Radykalna, faszystowska narracja wpełzła w Polsce do centrum. Nie chowa się już na wstydliwych obrzeżach publicznego dyskursu – tam, gdzie jej miejsce – ale dumnie rozpycha się w mainstreamie, zapraszana do mediów rządowych, pohukująca z prorządowych czasopism, oznajmiana w homiliach i kazaniach czołowych hierarchów. Tolerowana, a czasem wspierana lub inspirowana przez władze.

I nie, nie sugeruję, że Polska staje się państwem faszystowskim. To nadal państwo hybrydowe, z elementami zarówno demokracji, jak i autokratyzmu.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej