Marian Banaś, nowy szef NIK, a wcześniej wiceminister finansów, prowadził interesy z gangsterem? Przedstawił nieprawdziwe oświadczenie majątkowe? Ma świetne relacje z postaciami z półświatka, a w jego kamienicy kwitł wynajem pokojów na godziny? W tej chwili w pośpiechu zaciera ślady, sprzedając ten budynek? Pomaga mu CBA, które mogło od dawna wiedzieć, że ten urzędnik państwowy łamie prawo? Ba – przyzwalać na ten proceder?

Jeśli zarzuty „Superwizjera” TVN okażą się prawdą i obudzimy się w kraju, w którym szefem instytucji kontrolującej państwowe urzędy jest ktoś, kto robił interesy z ludźmi o bogatej kryminalnej przeszłości, to – no cóż – właściwie nie będzie to żaden szok, ponieważ, moi szanowni czytelnicy, taka właśnie jest polityka kadrowa Prawa i Sprawiedliwości.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej