej („Wasza Wysokość, Winterfell jest twoje” – mówi Sansa). Te może 5 sekund było analizowane łącznie z wyrazami twarzy aktorek. Podobnie było później, gdy pojawił się pierwszy zwiastun prezentujący Sansę, Aryę i Jona Snowa przechadzających się po katakumbach Winterfell. Ale co poza teoriami fanów z tych zapowiedzi wynika?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej