– Tu się teraz Manhattan robi, a był dziki zachód! – mówi Jerzy Łąpieś. Jest koniec lata, wchodzimy na podwórko rozpadającej się zabytkowej kamienicy przy ul. Waliców 10. Właśnie wyprowadzają się jej ostatni mieszkańcy. Nie zagląda tu już listonosz, przychodzą wyspać się bezdomni.

Przygotowuję film o ostańcach warszawskiego getta - trzech kamienicach, które teraz testuje kapitalizm. Cudem uratowane przed rozbiórką trwają w części miasta aspirującej do miana nowego city. Dookoła rosną szklane domy.

Pan Jerzy ma zapełnić ważną lukę – opowiedzieć o czasach, gdy tuż po wojnie kamienice znalazły się niemal w sercu tzw. dzikiego zachodu. Jest eleganckim, starszym panem. Dzieciństwo i młodość spędził niedaleko, na ul. Chłodnej.

Ale okazuje się, że ma do opowiedzenia inną historię. Historię chłopaków z "Dzikiego Zachodu". 

*

Rozmawiamy w restauracji U Chłopaków przy Chłodnej 2. Kilka numerów dalej, przy Chłodnej 20, jest wczesnomodernistyczna kamienica, która przetrwała oba powstania. A dzięki solidności przedwojennych inżynierów uniknęła rozbiórki. Większość jej stropów o stalowo-ceglanej konstrukcji przetrwała wojnę.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej