Maciej W., członek stowarzyszenia, jeszcze przed zatrzymaniem napisał prośbę do komendanta jednego z komisariatów. Chciał wraz ze znajomymi zwiedzić siedzibę policji. „Taka wizyta miałaby nieocenioną wartość. Z ogromną chęcią poznam, jak wygląda praca policji od środka” – napisał. I sam zaproponował program wycieczki: pokaz radiowozu, przejażdżka ulicami, poczęstunek w gabinecie komendanta, wyjazd na strzelnicę, kurs obsługi broni. A drugiego dnia wykłady pt. „Techniki przesłuchań i areszt wydobywczy” oraz „Manipulacja przy dowodach w sprawie – praktyczne porady”.

Komendant odmówił, choć Maciej W. obiecywał, że w zamian za wycieczkę może skromnie wspomóc policję: da pieniądze na nowe baterie do latarki albo na długopisy dla policjantów.

Techniki przesłuchań i pracę policji od środka poznał dopiero wtedy, gdy przed rokiem zatrzymali go uzbrojeni w długą broń tzw. gumisie w kominiarkach, a sąd aresztował go na trzy miesiące.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej