W Gozdnicy nikt nikogo do Unii nie przekonywał: na zorganizowane przez samorząd województwa spotkanie nie dojechali nawet eksperci z Warszawy. W szkolnej sali o Wspólnocie opowiadali więc proboszcz i ówczesny burmistrz.

Krzysztof Jarosz, obecny burmistrz, mówi: - Każdy z nas, sam w domu, zastanowił się, w którym miejscu postawić krzyżyk.

Po referendum zaskoczeni byli wszyscy. Mieszkańcy – swoją jednomyślnością, bo 92 proc. zagłosowało na „TAK”. Urzędnicy – tłumem dziennikarzy czekającym w rozpadającym się urzędzie miejskim. A dziennikarze – miasteczkiem, w którym odnotowano największy euroentuzjazm w Polsce.

„Odrapane przedwojenne kamieniczki, nierówne chodniki, dziurawe drogi, zniszczone place zabaw. Umieranie miasteczka wręcz bije z oczu nielicznych przechodniów” – pisał dziennikarz Tygodnika Przegląd. Odwiedził Gozdnicę rok po referendum.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej