Zatrzymanie. 6 grudnia 2018 

Mąż być może się spodziewał, ale nie wierzył. Ja natomiast byłam totalnie zaskoczona. To było właśnie 6 grudnia rano.

Która godzina? 

Szósta, parę minut po szóstej. Mam bardzo głośny domofon, więc wstaliśmy z łóżka na baczność. Mąż spojrzał przez okno i powiedział: "Przyjechali po mnie". Kiedy powiedział: „Przyjechali po mnie", to ja już wiedziałam, kto przyjechał.

Przyjechało 6-7 mężczyzn z Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA). Zaprosiłam ich do domu. Powiedzieli, że przyjechali do męża czy po męża, już nie pamiętam. Mąż zszedł na dół, panowie zaczęli formalności, natomiast ze mną zaczęto robić przeszukanie domu. Trwało to mniej więcej 3 godziny. W międzyczasie mąż pojechał do lekarza, ponieważ po tym pobiciu ma problemy zdrowotne. Później tutaj przyjechali i o godzinie 11 wyjechali do Szczecina. Zostawiając mnie samą, mąż dał mi jeszcze prezent na mikołajki - filiżankę. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej