Odkąd prezes obwieścił 6 lipca na konwencji PiS, że aby wygrać, „musimy odrzucić wielką ofensywę zła”, znaleźliśmy się wszyscy na linii frontu. Dobrze to wezwanie zrozumieli krzepcy chłopcy w Białymstoku i zabrali się do fizycznego eliminowania zła. Kaczyński i jego obóz nie pierwszy raz uruchamiają w ludziach pokłady najgorszych emocji. Mechanizm straszenia obywateli – opanowany do perfekcji przez prezesa – służy temu, aby podkreślić jego rolę jako obrońcy. To on jest tym aniołem stróżem, który ochroni Polskę i Polaków przed groźnymi uchodźcami, zachłannymi amerykańskimi Żydami, genderem, seksualizacją dzieci czy ulicą i zagranicą – no i oczywiście opozycją, która zawsze kłamliwie wskazywana jest przez aparat propagandowy PiS-u jako nośnik każdego z tych strasznych zagrożeń.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej