Dorota Wysocka-Schnepf: Jarosław Kaczyński zapowiada koniec z językiem agresji. Ucieszyło to pana?

Zbigniew Hołdys: Słyszałem o tym. Ja prowadzę taką strategię życiową, że ja go nie słyszę z reguły ani go nie widzę.

Języka agresji czy Jarosława Kaczyńskiego?

- Nie, jego. Język agresji to jest oddzielne zagadnienie i myślę, że ludzie dosyć często błędnie to definiują. Ale Kaczyńskiego nie słucham, bo to jest strata czasu po prostu. Nie można słuchać człowieka, który raz mówi to, raz tamto, a przede wszystkim niszczy kraj.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej