Kiedy Natalija zagroziła, że nie pójdzie do pracy, jeśli nie dostanie zaległej wypłaty, przyjechali ludzie z agencji pracy, zamknęli ją na siłę w kuchni, wykręcili ręce, zaczęli trzepać rzeczy w poszukiwaniu karty pobytu, którą chcieli zabrać.

Ukrainkę uratował jej kolega. Ludzie z agencji dokumentów nie znaleźli, ale Natalija Murzak, a z nią ponad setka rodaków, wypłaty od agencji nie dostała.

– Pracowałam tak dużo i ciężko. Były dni, kiedy wychodziło po 18 godzin na dobę.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej