Pan ambasador pisze, żeby się poskarżyć na „przerwy w pracy” w zakładach położonych w kraju „drogiego Mateusza”, lecz będących własnością firmy z kraju ambasadora. Strajkujący robotnicy narazili firmę na straty, a przecież kraj ambasadora „stara się zawsze stworzyć jak najdogodniejsze warunki” dla działających tam firm z kraju premiera. Dlatego też ambasador konkluduje: „Chcielibyśmy liczyć na aktywniejszy udział władz w rozwiązaniu problemu”.

Nie zawiedzie się: list wysłał 12 marca br., a w miesiąc później MSW, używając nawet zwrotów zaczerpniętych z listu ambasadora, występuje do władz lokalnych z prośbą o podjęcie działań.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej