To dziś najbardziej fundamentalne pytanie. Sposobów jest wiele. Pytanie, kto je wykorzysta. I ilu nas będzie? Rad mam kilka.

Po pierwsze, trzeba iść na wybory - ale z głową. Listy są różne; wystrzegajmy się dwójki, to może uratować demokrację.

Na listach jest wielu kandydatów, nie tylko ten pierwszy; trzeba pamiętać, że miejsce na liście niekoniecznie jest skorelowane ze społecznymi zasługami czy udokumentowaną troską o dobro wspólne. Mamy wolność wyboru i czasem lepiej wybrać dziesiątkę, do której mamy zaufanie, niż jedynkę, której zasługi polegają na tym, że jest wkręcona w partyjne układy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej