U schyłku kampanii najostrzejsza wojna trwa rzecz jasna w rządowych mediach, ze szczególnym uwzględnieniem TVP. Ale zaraz potem w przestrzeni analogowej do bólu - na płotach. Wędrowałem ostatnio trochę po zdominowanej przez PiS ścianie wschodniej. Co tam zobaczyłem?

Po pierwsze, zagęszczenie plakatów jest nierównomierne - są oczywiste miejsca, gdzie twarze kandydatów przepychają się na parkanach, np. okolice kościołów czy ryneczki. Zdarza się, że pisowscy kandydaci zdobią nawet - o zgrozo - ogrodzenia świątyń.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej