Justyna Dobrosz-Oracz: Panie prezydencie, dalej trenuje pan boks?

Jacek Jaśkowiak: Tak, regularnie.

Teraz intensywniej czy nie?

- Cały czas intensywnie. Raz, że to jest moja pasja, od ponad 40 lat uprawiam intensywnie sport. Teraz kilka godzin w tygodniu i w kontekście tego, co się wydarzyło, oczywiście też zadawałem sobie pytania. Czy gdyby to zdarzenie miało miejsce w Poznaniu, czybym się dzięki temu wybronił, czy jednak ten rezultat byłby inny.

I do jakich wniosków pan doszedł?

- Te warunki były bardzo trudne. Rozmawiałem z byłym komendantem wojewódzkim policji w Poznaniu, panem Rafałem Batkowskim, też antyterrorystą. Tutaj nie ma odpowiedzi na to pytanie. Z jednej strony moment, w którym się to wydarzyło. Z drugiej strony światła, hałas, tak że tego nie wiemy i nigdy się nie dowiemy.

"Ja się nie obrażam, jak mi malują na płocie 'zdrajca'" – mówił pan ponad rok temu. Myśli pan, że to był błąd, że trzeba było krzyczeć "dość!"?  

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej