Decyzja PiS, by skrócić posiedzenie Sejmu i pozostałe dwa dni przenieść na czas tuż po wyborach, rozbudziła liczne podejrzenia. Mało kto wierzy w oficjalną wersję, zgodnie z którą chodzi o ułatwienie posłom udziału w kampanii. Dominuje pogląd, że PiS czegoś się przestraszył.

Pośród tych domysłów jest taki, że PiS nie chce przed wyborami dać w Sejmie głosu pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzacie Gersdorf, która miała mówić o stanie sądownictwa. Jest też koncepcja, że PiS pragnie już po wyborach przegłosować niepopularne decyzje budżetowe.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej