Olga Woźniak: Mindfulness, po polsku uważność. Uważność na co?

Marta Wojtkowska-Radzicka: Na to, co nam się przydarza tu i teraz. Uważność na teraźniejszość.

Nie jesteśmy uważni?

- Bywamy. Im jesteśmy starsi, tym mniej. Z przyjemnością patrzę na maluchy, które są bardzo uważne, które potrafią się zatrzymać nad małym kamykiem i go studiować przez 15 minut. Potrafią chlapać się w kałuży przez kolejne dziesięć.

Irytuje nas to.

- Czujemy, że czas ucieka, a my musimy pędzić dalej. 

Czy dziś, kiedy wszystko dzieje się tak szybko, uważność jest w ogóle potrzebna?

- Ona jest właśnie dlatego potrzebna, że wszystko tak szybko się dzieje. Dzieciaki są przebodźcowane: internet, telefony, zajęcia dodatkowe…   Uważność to jest takie stanięcie na drugą nogę. Zatrzymanie się na chwilę, niewybieganie myślą do przodu. To nieplanowanie, niestawianie sobie celu, który muszę za chwilę osiągnąć, ani nieprzeżuwanie przeszłości: co się wydarzyło, dlaczego tak się wydarzyło, może coś innego powinnam była zrobić. My ciągle stoimy w rozkroku między przyszłością a przeszłością. A przez to teraźniejszość nam umyka.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej