Letnia noc z piątku na sobotę. Kacper (imię zmienione), 20-letni chłopak z małej miejscowości na Pomorzu, gej, bawi się ze swoim partnerem na imprezie w HAH – klubie LGBT w Sopocie. Nazwa klubu jest skrótem od Hell and Heaven (Piekło i Niebo). Młodzi mężczyźni spóźniają się na nocny pociąg powrotny do domu (następny jest za kilka godzin, rano), dochodzi do sprzeczki, czy pójść bawić się dalej, czy czekać na dworcu. Kacper wraca sam w pobliże klubu, na plażę. Tam podchodzi do niego trzech mężczyzn – proponują piwo i powrót do środka. Chłopak się zgadza. W piwie jest prawdopodobnie GHB, pigułka gwałtu.

Kacper – w lokalu – zaczyna się źle czuć. Wychodzi na zewnątrz. Przypadkowo poznani imprezowicze wychodzą za nim na plażę i tam go gwałcą, zbiorowo. Na głowach mają czapki, a nagranie gwałtu wrzucą potem do sieci.

Kacper budzi się rano na plaży w podartej bieliźnie. Nic nie pamięta. Nie ma przy sobie ani portfela, ani dokumentów. Z rozbitego telefonu dzwoni do ciotki spod Trójmiasta, a ta na policję. Chłopak nie zgłasza gwałtu, jest mu wstyd. Zgłasza tylko kradzież portfela.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej