Justyna Dobrosz-Oracz: Panie prezydencie, powyborcza euforia minęła?

Rafał Trzaskowski: Euforii nigdy nie było, była ciężka praca.

Już pan jest na celowniku za rozwadnianie obietnic. Chce pan się z jakichś wycofać?

- Ci, którzy atakują, najwidoczniej nie słyszeli tego, co mówiłem. Mówiłem, że składam obietnice na kadencję, a nie na pierwszy rok. Jasno też powiedziałem dziesięć dni temu na konferencji, że to, co teraz, zapowiadam, chcę zrobić w pierwszym roku urzędowania.

To konkretnie – podwyżki dla nauczycieli. Stażyści mieli dostać dodatkowo 250 zł, teraz pan  zapowiada 5 proc., czyli około kilkudziesięciu złotych. Podwyżki mieli też dostać nauczyciele kontraktowi, a o tym cisza. Przeszarżował pan?

- Będą podwyżki, tylko stopniowe. Ja nie powiedziałem, że podwyżki wprowadzimy w ciągu pierwszego tygodnia. Obiecałem je dla początkujących nauczycieli, dlatego że potrzebujemy ich w Warszawie, i te podwyżki będą.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej