Nic mnie tak nie zadziwia jak hierarchowie oraz prezes Kaczyński, którzy mówią o rodzinie. Drogowskazy rzecz jasna nie muszą chodzić po drogach, dobrze by jednak było, gdyby wiedziały, co wskazują.

Fetysz rodziny w kształcie „kobieta, mężczyzna plus dwójka dzieci” (a dlaczego, panie prezesie, nie ósemka, jak u Wałęsy?) wydaje się jedną z wielkich kotwic, na których trzyma się władza, zarówno Kościoła, jak i PiS. Fetysz, czyli figura nierealna, ubóstwiona, bo rodzina, o której mówi prezes, jest jak jego własna – istniejąca głównie w politycznych i kościelnych hasłach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej