62-letni doktor filozofii zwykł mówić swoim studentom: „Człowiek i kobieta powinni mieć równe prawa". Podczas dyskusji o uchodźcach naukowiec rzucił: „Chciałbym posiadać sześć Syryjek. Chętnie je przyjmę do siebie. Jedna będzie od gotowania, druga od sprzątania, trzecia do łóżka… One są obrzezane, ale to nie im seks ma sprawiać przyjemność". Do ziewającej studentki wykładowca rzucił: „No... mój to by się nie zmieścił". Studentkom, które na zajęcia wkładały krótsze spódnice, prawił komplementy: „Widzę, że pani dziś dobrze przygotowana". Homoseksualistów nazywał pedałami i porównywał do pedofilów.

W zeszłym roku grupa pięciu studentek powiedziała: »dość” i napisała skargę do władz uczelni. Dziewczyny o zachowaniu wykładowcy zdecydowały się również opowiedzieć „Wyborczej”. Pisaliśmy o tym jesienią zeszłego roku. Uczelnia wszczęła postępowanie. Wykładowca został zawieszony, a rzecznik dyscyplinarny uczelni wnioskował, by na dwa lata pozbawić go prawa do wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej