Jako bardzo młody podchorąży AK spędziłem w końcu grudnia 1944 r. kilka dni w domu mojego wuja Jana Jaskłowskiego w Stobiecku pod Radomskiem, gdzie właśnie kwaterowała Brygada Świętokrzyska. Poznałem wtedy i rozmawiałem z wieloma oficerami (rtm. „Lubicz” i por. „Żbik”, znany w naszych stronach partyzant NSZ) i żołnierzami Brygady. Było oczywiste, że mieli jakieś porozumienie z Niemcami.

Dziś, po latach, nie sądzę, by to był istotny problem. Aby ujść bolszewikom i dostać się na Zachód, było to konieczne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej