Dlaczego, skoro rozpoczęliście akcję protestacyjną i domagacie się podwyżek za swoją pracę, nie mówicie o tym głośno i pod nazwiskiem?

– Bo nie chcemy dostać po premii i nagrodach rocznych. Proste? Już nam zapowiedziano, że jeśli zdecydujemy się „protestować na L4”, to nie dostaniemy żadnych nagród na koniec roku.

Ale w jaki sposób chcecie dotrzeć do opinii publicznej? Przeciętny Polak nie wie nawet, w czym rzecz.

– Myślę, że większość Polaków już wie, o co nam chodzi. O pieniądze, o godne zarobki za naszą ciężką pracę. Poza tym nastroje w Warszawie nie są bojowe, nawet wśród protestujących odczucia są takie, że to taki protest dla protestu, żeby się wykrzyczeć, żeby się pokazać. Wiemy, że nic to nie da, że nie dostaniemy nic ponad zapowiedziany pięcioprocentowy wzrost zarobków.

W jakim celu w takim razie protestujecie?

– Sztuka dla sztuki. Nie ma wiary w ten protest, to symboliczna sytuacja. Zdajemy sobie sprawę, że żeby to ruszyło, to wszyscy powinniśmy iść na L4 co najmniej na dwa tygodnie, żeby całkowicie sparaliżować sądy. Tymczasem w Warszawie protestu nikt nie odczuwa, bo sądy działają normalnie, nie ma przerw, przekładanych spraw, opóźnień itd. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej